I tutaj dochodzimy do chyba najbardziej zakłamanej części całego tego wystąpienia szanowy Panie Bogucki. Pan Nawrocki przywołuje rok 1920 i mówi o Polsce głęboko podzielonej politycznie, która w chwili śmiertelnego zagrożenia zrozumiała, że "spory polityczne kończą się tam, gdzie zaczyna się bezpieczeństwo Rzeczypospolitej". Chwilę później dodaje, że "rakieta nie będzie pytać", na kogo ktoś głosuje, a bezpieczeństwo państwa jest ważniejsze niż polityczne spory 🤔 Trudno się z tym nie zgodzić. Problem w tym, że wystarczy zestawić te słowa z praktyką samego Nawrockiego i jego politycznego otoczenia, żeby zobaczyć całkowite zapzreczenie tej tezy. Za naszą wschodnią granicą trwa pełnoskalowa wojna, rosyjskie rakiety i drony naruszają przestrzeń państw NATO, Polska prowadzi największy od dekad program modernizacji armii, a mimo to niemal przy każdej okazji wracają polityczne ataki na rząd, podważanie jego decyzji dotyczących bezpieczeństwa, uderzanie w Unię Europejską i europejskich partnerów oraz przedstawianie instrumentów współpracy obronnnej jako zagrożenia dla polskiej suwerenności. To nie jest już akademicka opowieść o 1920 roku. To jest dokładnie ta sytuacja, o której Nawrocki sam mówi. Jeżeli rzeczywiście uwaza, że w chwili realnego zagrożenia spory polityczne powinny zejść na dalszy plan, to powinien tę zasadę stosować przede wszystkim do siebie i własnego otoczenia. Nie można bowiem przez większość czasu pogłębiać politycznych podziałów, a następnie podczas święta Wojska Polskiego pouczać społeczeństwo o narodowej jedności. Tym bardziej że te słowa wypowiada osoba zajmująca urząd Prezydenta RP, a więc zgodnie z art. 134 Konstytucji najwyzzszy zwierzchnik Sił Zbrojnych, sprawujący w czasie pokoju to zwierzchnictwo za pośrednictwem Ministra Obrony Narodowej. Jeżeli ktokolwiek powinien rozumieć własne słowa o rakiecie, która nie pyta o preferencje wyborcze, i o bezpieczeństwie stojącym ponad partyjnym sporem, to właśnie osoba pełniąca tę funkcję 🤷♂️ I tu pojawia się problem znacznie poważniejszy niż sama retoryka. Bo można odnieść wrażenie, że Nawrockiemu przygotowano wzniosłe przemówienie, on nauczył się jego głównych tez, dodawał zwyczajowe "drodzy państwo" i wygłosił je z odpowiednią emfazą, ale sens tego tekstu najwyraźniej gdzieś po drodze zaginął. Gdyby naprawdę rozumiał własną opowieść o roku 1920, nie przeczyłby jej kilka minut później. Lekcja została więc przedstawiona całkiem efektownie. Szkoda tylko, że osoba ją wygłaszająca - doktor historii - najwyraźniej jej nie odrobiła 🫣 #Polska #Bezpieczeństwo #Polityka


