Decydujący - moim zdaniem - moment w kampanii prezydenckiej. Tak opisuje go prezydent Nawrocki w książce <Skąd wziął się Karol Nawrocki> wydawnictwo @WydBialyKruk : „Wchodzę na drugą debatę w Końskich do hali sportowej - pełne zamieszanie, ochrona, przepychanki, wpuszczają jednych, nie wpuszczają drugich, szarpią Marka Jakubiaka i Krzysztofa Stanowskiego, mojego syna nie chcą wpuścić. Totalny chaos. W pewnym momencie mówię więc do nich: słuchajcie, muszę was zostawić, bo ja po prostu wchodzę. Miałem informację, że debatę zabezpiecza firma ochroniarska, która wcześniej siłowo przejmowała Telewizję Polską. Czyli - mówiąc brutalnie - największe cerbery strony <liberalnej>. Stoją tam wielkie chłopy, atmosfera jak z filmu. Ale ja byłem już wtedy tak zdecydowany, że po prostu szedłem przez to jak przez ścianę. To nie był gładki świat akademicki, tylko prawdziwe życie. Podchodzę do tych byków, patrzę na nich i mówię: panowie, ja tu przyszedłem po Rafała. Oni spojrzeli na mnie i mnie wpuścili. Jeszcze im powiedziałem, że chcę iść do łazienki. Poszedłem. Stoi tam wielki chłop z tej ochrony. Podchodzi do mnie i mówi tylko: szacunek, szacunek. Przywitałem się z nim i wyszedłem. Właśnie wtedy zobaczyłem Rafała Trzaskowskiego - ten moment, który już opisałem przed chwilą. Chodził jak człowiek w rozsypce. Naprawdę - jak ktoś kompletnie wytrącony z równowagi, przestraszony, nieobecny. Zrozumiałem coś bardzo ważnego - nawet ludzie, którzy go ochraniali, wiedzieli, że on jest załamany. Oni przez te dwie godziny patrzyli jak siedzi, jak się zachowuje, jak wygląda. On w siebie nie wierzył i nikt inny tam w niego nie wierzył. Nie chodzi mi zresztą o to, żeby wnikać w osobisty problem. To nie jest tutaj istotne. Po prostu zobaczyłem, że tam nie ma woli walki, nie ma gotowości do zwycięstwa. Że sytuacja wymknęła im się spod kontroli. Że nie byli gotowi na takiego przeciwnika jak ja. Nie rozumieli tego przeciwnika. Nie wiedzieli, co się dzieje”. #KampaniaPrezydencka #Debata #Polityka


