- Pragnę ponowić ten apel. Panie prezydencie, skoro sam pan nie przyjeżdża do Kijowa, to chociaż mógłby pan podpisać nominację pułkownika Łukasiewicza, który służył ojczyźnie jako attaché wojskowy w Afganistanie pod ostrzałem, potem ambasador w Afganistanie w czasie wojny tam, i tu już kolejny rok pod bombami, nie teoretycznymi, bo przecież budynki naszej ambasady wręcz musiały być naprawiane. To jest prawdziwa odwaga, to jest prawdziwa służba ojczyźnie. I jedyne, czego naszemu szefowi placówki brakuje do bycia pełnoprawnym ambasadorem, to podpis prezydenta

