Rosyjski dron wali dwa kilometry od polskiej granicy. Pali lokomotywę pociągu. W danym momencie nie wiadomo gdzie jest minister Sikorski, tego dnia miał wracać z Kijowa do Polski, obok stoi albo właśnie odjeżdża skład z Borisem Johnsonem, Carlem Bildtem i europejskimi doradcami bezpieczeństwa. Ukraińcy mówią wprost: mogli celować w pociąg dyplomatyczny. Premier Tusk zwołuje odprawę w RCB i mówi, że eskalacja jest faktem, a gorszy wariant, uderzenie w nasze terytorium, nie jest już fantazją. Sikorski pisze „Putin eskaluje” i każe traktować to jako dowód, że bezpieczeństwo Polski i Ukrainy to jeden pakiet. Światowe agencje cytują polskiego premiera zerkając z niepokojem na naszą wschodnią granicę. A prezydent Rzeczypospolitej? Jest na dożynkach w Tryńczy. Wręcza nagrody za najładniejszy wieniec. Mówi, że będzie „konsekwentnie strażnikiem i rzecznikiem polskiej wsi”, bo „tutaj bije serce Polski”. Para prezydencka idzie do Gościńca Prezydenckiego. Kancelaria wrzuca zdjęcia wieńców, chleba i tradycji. Jedyny głos z Pałacu w sprawie ataku przy granicy NATO to zdanie rzecznika: prezydent „jest na bieżąco informowany” przez dyżurną służbę BBN. Nie „potępiam”. Nie „to eskalacja”. Nie „Polska nie milczy”. Nie zwołanie RBN. Nie jedno twarde zdanie zwierzchnika sił zbrojnych, które mogłoby pójść w świat obok Tuska i Sikorskiego. Informowany. Jak urzędnik, któremu ktoś wcisnął notatkę między mszą a konkursem wieńcowym. To nie jest detal protokołu. To jest portret prezydentury. Kiedy trzeba uderzyć w Ukrainę albo w Niemcy, Nawrocki potrafi znaleźć mikrofon. Kiedy trzeba zdjąć Zełenskiemu order, jest decyzja, jest komunikat, jest historia, jest „fakty nie podlegają negocjacjom”. Kiedy Rosja testuje, jak blisko Polski może spalić pociąg i stację benzynową, najwyższy urząd w państwie wybiera festyn i formułkę o byciu informowanym. Zwierzchnik sił zbrojnych w dniu, w którym drony odrzutowe pracują przy Dorohusku, nie jest zwierzchnikiem. Jest dekoracją. Strażnikiem wieńca. Rzecznikiem plonów. Prezydentem od tradycji, wet i wojen pamięci, nie od godziny, w której naprawdę waży się, czy Putin już puka, czy już wszedł na próg. Można lubić dożynki. Można szanować rolników. Nikt nie każe odwoływać święta plonów, bo spadł dron. Ale prezydent, który w takim dniu nie jest w stanie wydać nawet trzech twardych zdań o bezpieczeństwie granicy, a potem każe sobie przypisywać odpowiedzialność i strażnictwo, robi z urzędu pusty kostium. Bezpieczeństwo według Nawrockiego wygląda tak: głośno, gdy można kogoś rozliczyć z Wołynia. Cicho, gdy Rosja pali infrastrukturę przy polskim przejściu. Ambitnie na MSPO, gdy mówi się o dronach przyszłości. Nieobecnie, gdy te drony już lecą. Polska miała dziś prezydenta na scenie. Nie miała prezydenta w sprawie. I to jest cała różnica między „jestem informowany” a sprawowaniem urzędu. I ani Nawrockiego, ani jego kancelarii nie usprawiedliwia fakt, że potrafią tylko wiochę robić. autor: @Pieter111120 dla @AkademiaPrawdy źródła: https://t.co/Izdu20UFLh https://t.co/MitMqXyFAq https://t.co/CfzjgbIvnf https://t.co/Rop5DdjCGo #Polska #Bezpieczeństwo #Ukraina


