BETA nonprofit public democratic european moderated

Search

#czekanie

Nie możemy pozwolić sobie na czekanie na odpowiednik Hiroszimy w dziedzinie AI.

„Hiroszima w świecie AI”. Dramatyczne ostrzeżenie ws. sztucznej inteligencji
www.rmf24.pl

Republika Zielonego Przylądka na tym mundialu udowodniła, że mitem jest gadka o budowaniu reprezentacji, wymianie pokoleniowej i czekanie na złote pokolenie piłkarzy. Jedyną prawdą futbolu jest pasja. Zaangażowanie. Miłość do gry. 26 anonimowych w większości zawodników wpadło na bal, na którym mieli nie pasować. Lepsze garniutury, ładniejsze buty i doświadczenie w tym, jak się zachowywaćw takim miejscu mieli przecież Urugwaj. Hiszpania. Argentyna. Bez luksusowego Porsche na swym pierwszym w historii mundialu grali jak równy z równym z każdym rywalem. Ba, długimi fragmentami prezentowali się lepiej niż aktualni mistrzowie świata. Tak wygląda w realu scenka, co to znaczy gryźć trawę. Jeździć na dupie. Wspaniały to był turniej w ich wykonaniu. Pokaz tego, jak powinna wyglądać gra w reprezentacji swojego kraju. A my za chwilę rozpoczniemy sobie meczyki w dywizji B Ligi Narodów i złej baletnice znów będzie coś przeszkadzać. Za mało czasu. A to murawa nie tak zielona, jak powinna. Nie ma komu jej pomalować. Piłka kanciasta. Rywale postawili trudne warunki. Kontuzje utrudniły przygotowania. Sorry panowie, skończyło się alibi. Chcecie być lubiani, doceniani, szanowani za grę w kadrze? Bądźcie nie jak Niemcy. Urugwaj. Tylko Republika Zielonego Przylądka. I wyniki też zaczną się zgadzać. #Mundial2023 #Futbol #PasjaDoGry

mickpl 2w

Yuri_Yslin na Wykopie postanowił udokumentować na przykładzie swojego ojca jak to było z tym "czekaniem 40 lat na przydział mieszkania w PRL-u", że zapisywać się trzeba było gdzieś tak za Hitlera itd. 1988 - Ojciec zostaje członkiem spółdzielni 1989 - Ojciec zawiera umowę i zostaje wciągnięty na listę z numerem 16447 (przydział idzie w kolejności) 1990 - Ojciec dostaje mieszkanie 2009 - Ojciec wykupił to mieszkanie za "złotówkę" 2021 - rodzice sprzedali je za 320 000, a gdyby poczekali nieco dłużej to poszłoby pewnie i za 500 000 (BK 2%) Dziękuję za uwagę, pamiętajcie, że dzisiaj wtorek co oznacza, że w KFC jest wtorkowy kubełek. #Mieszkanie #Historia #PRL

Jak zamknięto oddział szpitalny w Lublinie, bo Jarosław Kaczyński miał tam rutynowe badania. Luty 2025 roku. Wojewódzki Szpital Specjalistyczny im. Stefana Kardynała Wyszyńskiego przy al. Kraśnickiej w Lublinie. Na oddziale kardiologii nagle robi się cicho. Pacjenci, którzy czekali na badania, zabiegi czy po prostu na miejsce w przepełnionym publicznym szpitalu, zostają odsunięci, bo przyjechał „pacjent NN” – Jarosław Kaczyński. Prezes PiS, człowiek, dla którego w państwie „dobrej zmiany” zawsze znajdował się specjalny tryb. Został przyjęty jako osoba o nieustalonej tożsamości. Nie Kaczyński, nie poseł, nie były premier , po prostu „NN”. Jednoosobowa sala, ochrona na korytarzu, a według relacji świadków i doniesień Onetu – zamknięto dla niego pół oddziału. Marszałek województwa lubelskiego Jarosław Stawiarski z PiS oraz dyrektor szpitala Piotr Matej mieli witać go kwiatami. Cyrk jak u Barei w wydaniu partyjnym. W tym samym szpitalu zwykli Lubelszczanie czekają miesiącami na kardiologię. Kolejki do specjalistycznych badań, brak miejsc, przeciążony personel. A tu nagle pół oddziału „wyłączone” na potrzeby jednego człowieka. NFZ musiał interweniować i żądać wyjaśnień. Dyrektor szpitala później zaprzeczał, że coś zamknięto, ale obrazek pozostał: państwo PiS działa na dwa tory. Dla zwykłego Kowalskiego, kolejka i czekanie. Dla Kaczyńskiego, zamknięty oddział, anonimowość w systemie i osobista opieka. Nie było VIP-roomu, cały oddział był dla prezesa VIP-roomem. To nie był pierwszy raz. Pamiętamy kule ortopedyczne przywiezione osobiście przez generała Grzegorza Gieleraka do domu na Żoliborzu. Pamiętamy operacje kolana w wojskowych i klinicznych placówkach, gdzie system przyspieszał, a dyrektorzy stawali na baczność. PiS przez osiem lat budował mechanizm, w którym lojalność wobec partii i jej szefa gwarantowała przywileje. Szpitale marszałkowskie, wojskowe, kliniki pod specjalnym nadzorem, wszystko na skinienie prezesa. Władza PiS zdeprawowała nie tylko sądy, media i prokuraturę. Zdeprawowała też służbę zdrowia. Instytucje publiczne stały się narzędziem w rękach jednej partii i jednego człowieka. Szpital w Lublinie to symbol, pół oddziału zamknięte, bo Kaczyński miał „rutynowe badania” albo zabieg. Pacjent NN ważniejszy niż dziesiątki pacjentów z prawdziwymi problemami kardiologicznymi. Dziś, gdy PiS krzyczy o patologiach u przeciwników, warto przypomnieć ten obrazek z Lublina. Kwiaty, zamknięty oddział, pacjent bez nazwiska. To nie była opieka medyczna. To był hołd systemu wobec władzy. Dowód, że w państwie Kaczyńskiego najważniejsze nie jest zdrowie Polaków, tylko zdrowie prezesa – za wszelką cenę, nawet jeśli trzeba zamknąć pół szpitala. Ilu jeszcze takich „pacjentów NN” było w ciągu tych lat? Ile razy zwykli ludzie musieli ustąpić miejsca partii kłamców, hipokrytów i złodziei? PiS nigdy nie wyjaśnił tych przywilejów. Bo w ich świecie to nie jest patologia. To jest norma. Norma, w której jeden człowiek jest wart więcej niż cały system służby zdrowia. Emeryci z bólem serca czekający na koronarografię. Matki z chorymi dziećmi odsyłane z kwitkiem. Ludzie umierający w kolejkach, o których PiS tak chętnie opowiadał w opozycji, a potem sam stworzył system kastowy. „Solidarność” okazała się solidarnością z własnym prezesem. Reszta mogła czekać. #InstytutPrawdy #Polska #Zdrowie #Kaczyński

Jak ordynator szpitala, Kaczyńskiemu kule ortopedyczne do domu przywiózł. W poniedziałek 30 kwietnia 2018 roku przed domem Jarosława Kaczyńskiego na warszawskim Żoliborzu zatrzymał się samochód. Wysiadł z niego generał Grzegorz Gielerak, ówczesny dyrektor Wojskowego Instytutu Medycznego, razem z pielęgniarką. Wnieśli do środka kule ortopedyczne. Nie przez recepcję, nie przez oddział, nie przez kolejkę pacjentów czekających na przydział sprzętu. Bezpośrednio do prywatnego domu najpotężniejszego człowieka w Polsce. Ordynator, a właściwie szef całego wojskowego szpitala, generał, profesor, osobiście dostarczył sprzęt rehabilitacyjny liderowi partii rządzącej. Nie czekał na zlecenie z NFZ, nie wypełniał papierologii, nie stał w kolejce jak zwykły obywatel, który po złamaniu czy operacji kolana musi sam zorganizować sobie kule, wózek czy rehabilitację. Dla Kaczyńskiego system zadziałał błyskawicznie i po królewsku. W tym samym czasie w Sejmie trwał protest osób niepełnosprawnych i ich opiekunów. Ludzie na wózkach, z ciężkimi schorzeniami, domagali się godnego wsparcia, wyższych świadczeń, realnej pomocy państwa. PiS, partia „dobra zmiany” i „solidarności”, która obiecywała Polskę dla zwykłych ludzi, miała wtedy pełnię władzy. Premier, ministrowie, marszałkowie Sejmu, wszyscy pod kontrolą Kaczyńskiego. A zamiast realnej pomocy dla najsłabszych, mieliśmy spektakl: generał w mundurze wnosi kule do willi na Żoliborzu. To była codzienność rządów PiS. Kiedy zwykły Polak czekał miesiącami na rezonans, endoprotezę czy wizytę u specjalisty, dla „swoich” działał przyspieszony tor. Szpitale wojskowe, kliniki pod specjalnym nadzorem, osobiste kontakty z dyrektorami i generałami. Kaczyński od miesięcy jeździł do tego samego instytutu na zabiegi, generał Gielerak osobiście nadzorował kurację. A kiedy kolano odmówiło posłuszeństwa, sprzęt przyjechał pod drzwi prezesa. Nie był potrzebny VIP - room. PiS przez lata budował system, w którym lojalność wobec partii i jej szefa była przepustką do lepszej opieki. Publiczna służba zdrowia dla mas, prywatny albo „wojskowy” tor dla elity władzy. Kaczyński i jego otoczenie nigdy nie przeprosili za ten obrazek. Nie wytłumaczyli, dlaczego szef szpitala zamiast zarządzać placówką i walczyć o jakość leczenia dla żołnierzy i cywilnych pacjentów, jeździ z kulami do prywatnego domu polityka. Bo w ich świecie to było normalne. Normalne, że prezes partii jest traktowany jak monarcha. Normalne, że ordynator staje się posłańcem. Normalne, że państwo istnieje po to, żeby służyć tym, którzy je kontrolują Kule przywiezione osobiście przez ordynatora szpitala do domu Jarosława Kaczyńskiego to nie anegdota. To esencja rządów, w których jeden człowiek był ważniejszy niż tysiące pacjentów czekających w kolejkach. I dowód, że „dobra zmiana” dla jednych oznaczała bardzo dobrą, VIP-owską zmianę. Dla reszty – zwykłą, polską kolejkę i czekanie. #InstytutPrawdy #Polska #zdrowie #PiS

🛑 The healthcare system is in deep crisis, hospitals are deeply in debt, and for the ordinary Pole, the reality is dramatic, with long hours of waiting in line at the emergency room! At the same time, the party elites and the smiling coalition of Tusk are enjoying privileges, distancing themselves from the problems of the ordinary people. (translated)

O proszę, pan senator Kwiatkowski z KO leczony przez Dawida Kacprzyka kiedy „nagle” wylądował w szpitalu. @Kwiatkowski2011 czy czekanie 10 minut na przyjęcie było trudnym przeżyciem? I jeszcze jedno - czy w saloniku VIP mieliście ekspres do kawy? https://t.co/IhvsaZDFXl #Polityka #Senat #Szpital

Not only the counties. Today's article by Patryk Słowik shows that the authorities can dismantle public healthcare even in large cities. For their VIP salons, for the rest, waiting for months or even years. (translated)

Na cholerę politycy KO mają naprawiać ochronę zdrowia, skoro ich problemy ochrony zdrowia nie dotyczą? Bez kolejki, bez czekania na badania, a do tego osobne VIP-owskie saloniki, a nie czekanie z plebsem, który by im tylko narzekał, że system nie działa https://t.co/PPibNQRF4n #Polska #OchronaZdrowia #Polityka

Onet.pl 4w

W artykule opisano frustracje pacjentki związane z długim czasem oczekiwania na wizyty u lekarzy w Polsce, ilustrując to doświadczeniami jej ojca w przychodni rodzinnej oraz na ortopedii, gdzie pacjenci muszą zmagać się z chaosem i tłumami, co w połączeniu z biurokracją oraz kabiną akwizytorów potęguje ich zniecierpliwienie i stres. #zdrowie #przychodnia #czekanie

LIST DO REDAKCJI W przychodni albo tłum, albo akwizytorzy. "Nie wytrzymałam"

Po wyborach nie będzie większości konstytucyjnej, zwykła większość będzie wynikiem rewelacyjnym, acz bardzo trudnym do osiągnięcia. Dlatego czekanie z działaniami na wybory (jak czekano na prezydenckie) to ślepa uliczka. Trzeba ruszyć rozliczenia nawet jadąc po bandzie. Docenimy! #Polska #wybory #demokracja