Tajemnica dziennikarska? W Polsce? Wolne żarty. Odmówiłem podania haseł do komputerów. Podczas zatrzymania przez policję 6 czerwca powołałem się na tajemnicę dziennikarską i fakt, że w laptopie 💻 i w komputerze stacjonarnym są między innymi poufne akta Polnordu i Roman Giertycha. Podałem PIN-y do telefonów - jeden należy do mojej 13-letniej córki, a drugi jest nowy i praktycznie nic w nim nie było. Złamanie haseł w liczących kilkanaście wiosen archaicznych Makach nie sprawiło biegłemu informatykowi sądowemu Waldemarowi Chodasiewiczowi żadnego kłopotu. Nie mam do niego o to pretensji - wykonywał zlecenie prokuratury. I napisał rzetelne opinie, iż z groźbami śmierci wobec komendanta @PolskaPolicja w Piasecznie (wysłanych z fejkowego konta szwajcarskiego @ProtonMail) nie miałem nic wspólnego. Najzabawniejsze jest jednak to, że Tuskowa władza oznajmiła - gdy siedziałem w areszcie i nie mogłem niczego zdementować - że dobrowolnie udostępniłem hasła do komputerów i na żadną tajemnicę dziennikarską się nie powoływałem. Wywołało to zachwyt ekipy #SilniRazem - pojawiły się komentarze, że Kraskowski poszedł na współpracę i będzie sypał. A to zwyczajne kłamstwo. Żadnych haseł do komputerow nie podałem. Dom w Łosiu przeszukano bez mojej obecności i bez o obecności mojego adwokata. To są standardy policyjnego państwa rządzonego przez @w_zurek i @donaldtusk: Białoruś ver. 2.0. #TajemnicaDziennikarska #Polska #WolnośćSłowa
