W całej pisowskiej Aferze Zondacrypto zapominamy o najważniejszej kwestii. Dziś już wiadomo, że za „zamiecenie pod dywan” śledztwa w sprawie zaginięcia Sylwestra Suszka, założyciela i pierwszego właściciela giełdy kryptowalut BitBay, obecnie Zondacrypto, fundacja Zbigniewa Ziobry - Instytut Polski Suwerennej, przyjęła 450 000 zł. Jest to już potwierdzone, pieniądze wpłynęły na przełomie października i listopada 2025 r. z kancelarii adwokackiej Przemysława Krala ówczesnego prezesa Zondacrypto. Ziobro sam to przyznał, wskazując pośrednika, byłego skompromitowanego funkcjonariusza CBA Artura Chodzińskiego i tłumacząc, że środki miały służyć obronie prawnej i medialnej, przed działaniami obecnych władz. Kolejną, ważną kwestią jest odpowiedź na pytanie, ile zainkasował poseł Michał Wójcik za swoją poprawkę, do zawetowanej przez Nawrockiego, ustawy o kryptoaktywach? Poprawka dotyczyła obniżenia dolnej granicy kary za przestępstwa związane z rynkiem kryptoaktywów. Projekt ustawy przewidywał minimalną karę pozbawienia wolności od 6 miesięcy (obok grzywny lub obu kar łącznie). Wójcik proponował usunięcie tego progu, pozostawiając karę „do 5 lat”. Oficjalne uzasadnienie brzmiało: „Proponowana poprawka ma na celu zmniejszenie opresyjności przepisów”. Strona prawicowa argumentowała, że zbyt surowe kary mogłyby hamować rozwój branży kryptowalut w Polsce. Ustawa o rynku kryptoaktywów miała wdrożyć unijne rozporządzenie MiCA i wzmocnić ochronę inwestorów. Rynek krypto w Polsce od lat jest obszarem wysokiego ryzyka. Fałszywe platformy, rug pulle, piramidy finansowe, wyłudzenia oszczędności życia. Według niektórych badań ok. 18% dorosłych Polaków ma lub miało kontakt z kryptowalutami. Surowe kary miały być jasnym sygnałem, że oszustwa na tym rynku będą karane surowo. Poprawka Wójcika szła w przeciwnym kierunku, łagodziła minimalną odpowiedzialność karną, co krytycy określali jako osłabianie ochrony ofiar na rzecz „branży”. Poseł Michał Wójcik nie proponował jedynie „drobnej korekty technicznej”. Chodziło o świadome obniżenie minimalnego wymiaru kary za oszustwa na rynku, na którym Polacy tracą setki milionów złotych. Uzasadnieniem było „zmniejszenie opresyjności przepisów”, czyli łagodniejsze traktowanie sprawców, którzy okradają obywateli pod przykrywką „inwestycji w przyszłość”. W sytuacji, gdy tysiące rodzin tracą oszczędności przez krypto-oszustów, priorytetem stało się to, by „branża się nie obraziła”, a nie by sprawcy odpowiadali surowiej. To klasyczne przesunięcie ochrony ze słabszych na tych, którzy na nich żerują. P. pośle @mwojcik_ jedno pytanie: za ile pana Kral kupił? #Kryptowaluty #Polska #Prawo





