Niedawno przetoczyła się dyskusja o wpływie farm wiatrowych na pogodę/klimat/opady. To, że turbiny wiatrowe powodują wzrost temperatury przy powierzchni (a przez to zmianę parowania z gleby czy wody), to nie żadna teoria spiskowa, ale mierzalny i obserwowany fakt opisany między innymi w prestiżowym czasopiśmie Joule (Miller & Keith, 2018). Badania te pokazują, że pokrycie zapotrzebowania USA na prąd wyłącznie wiatrem podniosłoby średnią temperaturę kontynentu o 0,24°C, a w rejonie samych farm wiatrowych aż o 0,54°C. Ten efekt ocieplenia został udokumentowany pomiarowo na obszarze 28 działających farm wiatrowych w USA. Czy to dużo, czy mało? Dla porównania: od początku ery przemysłowej stężenie CO2 wzrosło z ok. 280 ppm do 420 ppm. W wartościach bezwzględnych oznacza to wzrost o znikome 0,014% w całej objętości atmosfery. Mimo to tej malutkiej, w skali całej atmosfery zmianie, przypisuje się katastrofalny wpływ na globalny klimat. Skoro tak minimalna zmiana w składzie powietrza ma rzekomo wywoływać rewolucję klimatyczną, to podobnie znacznego efektu można się spodziewać na skutek bezpośrednich zmian w atmosferze, jakie spowodują ogromne ilości wiatraków. Podnoszenie temperatury na dużych obszarach, masowe odbieranie energii kinetycznej wiatru i zaburzanie naturalnych przepływów mas powietrza na ogromną skalę może nieść za sobą poważne konsekwencje. Dlatego uzasadnione jest, aby dogłębnie zbadać tę hipotezę , żebyśmy pod hasłem ratowania planety po nie wpadli z deszczu pod rynnę. Podsumowując, to zagadnienie wymaga pilnych, merytorycznych i niezależnych badań, zanim bezkrytycznie przebudujemy cały system energetyczny w oparciu o technologię, której pełnych konsekwencji dla wzorców pogodowych i klimatu jeszcze w pełni nie znamy. Zachęcam fizyków atmosfery do wytężonej pracy;). #energia #klimat #badania


