Szturm na Akademię Wymiaru Sprawiedliwości zakończony spektakularną klapą. Wielka mobilizacja. Wielkie słowa. Wielkie oburzenie. A na końcu prezes utknął przy koszach. Nie da się tego lepiej podsumować. Człowiek, który przez lata był przekonany, że państwo ma działać na skinienie Nowogrodzkiej, właśnie odkrył, że do państwowej instytucji nie wchodzi się jak do własnego garażu. Miało być „pokazanie siły”. Wyszło „pokazanie, że nawet kosz na śmieci jest dziś lepiej broniony niż kiedyś Srebrna”.Ej, Jarosławie. To już nie są lata 90., kiedy można było wtargnąć do kilku budynków Skarbu Państwa, powiesić tabliczkę „zajęte” i potem przez dekady opowiadać o tym jak o heroicznym czynie. Dziś ktoś wreszcie mówi: nie, panie prezesie, to nie jest wasz folwark. I to chyba boli najbardziej.PiS przez lata budował system, w którym partyjna decyzja była ważniejsza od drzwi, klamki i regulaminu. Teraz ten system rozbierają kawałek po kawałku, a oni jeżdżą od instytucji do instytucji z kamerą i hasłem „zamach na demokrację”. Schemat zawsze ten sam: Przyjechać. Zrobić hałas. Stanąć przy koszu. Ogłosić, że to państwo jest problemem. Im bardziej próbują pokazać siłę, tym bardziej widać, że siła skończyła się na poziomie „kto pierwszy doścignie kamerę”. Miało być odzyskiwanie wpływów. Wyszła przepychanka przy pojemnikach na odpady. Miała być demonstracja potęgi. Wyszła demonstracja, że nawet ochroniarz z Akademii potrafi powiedzieć „nie dziś, panie prezesie”.Polska nie jest własnością PiS. Państwowe instytucje nie są partyjnymi ogródkami. A czasy, gdy wystarczyło wejść i powiedzieć „to nasze”, skończyły się. Na szczęście. Nawet kosze to już zrozumiały. #Polska #demokracja #PiS