BETA nonprofit public democratic european moderated

Search

#Garnitur

Výtah nejnovějšího rozhovoru prezidenta Pavla pro iDNES. V něm mimo jiné jasné zaznívá i tato věta: „Donald Trump v úvodu svého vystoupení použil formulaci, že všichni spojenci, až na jednu specifickou výjimku, pochopili význam zvyšování obranných výdajů. A tou výjimkou jsme my." A taky: „My nejsme ve svých funkcích sami za sebe. Jsme v nich jako zástupci občanů. Pokud nechceme všem, kteří nás do těchto funkcí zvolili, dát najevo, že nám na jejich názorech vůbec nezáleží, neměli bychom se chovat tak, jak se chovají někteří představitelé dnešní vládní garnitury." Více: https://t.co/f6a1FrwR5q #Rozhovor #PrezidentPavel #Obrana

Ze Święczkowskim nie ma żartów: "Zupełnym zbiegiem okoliczności prokurator Piaseczny był u fryzjera, ogolił się oraz kupił nowy garnitur i nowy krawat. Myślał, że będzie mnie w kajdankach wyprowadzał. To są osoby, które muszą ponieść karę do dożywotniego pozbawienia wolności". https://t.co/4fwTsVJ0HB #Polska #Prawo #Sprawiedliwość

IndexHR 1w

Argentina je zatražila od FIFA-e dopuštenje da u polufinalu Svjetskog prvenstva protiv Engleske igra u svojoj plavoj, gostujućoj garnituri, zbog čega se očekuje odluka FIFA-e dan prije utakmice. #svjetsko prvenstvo #argentina reprezentacija #engleska reprezentacija

Argentina ima poseban zahtjev FIFA-i za polufinale protiv Engleske

Coś bardzo złego się ze mną stało. Jeszcze macham ludziom, jeszcze próbuję normalnie funkcjonować, ale już wiem, że jest źle. Mówię szybko zaprowadź mnie do autokaru i od razu mnie połóż na podłodze. Zaprowadzili mnie, Dostałem wodę, wypiłem ją. Z tyłu siedzieli jeszcze jacyś ludzie z obsługi, ale ja już czułem, że po prostu zjeżdżam. Film mi się urywa. Jarek od razu zaczął krzyczeć, żeby wszyscy wyszli z autokaru. Zaciągnęli czarne zasłony. Staliśmy na ulicy, wyszli wszyscy, ja tylko położyłem się na tylnym siedzeniu i straciłem przytomność. I od tego momentu nie pamiętam. Obudziłem się po jakimś czasie. Wszystkie okna zasłonięte, nade mną stoją bladzi Mikołaj, Jakub, Jarek. W życiu nie miałem czegoś takiego. Autokar, cały garnitur, wszystko kompletnie zbryzgane moimi gwałtownymi wymiotami. Wszystko. Oni potem opowiadali, że nie mogli na to patrzeć. Mówili, że wyglądało to, jak fontanna. Porównywali to do filmu "Egzorcysta". Kopałem nogami, rzucało mną, kompulsywnie wymiotowałem, a gdy się obudziłem, to nie wiedziałem, co się wydarzyło przez te kilka minut.

Prowadzący "SW" czytają książkę o Nawrockim. "Ta historia się nie klei"
www.onet.pl

Zabrali mi wszystko. Telefony, komputery, pendrivy, twarde dyski, a nawet samochód. Kiedyś je odzyskam. Pytanie: kiedy. Prokurator zapewnia, że już za kilka dni, bo biegli kończą pracę, ale po ostatnich doświadczeniach jakoś mu nie wierzę. Zrobili ze mnie człowieka bezrobotnego i bezdomnego. W związku z tym mam zamiar zarejestrować się - pierwszy raz w życiu - w pośredniaku, choć "kuroniówka" mi nie przysługuje. Nie mogę wejść do swojego domu dopóki przebywają w nim świadkowie, z którymi mam prokuratorski zakaz kontaktu. 🏡A przynajmniej jeden z tych świadków nagle postanowił w moim domu zamieszkać. Zgadnijcie który. Wejście do własnego domu, na który pracowałem 36 lat i do którego dołożyli się też moi rodzice, grozi mi powrotem do celi na Białołęce. W moim domu leży paszport,który mam obowiązek oddać i dowód rejestracyjny samochodu. Aby legalnie jeździć, muszę zrobić przegląd. Bez dowodu - nie da rady. Nie mam nawet ubrań. Chodzę w ubraniach, które dostałem przed wejściem do studia w Telewizji "Republika". Nie narzekam, bardzo ładny garnitur. Telefon już kupiłem. Motorolę za 400 zł. Bardzo fajna. Pojawia się problem z logowaniem do niektórych aplikacji, bo ze względów bezpieczeństwa proszą o potwierdzenie w starym telefonie, że ja to ja. A do starych telefonów nie mam dostępu i nie mogę kliknąć. Od miesiąca są w ręku policji i biegłych, którzy bez powodzenia szukają w nich maili, w których miałem grozić zabójstwem komendanta policji z Piaseczna. Teraz muszę postarać się o jakiegoś laptopa, aby zacząć normalnie pracować. Ale to nie chodzi tylko o sprzęt, bo używanego laptopa można kupić już za 300 złotych. Najgorszy jest brak całego mojego archiwum. Praca na "pustym" laptopie to nie to samo. Na szczęście najważniejsze pliki mam schowane w bezpiecznych miejscach. Teraz trzeba tylko je wydobyć. :-) Serdecznie dziękuję wszystkim za wsparcie mojej pracy i dobre słowa. Bez Was już by mnie nie było. https://t.co/Qf9jrHzAS7 #wsparcie #życie #bezrobotny

To jest znakomite. Osobopostać w kamizelce z promu kosmicznego krytykuje ludzi w garniturach. Kto ją w to ubrał i za jakie grzechy? Lewica to złooooo! https://t.co/t5RO90Oi9z #Polska #Lewica #Krytyka

Świadkami tego byli Mikołaj [Bujak, zaufany fotograf — przyp. SW], Jarek [Dębowski, współpracownik z IPN, dziś wiceszef gabinetu prezydenta — przyp. SW], Jakub [Nastawny, asystent, kierowca i dostarczyciel snusów — przyp. SW], czyli cała ta trójka moich najbliższych współpracowników. Między Ząbkowicami Śląskimi a Dzierżoniowem wydarzyło się coś, co do dziś traktuję bardzo poważnie. W połowie maja w Ząbkowicach miałem spotkanie pod ratuszem. Wcześniej był jeszcze obiad na Dolnym Śląsku. Tego dnia strasznie padał deszcz. To było jedno z tych spotkań, które właściwie mogło się nie odbyć, bo lało tak mocno, że wszystko się rozpadało organizacyjnie. Dziwnie zachowywały się też telewizje związane z moim kontrkandydatem. Nawet kiedy zjechałem z trasy, bo chciałem zobaczyć tereny popowodziowe — czego w ogóle nie było w planie — nagle pojawili się dziennikarze, jakaś dziwna kamera nas śledziła jeszcze po tym obiedzie. Podeszli do nas, no dobrze, kandydat na prezydenta jest śledzony, to jeszcze można zrozumieć, ale oni byli dziwnie skupieni na jednym: czy ja na pewno wsiądę do pociągu między Ząbkowicami Śląskimi a Dzierżoniowem. Bo wyjątkowo miałem tę trasę pokonać normalnym pociągiem regionalnym, a nie swoim kampanijnym autobusem. To Michał Dworczyk przygotowywał ten przejazd. A oni dopytywali wszystkich wyłącznie o to, czy Nawrocki zdąży na ten pociąg, czy pojedzie tym pociągiem. Ja mówiłem: realizuję plan, jadę dalej. Ale oni nie odpuszczali. Pojechałem więc na spotkanie w Ząbkowicach Śląskich. Przemawiałem może pięć-siedem minut pod tym ratuszem. Czekał już autobus, który miał mnie zawieźć na peron do tego pociągu. To było może 50 m od miejsca wystąpienia. Kończę mówić i nagle czuję, że dzieje się ze mną coś bardzo złego. Nagłe osłabienie, jakbym dostał konkretny cios w szczękę. Jakby nagle ktoś wyłączył mi organizm. Mówię sobie: "Dobra, dojadę, dojadę". Idę z Jarkiem Dębowskim i mówię: "Jarek, musisz mi dać wodę". On patrzy na mnie i mówi: "Szefie, co się z tobą dzieje?". Ja mówię: "Nie wiem, ale bardzo źle się czuję. Coś bardzo złego się ze mną stało". Jeszcze macham ludziom, jeszcze próbuję normalnie funkcjonować, ale już wiem, że jest źle. Mówię: "Szybko zaprowadź mnie do autokaru i od razu mnie połóż na podłodze". Zaprowadzili mnie. Dostałem wodę, wypiłem ją. Z tyłu siedzieli jeszcze jacyś ludzie z obsługi, ale ja już czułem, że po prostu zjeżdżam, film mi się urywa. Jarek od razu zaczął krzyczeć, żeby wszyscy wyszli z autokaru. Zaciągnęli czarne zasłony, staliśmy na ulicy. Wyszli wszyscy. Ja tylko położyłem się na tylnym siedzeniu — i straciłem przytomność. I od tego momentu nie pamiętam. Obudziłem się po jakimś czasie. Wszystkie okna zasłonięte. Nade mną stoją bladzi Mikołaj, Jakub i Jarek. W życiu nie miałem czegoś takiego. Autokar, cały garnitur, wszystko — kompletnie zbryzgane moimi gwałtownymi wymiotami. Wszystko. Oni potem opowiadali, że nie mogli na to patrzeć. Mówili, że wyglądało to jak fontanna, porównywali to do filmu "Egzorcysta" — kopałem nogami, rzucało mną, kompulsywnie wymiotowałem. A gdy się obudziłem, to nie wiedziałem, co się wydarzyło przez te kilka minut. Coś się wydarzyło jeszcze w tych Ząbkowicach. Od początku kampanii słyszałem od ochrony różne ostrzeżenia, np. że nie powinienem całować kobiet w rękę, że to może być sposób, żeby mnie podtruć, że poruszam się po bardzo wąskiej linii ryzyka i że prędzej czy później coś takiego może się wydarzyć. Ale ja i tak to robiłem. Nawet wtedy, w tym deszczu — panie podchodziły, wyciągały ręce, całowałem je w rękę, rozmawiałem z ludźmi. Gdy w środku pojazdu to wszystko się działo, ludzie podchodzili, chcieli robić sobie zdjęcia z "autokarem Nawrockiego". A moje chłopaki… No, naprawdę nie chciałbyś wtedy widzieć ich twarzy. Jakub wszedł do środka i powiedział później wprost: "byłem przekonany, że ty nie żyjesz". Wszystko było zamknięte, autokar zatrzymany, cisza, żadnego kontaktu. Oni naprawdę przez chwilę myśleli, że stało się coś najgorszego.

"Stan Wyjątkowy". Tajemnice Nawrockiego: zamach, trucizna i kobiety
www.onet.pl

In AI, Europe is completely left behind. If the USA or China no longer provide us with the best models, we will have to pay dearly for the second-rate alternatives and are at an economic disadvantage. Europe must build its own AI systems. Otherwise, we are vulnerable at any time. (translated)

Jacek Jaśkowiak zeznał na policji, że tort zniszczył mu garnitur za 4000€ Dlaczego nie widzę takiego kosztownego garnituru w oświadczeniu majątkowym (obowiązek przy wartości powyżej 10k), był wypożyczony? 😏 https://t.co/LD3NHPE0Me #Polska #Garnitur #Ciekawostki

I od tego momentu nie pamiętam. Obudziłem się po jakimś czasie. Wszystkie okna zasłonięte. Nade mną stoją bladzi Mikołaj, Jakub i Jarek. W życiu nie miałem czegoś takiego. Autokar, cały garnitur, wszystko – kompletnie zbryzgane moimi gwałtownymi wymiotami. Wszystko. Oni potem opowiadali, że nie mogli na to patrzeć. Mówili, że wyglądało to jak fontanna, porównywali to do filmu »Egzorcysta« – kopałem nogami, rzucało mną, kompulsywnie wymiotowałem. A gdy się obudziłem, to nie wiedziałem, co się wydarzyło przez te kilka minut

„Zdarzenie poważne, nagłe, zagrożenie dla życia”. Wiceminister o tym, co spotkało Karola Nawrockiego
www.rp.pl

Był moment grozy, który do dziś pamiętam bardzo wyraźnie. Mówię czasem, że wybory prezydenckie wygrałem w Dzierżoniowie – choć właściwie zaczęło się to jeszcze w Ząbkowicach Śląskich. Zaciągnęli czarne zasłony, staliśmy na ulicy. Wyszli wszyscy. Ja tylko położyłem się na tylnym siedzeniu – i straciłem przytomność. I od tego momentu nie pamiętam. Obudziłem się po jakimś czasie. Wszystkie okna zasłonięte. Nade mną stoją bladzi Mikołaj, Jakub i Jarek. W życiu nie miałem czegoś takiego. Autokar, cały garnitur, wszystko – kompletnie zbryzgane moimi gwałtownymi wymiotami. Wszystko. Oni potem opowiadali, że nie mogli na to patrzeć. Mówili, że wyglądało to jak fontanna, porównywali to do filmu „Egzorcysta” – kopałem nogami, rzucało mną, kompulsywnie wymiotowałem. A gdy się obudziłem, to nie wiedziałem, co się wydarzyło przez te kilka minut.

Próba otrucia Karola Nawrockiego? Jest ruch prokuratury
www.rmf24.pl

Był moment grozy, który do dziś pamiętam bardzo wyraźnie. Mówię czasem, że wybory prezydenckie wygrałem w Dzierżoniowie – choć właściwie zaczęło się to jeszcze w Ząbkowicach Śląskich. Zaciągnęli czarne zasłony, staliśmy na ulicy. Wyszli wszyscy. Ja tylko położyłem się na tylnym siedzeniu – i straciłem przytomność. I od tego momentu nie pamiętam. Obudziłem się po jakimś czasie. Wszystkie okna zasłonięte. Nade mną stoją bladzi Mikołaj, Jakub i Jarek. W życiu nie miałem czegoś takiego. Autokar, cały garnitur, wszystko – kompletnie zbryzgane moimi gwałtownymi wymiotami. Wszystko. Oni potem opowiadali, że nie mogli na to patrzeć. Mówili, że wyglądało to jak fontanna, porównywali to do filmu "Egzorcysta" - kopałem nogami, rzucało mną, kompulsywnie wymiotowałem. A gdy się obudziłem, to nie wiedziałem, co się wydarzyło przez te kilka minut.

Niepokojący incydent podczas kampanii Karola Nawrockiego. Prokuratura wszczyna postępowanie
www.rp.pl

Miałem wtedy sytuację naprawdę mocno podbramkową. Był moment grozy, który do dziś pamiętam bardzo wyraźnie. Mówię czasem, że wybory prezydenckie wygrałem w Dzierżoniowie - choć właściwie zaczęło się to jeszcze w Ząbkowicach Śląskich. Pojechałem więc na spotkanie w Ząbkowicach Śląskich. Przemawiałem może pięć–siedem minut pod tym ratuszem. Czekałem już na autobus, który miał mnie zawieźć na peron do tego pociągu. To było może pięćdziesiąt metrów od miejsca wystąpienia. Kończę mówić i nagle czuję, że dzieje się ze mną coś bardzo złego. Nagłe osłabienie, jakbym dostał konkretny cios w szczękę. Jakby nagle ktoś wyłączył mi organizm. Obudziłem się po jakimś czasie. Wszystkie okna zasłonięte. Nade mną stoją bladzi Mikołaj, Jakub i Jarek. W życiu nie miałem czegoś takiego. Autokar, cały garnitur, wszystko - kompletnie zbryzgane moimi gwałtownymi wymiotami. Wszystko. Oni potem opowiadali, że nie mogli na to patrzeć. Mówili, że wyglądało to jak fontanna, porównywali to do filmu Egzorcysta – kopałem nogami, rzucało mną, kompulsywnie wymiotowałem. A gdy się obudziłem, to nie wiedziałem, co się wydarzyło przez te kilka minut. Ale ja i tak to robiłem. Nawet wtedy, w tym deszczu - panie podchodziły, wyciągały ręce, całowałem je w rękę, rozmawiałem z ludźmi.

Jest ruch prokuratury ws. "momentu grozy" podczas kampanii Nawrockiego
wiadomosci.wp.pl

Mocne, słuchajcie. Karol Nawrocki udzielił obszernego wywiadu do książki Andrzeja Nowaka „Skąd się wziął Karol Nawrocki” w Polityce ujawniło fragment, w którym prezydent opowiada o najtrudniejszym momencie kampanii, w którym myślał, że umiera. Pada sugestia, że ktoś próbował go otruć: „Świadkami tego byli Mikołaj, Jarek i Jakub, czyli cała ta trójka moich najbliższych współpracowników. Między Ząbkowicami Śląskimi a Dzierżoniowem wydarzyło się coś, co do dziś traktuję bardzo poważnie. W połowie maja w Ząbkowicach miałem spotkanie pod ratuszem. Wcześniej był jeszcze obiad na Dolnym Śląsku. Dziwnie zachowywały się też telewizje związane z moim kontrkandydatem. Nawet kiedy zjechałem z trasy, bo chciałem zobaczyć tereny popowodziowe — czego w ogóle nie było w planie — nagle pojawili się dziennikarze, jakaś dziwna kamera nas śledziła jeszcze po tym obiedzie. Podeszli do nas, no dobrze, kandydat na prezydenta jest śledzony, to jeszcze można zrozumieć, ale oni byli dziwnie skupieni na jednym: czy ja na pewno wsiądę do pociągu między Ząbkowicami Śląskimi a Dzierżoniowem. Bo wyjątkowo miałem tę trasę pokonać normalnym pociągiem regionalnym, a nie swoim kampanijnym autobusem. To Michał Dworczyk przygotowywał ten przejazd. A oni dopytywali wszystkich wyłącznie o to, czy Nawrocki zdąży na ten pociąg, czy pojedzie tym pociągiem. Ja mówiłem: realizuję plan, jadę dalej. Ale oni nie odpuszczali. Pojechałem więc na spotkanie w Ząbkowicach Śląskich. Przemawiałem może pięć–siedem minut pod tym ratuszem. Czekał już autobus, który miał mnie zawieźć na peron do tego pociągu. To było może pięćdziesiąt metrów od miejsca wystąpienia. Kończę mówić i nagle czuję, że dzieje się ze mną coś bardzo złego. Nagłe osłabienie, jakbym dostał konkretny cios w szczękę. Jakby nagle ktoś wyłączył mi organizm. Mówię sobie: "Dobra, dojadę, dojadę". Idę z Jarkiem Dębowskim i mówię: "Jarek, musisz mi dać wodę". On patrzy na mnie i mówi: "Szefie, co się z tobą dzieje?". Ja mówię: "Nie wiem, ale bardzo źle się czuję. Coś bardzo złego się ze mną stało". Jeszcze macham ludziom, jeszcze próbuję normalnie funkcjonować, ale już wiem, że jest źle. Mówię: "Szybko zaprowadź mnie do autokaru i od razu mnie połóż na podłodze". Zaprowadzili mnie. Dostałem wodę, wypiłem ją. Z tyłu siedzieli jeszcze jacyś ludzie z obsługi, ale ja już czułem, że po prostu zjeżdżam, film mi się urywa. Jarek od razu zaczął krzyczeć, żeby wszyscy wyszli z autokaru. Zaciągnęli czarne zasłony, staliśmy na ulicy. Wyszli wszyscy. Ja tylko położyłem się na tylnym siedzeniu — i straciłem przytomność. I od tego momentu nie pamiętam. Obudziłem się po jakimś czasie. Wszystkie okna zasłonięte. Nade mną stoją bladzi Mikołaj, Jakub i Jarek. W życiu nie miałem czegoś takiego. Autokar, cały garnitur, wszystko — kompletnie zbryzgane moimi gwałtownymi wymiotami. Wszystko. Oni potem opowiadali, że nie mogli na to patrzeć. Mówili, że wyglądało to jak fontanna, porównywali to do filmu "Egzorcysta" — kopałem nogami, rzucało mną, kompulsywnie wymiotowałem. A gdy się obudziłem, to nie wiedziałem, co się wydarzyło przez te kilka minut. Coś się wydarzyło jeszcze w tych Ząbkowicach. Od początku kampanii słyszałem od ochrony różne ostrzeżenia, np. że nie powinienem całować kobiet w rękę, że to może być sposób, żeby mnie podtruć, że poruszam się po bardzo wąskiej linii ryzyka i że prędzej czy później coś takiego może się wydarzyć. Ale ja i tak to robiłem. Nawet wtedy, w tym deszczu — panie podchodziły, wyciągały ręce, całowałem je w rękę, rozmawiałem z ludźmi. Gdy w środku pojazdu to wszystko się działo, ludzie podchodzili, chcieli robić sobie zdjęcia z "autokarem Nawrockiego". A moje chłopaki… No, naprawdę nie chciałbyś wtedy widzieć ich twarzy. Jakub wszedł do środka i powiedział później wprost: byłem przekonany, że ty nie żyjesz. Wszystko było zamknięte, autokar zatrzymany, cisza, żadnego kontaktu. Oni naprawdę przez chwilę myśleli, że stało się coś najgorszego” #Polityka #KarolNawrocki #Wywiad

Siedzę na zakończeniu roku szkolnego. Standardowo: nudne przemówienia, sztampowe życzenia udanych wakacji i seryjne rozdawanie świadectw z paskiem. Nagle dyrektorka podchodzi do mikrofonu i mówi: „W tym roku, dzięki wsparciu naszego lokalnego dobrodzieja, zdecydowaliśmy się przyznać nagrodę specjalną dla Młodego Przedsiębiorcy”. Na środek wchodzi lokalny król tekstyliów, właściciel firmy odzieżowej, cały w garniturze z poliestru, i zaczyna coś ględzić o duchu przedsiębiorczości. W tym momencie poczułem miłe mrowienie w lędźwiach i natychmiast wyprostowałem się na krześle. Poczułem zapach sukcesu. Patrząc czysto analitycznie - moi synowie nie mieli w tej szkole żadnej konkurencji. Pytanie brzmiało tylko, który z nich zgarnie statuetkę i czy nagroda jest zwolniona z podatku dochodowego. Starszy wygenerował w tym kwartale odrobinę większy przychód operacyjny, ale wiadomo, że w takich nagrodach patrzą też na wiek. Pomyślałem, że może dadzą nagrodę obu. Siedziałem cały w nerwach. Spojrzałem na swoje buty, pośliniłem palec i zacząłem delikatnie czyścić krawędź podeszwy. W końcu trzeba jakoś wyglądać, jeśli młodzi wywołają mnie na środek, żebym odebrał podziękowania za przekazanie chłodnego giełdowego mindsetu. Kiedy tak szorowałem lewy but, z głośników padło: - Nagrodę zdobywa Agatka Jakaśtam z klasy VIB. Za zaangażowanie w sprawy szkolne, wzorowe zachowanie i wolontariat w schronisku dla zwierząt! Rozległy się brawa. A mnie zamurowało. Cały się zagotowałem, krew uderzyła mi do głowy. Wolontariat?! Bezinteresowne?! - SPRZECIW! - ten ryk bezwiednie wyrwał się z moich ust, zanim zdążyłem włączyć chłodną kalkulację. W tym samym momencie na sali gimnastycznej zapadła absolutna, grobowa cisza. Trzysta par oczu, w tym całe grono pedagogiczne, spojrzało prosto na mnie. Ale ja byłem już w amoku. Wstałem z krzesła, poprawiłem mankiety i podniosłem głos: – ŻĄDAM OKAZANIA REGULAMINU PRZYZNAWANIA TEJ NAGRODY I JASNYCH KRYTERIÓW! Czy to jest konkurs dla młodego przedsiębiorcy, czy plebiscyt na najładniejszą laurkę?! Chcę usłyszeć twarde dane finansowe! Ile ta dziewczyna zarobiła netto na tym swoim wolontariacie i głaskaniu psów? Jaki tam był zwrot z inwestycji czasu operacyjnego? Zero! Tymczasem moi synowie na samym imporcie koszulek z krajów wschodnich wykręcili w miesiąc dochód bliski tygodniówce wziętego ortopedy! Gdzie tu jest jakikolwiek audyt efektywności?! Jakie układy ma to dziecko i kim są jej rodzice, że kapituła tak jawnie ignoruje zasady rynkowe?! Dyrektorka upuściła dyplom, właściciel firmy odzieżowej zaczął nerwowo szukać wzrokiem ochrony, a matka Agatki momentalnie zbladła. Mój starszy syn pokazał mi z pierwszego rzędu dyskretny znak kciuka w górę. Wiedział, że walczę o jego bilans roczny. Zabrałem synów do domu jeszcze przed oficjalnym odśpiewaniem "Ale to już było" Maryli Rodowicz. Szkoła może i dała Agatce dyplom, ale rynek zweryfikuje ją przy pierwszej okazji. #FIRE #szkoła #przedsiębiorczość #nagrody

USR 4w

👀 Privește lista. TU AI VOTA AȘA CEVA? Aceasta este garnitura propusă de Adrian Veștea pentru a conduce România 👇 https://t.co/wpUpLk5Okf #România #Alegeri #Politică

⚠️ The resignation of the government's commissioner for Roma affairs Lucie Fuková is another warning sign of how this government systematically destroys what has been painstakingly built here for 30 years. We are watching a dangerous trend: the disintegration of a functioning public administration and the expulsion of real experts. (translated)

Jak patrzę na tego młodego platformerskiego wieprzka ze Szpitala Południowego jeżdżącego wypasionym porsche to myślę o śp. prof. Relidze, który do końca życia jeździł starym używanym samochodem, chodził w jednym wyświeconym garniturze koloru sraczkowatego i mieszkał w malutkim mieszkanku na Powiślu wdychając spaliny z Mostu Poniatowskiego. #Platformer #Motoryzacja #Pamięć

Stirile ProTV Jun 15

Bucureștenii care călătoresc cu metroul riscă să aducă ploșnițe acasă, după ce angajații Metrorex au semnalat o infestare în spațiile de odihnă folosite de mecanici, insectele fiind deja raportate în garniturile trenurilor și crescând îngrijorările privind o posibila răspândire rapidă. #plosnite #metrou #bucuresti

Bucureștenii riscă să ducă ploșnițe acasă după o călătorie cu metroul. Mecanicii acuză o infestare în spațiile de odihnă

Szkoda, że w konflikcie o pizzę, krewetki i 2500zł najwięcej jest emocji, szumu oraz uproszczeń, a najmniej racjonalnego wyjaśnienia. Jako zainteresowany właściciel kilku restauracji, który ma za sobą zapłaconych kilkadziesiąt tysięcy kar, przedstawię szerszy punkt widzenia. Dla tych co wyszli spod kamienia: Kilka dni temu panie ze skarbówki nałożyły karę 2500zł za nieprawidłową stawkę VAT za pizzę z krewetkami (winno być 23%, było 8%). Jedynie głosy jakie słychać to: @K_Stanowski - shame shame, my im płacimy z podatków a te zachowują się jak ostatnie… niemiłe panie, skandal, tak urzędnik nie może pracować, w przenośni - pod pręgierz z nimi A pani @AgataJagodzisk1 z KAS w emocjach broni się jak może i zaczyna używać dziwnych, powiedziałbym ryzykownych, argumentów Zróbmy kilka kroków w tył i po kolei. Prawo, wedle którego inna stawka VAT obowiązuje „standardowo” w gastronomii, inna na owoce morze i dania z nimi (a jeszcze inna na napoje, a jeszcze inna na usługi cateringowe) to masywne, nie bójmy się użyć tego słowa, GÓWNO. Idiotyczny, kretyński przepis, którego uzasadnienie jest równie durne i aby go stworzyć i zatwierdzić należy być albo częścią jakiegoś lobbystycznego układu (mniej prawdopodobne, choć kto wie), albo niespełna rozumu. Prawo to funkcjonuje od 1 lipca 2020 roku. Czy ktokolwiek z głównonurtowych mediów się tym kiedykolwiek zainteresował? Czy poddano w wątpliwość zasadność tego przepisu? Czy wytworzono jakąkolwiek presję na to, aby ten - no przepraszam, ale inaczej się nie da - debilny przepis usunąć? Nic, zupełnie. A zatem prawo, a raczej tak zwana matryca VAT, funkcjonuje od 6 lat. I możemy klnąć i się wściekać, co jest bardzo uzasadnione, ale nijak ma się to do pracy pani inspektorki. W pełni kupuję argument o tym, że urzędnicy powinni być mili, dostępni, pomagający, wręcz opiekujący się i żyjący w pełnej symbiozie z tymi, których praca ich dotyczy. Zgadza się, dokładnie tak powinno być. I z mojego doświadczenia kilkunastoletniego - dokładnie tak jest. Osoby zatrudnione w ZUSie, w Skarbówce, w Inspekcji Handlowej, w Sanepidzie, w Państwowej Inspekcji Pracy - wszyscy super mili. Do pogadania, do wyjaśnienia, do przedyskutowania i do pomocy. Nie zapominajmy jednak o jednym i najważniejszym: nie jest zadaniem urzędnika, będącego najniższym szczeblem w całej drabinie administracyjnej, interpretacja prawa. Jego zadaniem jest egzekwowanie prawa, nawet debilnego, z którym często się nie zgadza (warto pogadać z nimi też o tym). Oczekiwanie, że to urzędnik czy inspektor będzie decydował czy „penalizować” czy też karać to zrzucanie na niego nie tylko odpowiedzialności za nasze niedopatrzenia, za niewykonanie przez tej osoby zleconego obowiązku, ale też za uchwalone prawo, z którym ta osoba nie ma absolutnie nic wspólnego. Kierując się gastronomicznym porównaniem, jeśli szef kuchni przygotuje danie i procedurę kuchenną, a inny pracownik kuchni je wykona, następnie kelner poda do stołu - to jeśli nie smakowało, „opierdol” należy się kelnerowi? Temu, co przygotował zgodnie z procedurą? Czy temu, który wymyślił, że ma ono wyglądać tak, a nie inaczej? Kontrolerzy to właśnie ci „kelnerzy”, którzy na kształt serwowanych potraw mają niewielki wpływ. Mało tego, porównanie jest o tyle trafne, że również i w restauracji to my jako goście opłacamy całą załogę. Podniesiony został argument, że przecież oni opłacani są z naszych podatków, więc niesłychane, że naliczają nam kary. Jeśli argumentem, że opłacanie przez nas powinno upoważniać wyłącznie do bycia miłym to trochę przeczymy sensowi istnienia choćby rad nadzorczych, ciał doradczych czy kontrolingu. Argument wydaje się oczywisty i nie ma go co tłumaczyć. I jeszcze trzy kwestie. Relatywizacja prawa. Tak, ten przepis o owocach morza jest kretyński. Nie brakuje innych, głupich. Ale NASZA SUBIEKTYWNA OCENA nie zwalnia nas z obowiązku ich przestrzegania. Ani też subiektywna ocena urzędnika. Z bardzo prostego powodu. Bo najpierw uznamy, że kretyńska jest krewetka. A potem, że w sumie to jebać te paragony, tylko niepotrzebny wydatek na kasę fiskalną i papier do niej. Takie przesuwanie linii „tolerancji na prawo” krok po kroku prowadzi tylko i wyłącznie w kierunku anarchii (wypiłem małego dziubka, przecież mogę jechać). A jedyne, co może to powstrzymać to PRESJA NA OSOBY DECYZYJNE. Na tych, co o prawie decydują. A nie tych, co je egzekwują. Oni naprawdę do powiedzenia nie mają nic, a tylko najłatwiej się na nich wyżyć. (tu miejsce na kontrargument o "wykonawcach rozkazów z obozów koncentracyjnych", ale jest tak głupi, że też miejmy go już za sobą) Specyfika branży. Pozwolę sobie, nie pierwszy raz zresztą, odrobinę nasrać do własnego gniazda. Ale przecież pan Stanowski równie krótko jedzie z innymi redakcjami. :) Choć owszem, jest coraz lepiej, to i tak branża gastronomiczna przeżarta jest patologią na wielu poziomach. Mobbing, niewywiązywanie się z umów, brak umów, pomijanie fiskalizowania transakcji i można tak długo. Na pewno miliony, może miliardy, brakujące w budżecie i ZUSie. Czy zdarzyło mi się coś zrobić nie tak i zapłacić karę? Tak, ostatnio choćby 5000zł z Inspekcji Handlowej za brak gramatur w menu (sprawdźcie menu swoich ulubionych knajp, he he). Czy karając wszystko jak leci wylejemy dziecko z kąpielą? Być może, trochę tak. Czy gra jest tego warta? Tak, jest tego warta i tak powinniśmy zrobić, bo jako aktywny uczestnik tej branży mam mdłości od tej patologii dookoła, z którą jestem zmuszony nieuczciwie konkurować na co dzień. Albo słuchać historii pracowników, bez pieniędzy, traktowanych jak niewolników na polu bawełny. Zaorać, do spodu, oczyścić środowisko i cześć. Karać dla przykładu, wysoko i dotkliwie, a nawet nagłaśniać. (choć to oczywiście nie takie proste, bo patola nie omija tych najbardziej cenionych miejsc, a tam ładni ludzie w ładnych garniturach ładnie się uśmiechają, a to - tak mamy tu wiele rzeczy poukładane - pozwala pokryć się warstwą nieprzywierającego teflonu). I po trzecie, niedobory kadrowe. Pięknie, w idealnym i bezkontekstowym świecie brzmi sytuacja: urzędnik na kontroli przychodzi, stwierdza nieprawidłowości, wydaje upomnienie i polecenia naprawy i tydzień/miesiąc później wraca sprawdzić progres. W realnym świecie kontrole są raz na ruski rok (w przenośni, bo realnie to jest raczej ruska dekada) i nie ma szans, żeby ktoś zaraz znów się pojawił. Nie wiem czym te osoby się zajmują, ale ewidentnie jest ich zbyt mało. 60 000 osób w KASie? No to przecież więcej jest lokali gastronomicznych w Polsce. A co dopiero wszystkich innych form działalności? Bez jaj. Kto odpowiada w rządzie, na górze, za tę jednostkę? To tam należałoby uderzyć. — I oczywiście pełna zgoda z tym, że te polityczne zagrywki, ustawione kontrole, oranie uczciwych firm do spodu na zlecenie - te wszystkie północnokoreańskie zagrywki powinny zostać zglebione już dawno. Obrzydliwy ściek. Ale za nie nie odpowiadają urzędnicy na kontroli. Za to odpowiadają ci bardziej cwani, którzy chowają się w cieniach gabinetów - urzędniczych i politycznych - i to oni są największymi gnojami w tej przedsiębiorczej grze. Tam dużo trudniej się dostać i złapać za rękę. Ale wyłącznie media mogą to zrobić. Jeśli tylko uznają, że sięgną po coś wyżej, niż najniżej wiszący owoc. #Gastronomia #Prawo #VAT