Czytam tak sobie komentarze do wpisu o sklepach otwartych w Holandii w niedzielę i powtarza się fraza, która oczywiście pojawia się wielokrotnie w różnych kontekstach: "Oj tam, można kupić w sobotę i nie ma problemu". Ludzie, którzy to piszą przy tej okazji piszą podobnie także przy innych okazjach, gdy wprowadzane są inne zakazy czy nakazy. Ileż razy czytałem to samo np. w odniesieniu do absurdalnych reguł śmieciowych czy kaucji na butelki: "Wystarczy zabrać ze sobą do sklepu. Jaki problem?". Ci, którzy powtarzają frazę "jaki to problem?" prawdopodobnie nie rozumieją głębszego znaczenia swoich słów. Nie rozumieją, że ich postawa jest fatalna, bo daje władzy przyzwolenie na wyrabianie największych głupot. Człowiek bowiem zawsze jakoś sobie poradzi i jakoś się przyzwyczai. Tyle że każda taka regulacja powoduje, że w jakiejś sprawie jest mniej wygodnie, bardziej uciążliwie, znika jakiś kolejny aspekt naszej wolności. A że się da? Jasne. Ludzie przeżyli absurdy Peerelu, a nawet przeżywali gułagi. Więc tak, da się. Tylko nie o to chodzi. #wolność #regulacje #społeczeństwo