"Istniało takie niebezpieczeństwo. Nie byliśmy przecież z jakichś tajemniczych powodów pozbawieni tego ryzyka. Po pierwsze, bardzo zwracała na to uwagę ekipa, którą kierowałem. Chcę tu wspomnieć przedwcześnie zmarłego Krzysztofa Lisa, który był u mnie w ministerstwie i zajmował się Biurem Pełnomocnika do Spraw Przekształceń Własnościowych. Przykładał ogromną wagę do tego, by uniemożliwić interesy między państwowymi firmami czy dyrektorami. Doprowadziliśmy nawet do tego, że w 1989 r. rząd Mazowieckiego przyjął specjalną regulację. Wiedziałem, że jest ten problem, m.in. dzięki Lisowi, ale także mojej żonie – młodej ekonomistce, która jeszcze przed przewrotem opisała przekręty w firmie Igloopol"


