Przez ten tydzień biznesowo związany jestem z Poznaniem. Szwagier wziął rentowną fuchę na kładzenie płytek, a ponieważ marża była wysoka, obejrzałem trzy filmiki instruktażowe na YouTube, przeszedłem błyskawiczny proces certyfikacji i pojechałem z nim jako wspólnik operacyjny. W ciągu dnia musieliśmy zajechać do lokalnej galerii handlowej. Wykorzystałem ten moment, żeby nabić punkty lojalnościowe w aplikacji McDonald’s, gdy nagle poczułem nagłą potrzebę pójścia do toalety. I tutaj przeżyłem głęboki szok poznawczy. Przed wejściem do sanitariatów stały nowoczesne bramki płatnicze. Na autostradzie do Poznania bramki, w galerii w Poznaniu bramki. Genialne. Całe to miasto powinno być otoczone jednym wielkim systemem barier poboru opłat. Z jednej strony poczułem chwilową złość, bo presja fizjologiczna generowała wysokie ryzyko operacyjne, ale dzięki mojej sprawności i zwinności rynkowej po prostu przeskoczyłem nad bramką. Załatwiłem potrzebę, optymalizując koszt dostępu do infrastruktury do idealnego zera. Z drugiej strony - poczułem gigantyczny podziw. Monetyzowanie najbardziej podstawowych, biologicznych potrzeb człowieka to jest absolutny szczyt inżynierii finansowej. Twardy, bezwzględny kapitalizm w czystej postaci. Ta sytuacja dała mi potężną motywację do dalszego rozwoju i uświadomiła mi, jak wiele ukrytych opłat i subskrypcji mogę jeszcze wycisnąć ze swojego otoczenia na drodze do rentierstwa. Łódzkie galerie handlowe i tamtejszy management mogłyby się uczyć od Poznaniaków tak drastycznego podnoszenia wskaźnika ROI z każdego metra kwadratowego nieruchomości. Codziennie bliżej #FIRE. #Poznań #biznes #kapitalizm














