11 lipca. Pamiętajmy. O zamordowanych. O nieodnalezionych. O tych, którzy wciąż czekają na godny pochówek. Czasem cisza krzyczy najgłośniej. Prawda. Pamięć. Godność ofiar. https://t.co/PUp1fWoXLy #Pamięć #Prawda #Godność
11 lipca. Pamiętajmy. O zamordowanych. O nieodnalezionych. O tych, którzy wciąż czekają na godny pochówek. Czasem cisza krzyczy najgłośniej. Prawda. Pamięć. Godność ofiar. https://t.co/PUp1fWoXLy #Pamięć #Prawda #Godność
W Sejmie ma być złożony wniosek o uchwałę o uchylenie immunitetu wiceministra, który jest oskarżony przez prokuraturę o złamanie ciszy wyborczej podczas prezydenckich wyborów w maju 2025 roku, po tym jak na jego profilu w mediach społecznościowych pojawił się wpis zachęcający do głosowania na jednego z kandydatów. #CiszaWyborcza #Polityka #Wybor2025
Wiceminister sprawiedliwości Arkadiusz Myrcha może stracić immunitet na wniosek prokuratury, która zarzuca mu złamanie ciszy wyborczej poprzez publikację materiałów promujących jednego z kandydatów na Twitterze w czasie wyborów prezydenckich w maju 2025 roku. #Prawo #ArkaiduszMyrcha #CiszaWybocza

Prezydent, który lubi powtarzać, że zgodnie z Konstytucją, jest gwarantem ciągłości władzy państwowej, znowu przerywa tę ciągłość, nie przyjmując ślubowania od sędziego Patyry i w ten sposób powodując kolejny wakat w TK. Jakże śmieszne są te wszystkie dywagacje prawicy o państwie, które ma mieć silne instytucje, kiedy mamy oto kabaret - za pomocą ślubowania, o którym mowa w ustawie, Karol Nawrocki uniemożliwia i sędziemu TK i sejmowi, który go wybrał, pełnienie funkcji wskazanych bezpośrednio w Konstytucji. A po prawej stronie cisza. Nikt nie mówi o zamachu stanu, o niszczeniu państwa. No bo jak prawica niszczy państwo, to je naprawia, prawda? Jesteście tak poważni w sprawach państwa jak przedszkolaki. #Polska #Konstytucja #Władza
Macie info? Czy radny PiS Andrzej Kardasz (ten ze zdjęcia co dostał 1 na liście👍) poleciał już z partii za operację na zamkniętym oddziale w Lubartowie? Porównajmy: Senator Lenz (KO) – wyrzucony z partii. Lekarz-radny Kacprzyk (KO) – wywalony natychmiast. A Kardasz (PiS)? Cisza 🤫 Pewnie przygotowują mu dziuplę, tak jak kiedyś Cieszyńskiemu w Chełmie 😂 Ten sam Cieszyński zrobił wał na 160 milionów (respiratory), „przechowali” go na wiceprezydenta w Chełmie, po 3 miesiącach wrócił na ministra, a teraz jest ekspertem od reformy zdrowia. 8 lat rządów PiS- NIC. Teraz nagle wszystko wie. Hasło z kampanii: Czyny nie słowa😂 #Polska #PiS #Polityka
Gadał dziad do obrazu, a obraz do niego ani razu ❗️❗️❗️ Słuchajcie moi Kochani ❗️⬇️ Rzeczywistość jest SZOKUJĄCA i wygląda tak : żadne oficjalne czynniki czyli Jaśnie Państwo nie będzie wspierało mojej zbożnej Pracy u Podstaw. Zostaliśmy zupełnie sami...ja i garstka moich WIERNYCH Uczniów. Wszyscy są spętani albo STRACHEM albo KONIUNKTURALIZMEM. A to oznacza, że każdy może na Was BEZKARNIE pluć ❗️ I ci z UB i ci z Gestapo i nawet ta banderowska dzicz. Proszę bardzo...dzisiaj kolejna okazja żeby udowodnić nasz Narodowy Honor...i cisza jak makiem zasiał ❗️⬇️ prof. Barbara Engelking : - Ma pani poczucie winy ? - Tak, czuję się winna temu, że większość Polaków okropnie zachowywała się wobec Żydów w czasie wojny. 26 rocznica śmierci Śp. Władysława Szpilmana. Władysław Szpilman : "Polska nie jest krajem antysemickim. Ci, którzy twierdzą coś przeciwnego, kłamią i wyrządzają szkodę, która jest wroga Polsce . Pamiętajmy, że za udział w ratowaniu Żydów groziła śmierć. Nie każdy jest w stanie zdobyć się na odwagę, by podjąć takie ryzyko . Nie każdy rodzi się bohaterem . Co najmniej 30 Polaków zaangażowało się w moje ratowanie. Co najmniej 30, ryzykując własnym życiem." Śpiewając podczas okupacji niemieckiej "To ostatnia niedziela", Mieczysław Fogg na pewno myślał o śmierci z którą siedział codziennie przy stole...ukrywając w swoim mieszkaniu, rodzinę Ignacego Singera - dyrektora muzycznego i kierownika orkiestry z "Warschauer Ghetto". Singer był bliskim przyjacielem Szpilmana Na zdjęciu Wiedeń 1947r. Mieczysław Fogg z OCALONYMI i szczęśliwymi Eleonorą i Olgą Singer. Szkoła w Obrzydłówku jest Ostatnią Redutą Ordona na terytorium Polski...a po Nas choćby potop. Przykro mi. https://t.co/uYX0ELCMFj #Polska #Historia #Pamięć
Ha, ha, ha kancelaria obłąkanych Nawrockiego nawet o tym nie wiedziała, bo cisza na jej stronach. "Do Polski wraca rotacja wojsk amerykańskich; będzie kontynuowana i ten proces wypełni się w ciągu najbliższych tygodni "— poinformował Kosiniak-Kamysz https://t.co/lIsGDEWoco #Polska #wojsko #Nawrocki
Świadkami tego byli Mikołaj [Bujak, zaufany fotograf — przyp. SW], Jarek [Dębowski, współpracownik z IPN, dziś wiceszef gabinetu prezydenta — przyp. SW], Jakub [Nastawny, asystent, kierowca i dostarczyciel snusów — przyp. SW], czyli cała ta trójka moich najbliższych współpracowników. Między Ząbkowicami Śląskimi a Dzierżoniowem wydarzyło się coś, co do dziś traktuję bardzo poważnie. W połowie maja w Ząbkowicach miałem spotkanie pod ratuszem. Wcześniej był jeszcze obiad na Dolnym Śląsku. Tego dnia strasznie padał deszcz. To było jedno z tych spotkań, które właściwie mogło się nie odbyć, bo lało tak mocno, że wszystko się rozpadało organizacyjnie. Dziwnie zachowywały się też telewizje związane z moim kontrkandydatem. Nawet kiedy zjechałem z trasy, bo chciałem zobaczyć tereny popowodziowe — czego w ogóle nie było w planie — nagle pojawili się dziennikarze, jakaś dziwna kamera nas śledziła jeszcze po tym obiedzie. Podeszli do nas, no dobrze, kandydat na prezydenta jest śledzony, to jeszcze można zrozumieć, ale oni byli dziwnie skupieni na jednym: czy ja na pewno wsiądę do pociągu między Ząbkowicami Śląskimi a Dzierżoniowem. Bo wyjątkowo miałem tę trasę pokonać normalnym pociągiem regionalnym, a nie swoim kampanijnym autobusem. To Michał Dworczyk przygotowywał ten przejazd. A oni dopytywali wszystkich wyłącznie o to, czy Nawrocki zdąży na ten pociąg, czy pojedzie tym pociągiem. Ja mówiłem: realizuję plan, jadę dalej. Ale oni nie odpuszczali. Pojechałem więc na spotkanie w Ząbkowicach Śląskich. Przemawiałem może pięć-siedem minut pod tym ratuszem. Czekał już autobus, który miał mnie zawieźć na peron do tego pociągu. To było może 50 m od miejsca wystąpienia. Kończę mówić i nagle czuję, że dzieje się ze mną coś bardzo złego. Nagłe osłabienie, jakbym dostał konkretny cios w szczękę. Jakby nagle ktoś wyłączył mi organizm. Mówię sobie: "Dobra, dojadę, dojadę". Idę z Jarkiem Dębowskim i mówię: "Jarek, musisz mi dać wodę". On patrzy na mnie i mówi: "Szefie, co się z tobą dzieje?". Ja mówię: "Nie wiem, ale bardzo źle się czuję. Coś bardzo złego się ze mną stało". Jeszcze macham ludziom, jeszcze próbuję normalnie funkcjonować, ale już wiem, że jest źle. Mówię: "Szybko zaprowadź mnie do autokaru i od razu mnie połóż na podłodze". Zaprowadzili mnie. Dostałem wodę, wypiłem ją. Z tyłu siedzieli jeszcze jacyś ludzie z obsługi, ale ja już czułem, że po prostu zjeżdżam, film mi się urywa. Jarek od razu zaczął krzyczeć, żeby wszyscy wyszli z autokaru. Zaciągnęli czarne zasłony, staliśmy na ulicy. Wyszli wszyscy. Ja tylko położyłem się na tylnym siedzeniu — i straciłem przytomność. I od tego momentu nie pamiętam. Obudziłem się po jakimś czasie. Wszystkie okna zasłonięte. Nade mną stoją bladzi Mikołaj, Jakub i Jarek. W życiu nie miałem czegoś takiego. Autokar, cały garnitur, wszystko — kompletnie zbryzgane moimi gwałtownymi wymiotami. Wszystko. Oni potem opowiadali, że nie mogli na to patrzeć. Mówili, że wyglądało to jak fontanna, porównywali to do filmu "Egzorcysta" — kopałem nogami, rzucało mną, kompulsywnie wymiotowałem. A gdy się obudziłem, to nie wiedziałem, co się wydarzyło przez te kilka minut. Coś się wydarzyło jeszcze w tych Ząbkowicach. Od początku kampanii słyszałem od ochrony różne ostrzeżenia, np. że nie powinienem całować kobiet w rękę, że to może być sposób, żeby mnie podtruć, że poruszam się po bardzo wąskiej linii ryzyka i że prędzej czy później coś takiego może się wydarzyć. Ale ja i tak to robiłem. Nawet wtedy, w tym deszczu — panie podchodziły, wyciągały ręce, całowałem je w rękę, rozmawiałem z ludźmi. Gdy w środku pojazdu to wszystko się działo, ludzie podchodzili, chcieli robić sobie zdjęcia z "autokarem Nawrockiego". A moje chłopaki… No, naprawdę nie chciałbyś wtedy widzieć ich twarzy. Jakub wszedł do środka i powiedział później wprost: "byłem przekonany, że ty nie żyjesz". Wszystko było zamknięte, autokar zatrzymany, cisza, żadnego kontaktu. Oni naprawdę przez chwilę myśleli, że stało się coś najgorszego.
‼️Pamiętacie histerię? Lewackie marsze żałobne, Zembaczyński pływał po Odrze i histeryzował o złotą algę ze łzami w oczach? Polak i Tyszkiewicz straszyli Europę rtęcią "w tak wysokim stężeniu, że skali nie ogarniają"? Konrad Piasecki z TVN z powagą czekał, aż rtęć "przepłynie" Teraz na Bobrze katastrofa ekologiczna, kilkadziesiąt ton martwych ryb... Gdzie jest ta lewacka ekipa? Gdzie marsze? Gdzie dramatyczne wpisy? Cisza. Bo jak nie można przypierd@lić PiS-owi, to ekologia nagle przestaje ich obchodzić.😉 #KatastrofaNaBobrze #HipokryzjaLewicy #OdraVsBóbr #ZłotaAlga #KatastrofaEkologiczna #KatastrofaEkologiczna #HipokryzjaLewicy #Ekologia
W piątek, 26 czerwca, oficjalnie zakończyłem swój pierwszy, niezwykle udany semestr jako klasowy CFO. Kiedy na grupce klasowej przedstawiłem rodzicom raport finansowy przez 10 minut nie było ani jednej wiadomości. Zapadła absolutna cisza. Byli w ciężkim szoku. Oczywiście, jako profesjonalny podmiot zarządzający płynnością, przed publikacją ostatecznego bilansu potrąciłem z wypracowanego zysku skromną opłatę stałą (Management Fee) oraz w pełni zasłużoną premię za dowieziony wynik (Performance Fee). W końcu darmowy kapitał nie istnieje, a chłodna analityka i branie na klatę ryzyka sektora półprzewodników wymaga odpowiedniej gratyfikacji. Nawet po uwzględnieniu moich prowizji, końcowa stopa zwrotu i tak dosłownie zmiażdżyła ich dotychczasowe pojęcie o oszczędzaniu. Kiedy się otrząsnęli, ekscytacja sięgnęła zenitu. W komentarzach już zaczęły się euforyczne spekulacje, co zrobimy z tak geometrycznym wzrostem za kilka lat. Ktoś rzucił pomysł, że przy tej dynamice na koniec ósmej klasy cały rocznik pojedzie za wypracowane zyski na luksusową wycieczkę do Disneylandu. Na razie z chłodnym uśmiechem trzymam ich w tym błogim stanie i absolutnie nie wyprowadzam z błędu. Niech żyją w tej rynkowej euforii i od września bez mrugnięcia okiem wpłacają jak najwyższe zaliczki na komitety, ubezpieczenia i zielone szkoły. Moje konto maklerskie już czeka na wszystkie bliki od rodziców. Rok szkolny dobiegł końca, co dla mojego domowego holdingu oznacza jedno - synowie w końcu zrzucili z siebie zbędne obciążenie edukacyjne i od dzisiaj mogą w 100% skupić swój czas operacyjny na realnej pracy i skalowaniu naszych zysków. Wakacje to tylko inna nazwa na zwiększenie mocy przerobowych. #FIRE #finanse #edukacja #oszczędzanie
To się w głowie nie mieści . Hipokryzja w mistrzowskim wydaniu . Pan Konfederata Łukasz Rzepecki zasiadał w radzie nadzorczej Miejskiego Zakładu Komunikacyjnego w Tomaszowie Mazowieckim. Z miastem nie miał absolutnie nic wspólnego, a doświadczenie w zarządzaniu transportem komunalnym… no właśnie. Tyle że właścicielem spółki jest miasto, którym rządzi prezydent Marcin Witko (PiS). Dokładnie ten sam prezydent Tomaszowa Mazowieckiego jednocześnie siedział w radzie nadzorczej spółki komunalnej w Chełmie – prawie 300 km dalej – którą nadzorował prezydent Chełma z… PiS. Kiedy takie ciepłe posady brali działacze i politycy PiS – totalna cisza. Zero krzyków o „kolesiostwie” i „partyjnym rozdawnictwie”. A dziś ci sami ludzie nagle zostali największymi strażnikami standardów i moralności? Klasyka polskiej polityki. Gdy my – to „niezależni eksperci”. Gdy oni – „układ” i „pisowskie żłobki”. Prawda jest banalna: wszyscy lubią dobrze płatne stołki. Tylko niektórzy udają świętoszków. Co Wy na to? - Jacek Fogiel #Polityka #Hipokryzja #Kolesiostwo
Dwudniowe spotkanie Łukaszenki z Putinem zakończone. Bez wspólnej konferencji prasowej, bez komentarzy. Podobna cisza jest wtedy gdy zupełnie nie ma czym pochwalić się. Ukraina tym czasem szachuje BY i potrząsa Rosją. Bliżej pokoju jesteśmy? Czy dalej? Mieszane uczucia #Łukaszenko #Putin #Ukraina
Wymarłe miasto. Niedziela popołudnie. Totalna cisza. Nikogo na ulicy. Niemal żadnego auta. Okna pozasłaniane. Obrazy jak z apokalipsy 😜. #lato #40stopni #miasto #cisza #apokalipsa
Mocne, słuchajcie. Karol Nawrocki udzielił obszernego wywiadu do książki Andrzeja Nowaka „Skąd się wziął Karol Nawrocki” w Polityce ujawniło fragment, w którym prezydent opowiada o najtrudniejszym momencie kampanii, w którym myślał, że umiera. Pada sugestia, że ktoś próbował go otruć: „Świadkami tego byli Mikołaj, Jarek i Jakub, czyli cała ta trójka moich najbliższych współpracowników. Między Ząbkowicami Śląskimi a Dzierżoniowem wydarzyło się coś, co do dziś traktuję bardzo poważnie. W połowie maja w Ząbkowicach miałem spotkanie pod ratuszem. Wcześniej był jeszcze obiad na Dolnym Śląsku. Dziwnie zachowywały się też telewizje związane z moim kontrkandydatem. Nawet kiedy zjechałem z trasy, bo chciałem zobaczyć tereny popowodziowe — czego w ogóle nie było w planie — nagle pojawili się dziennikarze, jakaś dziwna kamera nas śledziła jeszcze po tym obiedzie. Podeszli do nas, no dobrze, kandydat na prezydenta jest śledzony, to jeszcze można zrozumieć, ale oni byli dziwnie skupieni na jednym: czy ja na pewno wsiądę do pociągu między Ząbkowicami Śląskimi a Dzierżoniowem. Bo wyjątkowo miałem tę trasę pokonać normalnym pociągiem regionalnym, a nie swoim kampanijnym autobusem. To Michał Dworczyk przygotowywał ten przejazd. A oni dopytywali wszystkich wyłącznie o to, czy Nawrocki zdąży na ten pociąg, czy pojedzie tym pociągiem. Ja mówiłem: realizuję plan, jadę dalej. Ale oni nie odpuszczali. Pojechałem więc na spotkanie w Ząbkowicach Śląskich. Przemawiałem może pięć–siedem minut pod tym ratuszem. Czekał już autobus, który miał mnie zawieźć na peron do tego pociągu. To było może pięćdziesiąt metrów od miejsca wystąpienia. Kończę mówić i nagle czuję, że dzieje się ze mną coś bardzo złego. Nagłe osłabienie, jakbym dostał konkretny cios w szczękę. Jakby nagle ktoś wyłączył mi organizm. Mówię sobie: "Dobra, dojadę, dojadę". Idę z Jarkiem Dębowskim i mówię: "Jarek, musisz mi dać wodę". On patrzy na mnie i mówi: "Szefie, co się z tobą dzieje?". Ja mówię: "Nie wiem, ale bardzo źle się czuję. Coś bardzo złego się ze mną stało". Jeszcze macham ludziom, jeszcze próbuję normalnie funkcjonować, ale już wiem, że jest źle. Mówię: "Szybko zaprowadź mnie do autokaru i od razu mnie połóż na podłodze". Zaprowadzili mnie. Dostałem wodę, wypiłem ją. Z tyłu siedzieli jeszcze jacyś ludzie z obsługi, ale ja już czułem, że po prostu zjeżdżam, film mi się urywa. Jarek od razu zaczął krzyczeć, żeby wszyscy wyszli z autokaru. Zaciągnęli czarne zasłony, staliśmy na ulicy. Wyszli wszyscy. Ja tylko położyłem się na tylnym siedzeniu — i straciłem przytomność. I od tego momentu nie pamiętam. Obudziłem się po jakimś czasie. Wszystkie okna zasłonięte. Nade mną stoją bladzi Mikołaj, Jakub i Jarek. W życiu nie miałem czegoś takiego. Autokar, cały garnitur, wszystko — kompletnie zbryzgane moimi gwałtownymi wymiotami. Wszystko. Oni potem opowiadali, że nie mogli na to patrzeć. Mówili, że wyglądało to jak fontanna, porównywali to do filmu "Egzorcysta" — kopałem nogami, rzucało mną, kompulsywnie wymiotowałem. A gdy się obudziłem, to nie wiedziałem, co się wydarzyło przez te kilka minut. Coś się wydarzyło jeszcze w tych Ząbkowicach. Od początku kampanii słyszałem od ochrony różne ostrzeżenia, np. że nie powinienem całować kobiet w rękę, że to może być sposób, żeby mnie podtruć, że poruszam się po bardzo wąskiej linii ryzyka i że prędzej czy później coś takiego może się wydarzyć. Ale ja i tak to robiłem. Nawet wtedy, w tym deszczu — panie podchodziły, wyciągały ręce, całowałem je w rękę, rozmawiałem z ludźmi. Gdy w środku pojazdu to wszystko się działo, ludzie podchodzili, chcieli robić sobie zdjęcia z "autokarem Nawrockiego". A moje chłopaki… No, naprawdę nie chciałbyś wtedy widzieć ich twarzy. Jakub wszedł do środka i powiedział później wprost: byłem przekonany, że ty nie żyjesz. Wszystko było zamknięte, autokar zatrzymany, cisza, żadnego kontaktu. Oni naprawdę przez chwilę myśleli, że stało się coś najgorszego” #Polityka #KarolNawrocki #Wywiad
Specjalny odcinek z cyklu życie gaijina w Japonii: Byłem ostatnio w urzędzie i czekałem w dość długiej kolejce do rozmowy z inspektorem. Czekało ze mną dwóch Japończyków w średnim wieku i jedna kobieta tak bliżej emerytury. Gadali między sobą. Wyraźnie się mną ciekawili, aż w końcu jeden facet zagadał. Zaczęliśmy gadkę szmatkę. Oczywiście padło standardowe “nihongo jōzu”, jak długo już tu mieszkam i w ogóle sugoi, że zachodni naukowiec na uczelni i jeszcze pisze po japońsku. Bingo wypełnione w mniej niż pięć minut. Babka pochwaliła się, że jako nauczycielka japońskiego od 20 lat uczy wiele osób z Europy. No ale nie miała jeszcze nikogo z Polski. Przy okazji powiedziała, że to “taka dla mnie ciekawostka”, ale Polska nie ma swojego kanji po japońsku. Nie wiem co mi strzeliło do łba żeby ją poprawić, no ale long story short: ma 波蘭 (ポーランド) No i w sumie na tym mógłby być koniec, ale upierała się, że Polska nie ma kanji. Zaczęła gadać przy tych dwóch typach, że ewidentnie coś mi się pomyliło. No i kolejny mój błąd, bo pokazałem jej na telefonie, że ma. Obaj faceci spuścili głowy i wyraźnie chcieli już skończyć ten temat. Ale ona dalej drąży. Że może Polska i ma kanji, ale dzisiaj już nikt nie używa kanji do zachodnich krajów. Wiem, że to kompletne bzdura, więc cyk, szybka wizyta na Google. Znów wychodzi na to, że jak na „nikt” to całkiem sporo artykułów i książek z klasycznym: 米 na Amerykę 英 na Wielką Brytanię 独 na Niemcy 伊 na Włochy 仏 na Francję 蘭 na Holandię Babka mimo wszystko kompletnie impregnowana na argumenty. Faceci już przewracają oczami, bo nie wiedzą jak się zachować. Zapadła cisza. Ona coś nerwowo grzebie w telefonie i pokazuje mi stronę Wikipedii po japońsku. Nie wiem po co, ale czytam. A tam artykuł o Holandii. Delikatnie pytam o co chodzi. A ona na to angielsku: If you are from Holland, please read carefully about your history in Japanese. #Japonia #życiezaigranica #kultura
Nie sądziłem, że kiedyś to napiszę. Do „Gazety Wyborczej”, „Wysokich Obcasów”, TVN24 i WP dołącza dziś @rzeczpospolita . Do mojej listy mediów nierzetelnych. Nie dlatego, że mnie skrytykowała. Krytyka jest potrzebna. Dlatego, że opublikowała tekst napisany pod z góry ustaloną tezę, w którym chronologia przegrała z narracją, fakty z klikalnością, a rzetelność z próbą dyskredytacji. Tytuł krzyczy, że kieruję zespołami składającymi się tylko ze mnie. Autor nie uznał jednak za stosowne uczciwie sprawdzić i opisać: – kiedy inni posłowie opuścili zespoły; – kiedy odbywały się posiedzenia; – które zespoły po zmianie składu zawiesiły działalność; – jakie były efekty ich wcześniejszej pracy. Po odejściu członków zawiesiłem działalność większości tych zespołów. Regularnie działa Parlamentarny Zespół ds. Zdrowia Mężczyzn. I najwyraźniej właśnie to jest dla kogoś największym problemem. Każde jego posiedzenie jest jawne, nagrywane i dostępne na stronie Sejmu. Uczestniczą w nim eksperci, naukowcy, organizacje społeczne i przedstawiciele instytucji. Efektem są interpelacje, interwencje i konkretne działania. Za tę działalność, profilaktykę oraz społeczne zaangażowanie otrzymałem w czerwcu wyróżnienie „Niedźwiedzie Zdrowia 2026”. Ale o tym w artykule cisza. Jest za to insynuacja, że w grudniu 2025 r. „jednoosobowy zespół” zgłaszał uwagi do europejskiej strategii równości. Tyle że w grudniu 2025 r. zespół nie był jednoosobowy. Ostatnia z pozostałych członkiń odeszła dopiero 12 lutego 2026 r. Autor pomieszał więc stan obecny ze stanem sprzed kilku miesięcy i na tej podstawie zbudował całą narrację. Jest też zwykła nieprawda. „Rzeczpospolita” twierdzi, że odszedłem z klubu KO z powodu sprawy osoby obecnej na posiedzeniu jednego z zespołów. Nie. Zostałem wtedy zawieszony. Z klubu odszedłem kilka miesięcy później, w listopadzie, dokładnie w dniu, w którym usunięto mnie z Komisji Edukacji i Nauki. To był powód mojej rezygnacji. Mówiłem o nim publicznie. Autor nie zapytał o uchwałę komisji sejmowej. Nie zapytał o moje oświadczenie. Nie zapytał o pismo Kancelarii Sejmu dotyczące dochowania procedur. Za to do artykułu o zespołach dokleił kontrolę poselską w OHP, która nie miała z nimi nic wspólnego. Bo OHP, menstruacja i spór o prawa mężczyzn zwiększają klikalność. Fakty widocznie mniej. Autor próbuje także zrobić zarzut z tego, że należę do wielu zespołów parlamentarnych. Tak, jestem aktywnym posłem. Nie ograniczam swojego mandatu do naciskania guzików zgodnie z klubową instrukcją. Uczestniczę w pracach, rozmawiam z ludźmi, składam interpelacje, przeprowadzam kontrole i podejmuję sprawy, których inni boją się dotknąć. Jako poseł niezrzeszony nie mam za sobą klubu liczącego dziesiątki czy setki parlamentarzystów. Mam jednak mandat, narzędzia przewidziane przez regulamin Sejmu i obowiązek wykorzystywania ich w interesie obywateli. I będę to robił. Nigdy nie podpisywałem indywidualnego stanowiska jako stanowiska „jednoosobowego zespołu”. Kiedy występuję w imieniu organizacji lub grupy społecznej, wskazuję wprost, kogo reprezentuję. „Rzeczpospolita” mogła sprawdzić daty, nagrania, dokumenty, interpelacje i efekty pracy. Wybrała insynuacje, szyderstwo i tekst wyglądający jak zamówiony pod gotową tezę. Dlatego kieruję do redaktora naczelnego formalne żądanie sprostowania. A „Rzeczpospolita” trafia dziś na moją listę mediów nierzetelnych. Nie za krytykę. Za manipulowanie chronologią, pomijanie niewygodnych faktów i publikowanie nieprawdziwych informacji. Tematy zdrowia mężczyzn, chłopców, ojców, samobójstw, profilaktyki i nierównego traktowania nie znikną tylko dlatego, że komuś przeszkadza poseł, który mówi o nich głośno. Możecie próbować zdyskredytować mnie. Nie uciszycie problemów milionów mężczyzn. #walczsercem #zdrowiemezczyzn #zdrowie #posel #zdrowiemezczyzn #walczsercem #posel
Siedzę na zakończeniu roku szkolnego. Standardowo: nudne przemówienia, sztampowe życzenia udanych wakacji i seryjne rozdawanie świadectw z paskiem. Nagle dyrektorka podchodzi do mikrofonu i mówi: „W tym roku, dzięki wsparciu naszego lokalnego dobrodzieja, zdecydowaliśmy się przyznać nagrodę specjalną dla Młodego Przedsiębiorcy”. Na środek wchodzi lokalny król tekstyliów, właściciel firmy odzieżowej, cały w garniturze z poliestru, i zaczyna coś ględzić o duchu przedsiębiorczości. W tym momencie poczułem miłe mrowienie w lędźwiach i natychmiast wyprostowałem się na krześle. Poczułem zapach sukcesu. Patrząc czysto analitycznie - moi synowie nie mieli w tej szkole żadnej konkurencji. Pytanie brzmiało tylko, który z nich zgarnie statuetkę i czy nagroda jest zwolniona z podatku dochodowego. Starszy wygenerował w tym kwartale odrobinę większy przychód operacyjny, ale wiadomo, że w takich nagrodach patrzą też na wiek. Pomyślałem, że może dadzą nagrodę obu. Siedziałem cały w nerwach. Spojrzałem na swoje buty, pośliniłem palec i zacząłem delikatnie czyścić krawędź podeszwy. W końcu trzeba jakoś wyglądać, jeśli młodzi wywołają mnie na środek, żebym odebrał podziękowania za przekazanie chłodnego giełdowego mindsetu. Kiedy tak szorowałem lewy but, z głośników padło: - Nagrodę zdobywa Agatka Jakaśtam z klasy VIB. Za zaangażowanie w sprawy szkolne, wzorowe zachowanie i wolontariat w schronisku dla zwierząt! Rozległy się brawa. A mnie zamurowało. Cały się zagotowałem, krew uderzyła mi do głowy. Wolontariat?! Bezinteresowne?! - SPRZECIW! - ten ryk bezwiednie wyrwał się z moich ust, zanim zdążyłem włączyć chłodną kalkulację. W tym samym momencie na sali gimnastycznej zapadła absolutna, grobowa cisza. Trzysta par oczu, w tym całe grono pedagogiczne, spojrzało prosto na mnie. Ale ja byłem już w amoku. Wstałem z krzesła, poprawiłem mankiety i podniosłem głos: – ŻĄDAM OKAZANIA REGULAMINU PRZYZNAWANIA TEJ NAGRODY I JASNYCH KRYTERIÓW! Czy to jest konkurs dla młodego przedsiębiorcy, czy plebiscyt na najładniejszą laurkę?! Chcę usłyszeć twarde dane finansowe! Ile ta dziewczyna zarobiła netto na tym swoim wolontariacie i głaskaniu psów? Jaki tam był zwrot z inwestycji czasu operacyjnego? Zero! Tymczasem moi synowie na samym imporcie koszulek z krajów wschodnich wykręcili w miesiąc dochód bliski tygodniówce wziętego ortopedy! Gdzie tu jest jakikolwiek audyt efektywności?! Jakie układy ma to dziecko i kim są jej rodzice, że kapituła tak jawnie ignoruje zasady rynkowe?! Dyrektorka upuściła dyplom, właściciel firmy odzieżowej zaczął nerwowo szukać wzrokiem ochrony, a matka Agatki momentalnie zbladła. Mój starszy syn pokazał mi z pierwszego rzędu dyskretny znak kciuka w górę. Wiedział, że walczę o jego bilans roczny. Zabrałem synów do domu jeszcze przed oficjalnym odśpiewaniem "Ale to już było" Maryli Rodowicz. Szkoła może i dała Agatce dyplom, ale rynek zweryfikuje ją przy pierwszej okazji. #FIRE #szkoła #przedsiębiorczość #nagrody
Wieniec, komisja nr 4. Sąd potwierdził: Trzaskowski 58,47%, Nawrocki 41,53%. Do PKW poszedł wynik dokładnie odwrotny. Zwycięzcę zamieniono z przegranym. Kara? Przewodniczący – 1800 zł. Członkowie – po 1500 zł. Jak mandat za przekroczenie prędkości. Wyobraźcie sobie ten sam „błąd” w kraju, który prawica uważa za niedemokratyczny. Mielibyśmy miesiąc histerii o zamachu na wolę narodu.Tutaj? Symboliczna grzywna i cisza. Pytanie nie brzmi już „czy to był incydent”. Pytanie brzmi: czy państwo w ogóle próbowało to sprawdzić na poważnie?Demokracja nie umiera od fałszerstw. Umiera, gdy takie rzeczy zamiata się pod dywan za 1500 zł. Twój głos jest chroniony… czy tylko udajemy? #demokracja #wybory #Polska