BETA nonprofit public democratic european moderated

Search

#Konstrukcja

Podobno istnieją ludzie, którzy są przekonani, że „na wjeździe” można parkować dowolnie, a chodnik magicznie przerywa swój bieg. Niektórzy idą dalej i twierdzą, że zakaz zatrzymywania się „na moim wjeździe” (tak, ten wjazd staje się nagle prywatną własnością) też nie obowiązuje, bo znak dotyczy drogi, a nie wjazdu. Bardzo silne przekonania o autonomii „wjazdu” skutkują takimi właśnie obrazkami. Tymczasem „wjazd” nie jest żadną strefą wyjętą spod prawa. W rozumieniu ustawy jest to zjazd, czyli część drogi publicznej łącząca jezdnię z nieruchomością poza pasem drogowym. To, że jego nawierzchnia i konstrukcja są przystosowane do przejazdu samochodów, nie powoduje, że chodnik w tym miejscu znika. Przeciwnie: przepisy techniczno-budowlane nakazują projektować części drogi przeznaczone dla pieszych z zachowaniem ciągłości tras pieszych. Zjazd przecina więc ciąg pieszy, ale go nie likwiduje i nie tworzy kilku metrów „ziemi niczyjej” do dowolnego parkowania. #parkowanie #przepisy #chodnik

Panie Leśkiewicz, mam nadzieję, że w końcu zdobędzie się Pan na odwagę i odpowie mi publicznie. W końcu "po pierwsze Polacy" - tak? Skoro Kancelaria twierdzi, że ten projekt "doprowadzi do realnej obniżki cen paliw", to postanowiłem pokrótce przedstawić opinii publicznej jego rzeczywistą treść. Nie konferencję prasową. Nie hasła. Nie marketing polityczny jak macie państwo w zwyczaju robić a: Projekt ustawy. Bo mam wrażenie, że właśnie tego elementu w państwa wypowiedziach konsekwentnie brakuje. Bo z samego tekstu ustawy wynika coś znacznie mniej efektownego 🤷‍♂️ Po pierwsze: maksymalne marże nie zostają ustalone ustawą. Projekt stanowi jedynie, że po spełnieniu określonych przesłanek Rada Ministrów MOŻE wydać rozporządzenie i dopiero w nim określić wysokość marż. Sam projekt nie mówi, czy będzie to 20 groszy, 50 groszy czy 1 zł. Nie mówi też, że rozporządzenie musi zostać wydane 🤷‍♂️ Po drugie: z akcyzą jest dokładnie tak samo. Minister Finansów MOŻE ją obniżyć. Nie musi. Państwa własne uzasadnienie przyznaje wprost, że skali skutków finansowych nie da się dokładnie oszacować, bo zależy ona od tego, czy minister w ogóle skorzysta z tej możliwości, na jak długo i w jakiej wysokości.🤦‍♂️ Po trzecie: projektodawca - pan Nawrocki, sam przyznaje, że obniżenie podatków pośrednich nie gwarantuje pełnego przełożenia korzyści na ceny detaliczne. Mimo to Kancelaria publicznie mówi o "natychmiastowej" obniżce i operuje kwotami rzędu 1,70–2,60 zł na litrze, choć takiej gwarancji w ustawie po prostu nie ma 🤦‍♂️ Po czwarte: Projekt automatycznie zmniejsza dochody budzetu z podatku od sprzedaży detalicznej, według własnego uzasadnienia nawet o 600 mln zł. Ewentualna obniżka akcyzy oznaczałaby dalszy ubytek dochodów, którego projektodawca sam nie potrafi dziś określić 🤦‍♂️ I tu zaczyna się problem zasadniczy. Art. 118 ust. 3 Konstytucji wymaga przedstawienia skutków finansowych projektu. Regulamin Sejmu wymaga ponadto wskazania źródeł finansowania, jeżeli projekt pociąga za sobą obciążenie budżetu 🤷‍♂️ Nie wystarczy więc napisać: minister może obniżyć akcyzę, rząd może ograniczyć marże, a następnie ogłosić obywatelom, że Prezydent obniży ceny paliw 🤦‍♂️🤦‍♂️ Bo Prezydent w tym projekcie cen paliw NIE OBNIŻA !. Tworzy instrumenty, których użycie pozostawia innym organom ! Rządowi. Ministrowi Finansów. Organom wykonawczym. A potem powstaje bardzo wygodna konstrukcja polityczna: Prezydent chciał. Rząd nie zrobił, Minister Finansów nie obniżył. Cena nie spadła? Winny rząd ! Cena spadła, ale kosztem kolejnego ubytku dochodów państwa? Prezydent może ogłosić sukces, a odpowiedzialność za deficyt nadal pozostaje po stronie rządu 🤦‍♂️🤦‍♂️🤦‍♂️ W mojej opinii właśnie dlatego ten projekt jest tak zle skonstruowany, ja nawet nie nazwałbym tego "projektem ustawy". Odpowiedzialny projektodawca powinien pokazać realny mechanizm, realny koszt, realne źródło jego pokrycia i realny skutek prawny. A nie napisać ustawę, w której najważniejsze decyzje mają później podejmować inni, po czym już na etapie kampanii informacyjnej przypisywać sobie przyszły sukces. Tak się nie pisze dobrej ustawy. Tak się pisze bardzo wygodny polityczny alibi. I naprawdę nie trzeba wierzyć mi na słowo. Wystarczy przeczytać art. 34b projektu oraz jego własne uzasadnienie 🤷‍♂️ Więc mam jedno małe, ale zasadnicze pytanie, panie Leśkiewicz: czy Pan w ogóle czytał ten projekt, czy ktoś po prostu kazał Panu powtarzać takie bzdury? Odpowie Pan merytorycznie, czy znowu schowa głowę w piasek ? #Polska #prawo #polityka

Magda 4d

Nie trzeba kłamać 🧵 Mam 45 lat i pamiętam jeszcze czasy, kiedy informacja miała wagę. Nie dlatego, że media zawsze mówiły prawdę. Nie mówiły. Manipulowały, przemilczały, miały swoje sympatie i popełniały błędy. Ale dziennikarze byli inni. I myślę, że nie ma sensu udawać, że często nie byli po prostu lepsi. Nie dlatego, że byli lepszymi ludźmi. I nie dlatego, że każdy z nich kończył dziennikarstwo. Ten zawód wymagał jednak wiedzy, języka, oczytania, elokwencji, umiejętności zadawania pytań i rozumienia świata, o którym się opowiadało. Żeby znaleźć się w dużej redakcji, trzeba było coś umieć. Sam fakt posiadania opinii nie czynił jeszcze z nikogo dziennikarza. Można było nie zgadzać się z Janiną Paradowską. Można było nie podzielać jej ocen. Ale kiedy pisała, było widać warsztat. Miała język, styl, ironię i ogromną pamięć polityczną. Nie tylko opisywała wydarzenia. Potrafiła je ze sobą łączyć, pamiętała, co było wcześniej, i rozumiała, z czego wynika to, co dzieje się dzisiaj. Kiedy rozmawiała z politykiem, wiedziała, z kim rozmawia. Znała jego wcześniejsze deklaracje, rozumiała instytucje i wiedziała, o co zapytać. Była przygotowana. I właśnie takich ludzi mam na myśli, kiedy mówię, że dziennikarze byli inni. Nie byli nieomylni ani bezstronni. Byli po prostu zawodowcami. Żeby znaleźć się w dużej redakcji, nie wystarczyło mieć mikrofon, telefon i opinię. Dzisiaj właściwie każdy może nazwać się dziennikarzem. I nie piszę tego z pogardą dla internetu. Sama korzystam z tego, że nie potrzebuję redakcji, żeby coś napisać i dotrzeć z tym do ludzi. To jedna z największych wolności, jakie dała nam technologia. Tyle że zniknięcie bramki nie sprawiło, że wszyscy staliśmy się dziennikarzami. Sprawiło, że wszyscy dostaliśmy możliwość publikowania. To nie jest to samo. Kiedyś informacja miała też opakowanie. Gazeta miała pierwszą stronę, kolejne działy, komentarz był komentarzem, wiadomość wiadomością, a reklama reklamą. W telewizyjnym dzienniku ktoś decydował, że jedna rzecz otwiera wydanie, inna dostaje trzy minuty, a jeszcze inna dwadzieścia sekund albo nie pojawia się wcale. Można było się z tym wyborem nie zgadzać. Czasem był fatalny. Ale sama konstrukcja mówiła odbiorcy: to jest ważne, to mniej, a to jest tylko dodatkiem. Dzisiaj wojna, śmierć, reklama kremu, kot, polityczna awantura, promocja butów i wiadomość o katastrofie pojawiają się na tym samym ekranie. Wszystko ma podobny rozmiar. Wszystko przesuwamy tym samym ruchem kciuka. Jedna rzecz znika i natychmiast pojawia się następna. Informacja straciła opakowanie, które mówiło nam, ile waży. To jest dla mnie jedna z największych zmian, jakie zaszły w mediach. Dawniej ktoś tę wagę próbował ustalić za nas. Redaktor, wydawca, dziennikarz. Oczywiście mógł się mylić, mógł manipulować, mógł czegoś nie pokazać. Dzisiaj dostaliśmy dostęp do niewyobrażalnie większej liczby informacji, ale razem z nim dostaliśmy obowiązek, do którego nikt nas specjalnie nie przygotował: sami mamy zdecydować, co jest ważne, co prawdziwe, co warte uwagi, skąd pochodzi i czego w tym obrazie brakuje. Tyle że większość z nas nie siada rano z kawą i planem przeprowadzenia śledztwa nad każdą rzeczą, którą zobaczy w telefonie. Patrzymy przez kilka sekund. Czytamy nagłówek. Oglądamy fragment filmu. Czasem komentarz. Jedziemy dalej. Kahneman opisywał dwa sposoby naszego myślenia. Jeden szybki, automatyczny, działający niemal bez wysiłku. Drugi wolniejszy, wymagający uwagi i pracy. Internet jest środowiskiem stworzonym dla tego pierwszego. Nie dlatego, że ludzie nagle zgłupieli. Po prostu nie da się przez kilka godzin dziennie analizować każdej informacji tak, jakbyśmy przygotowywali pracę naukową. Mózg szuka skrótów, bo musi. A jednym z takich skrótów jest znajomość. Coś, co widzieliśmy już wiele razy, zaczyna brzmieć bardziej prawdopodobnie. Psychologia zna to zjawisko od dawna. Powtarzane twierdzenie może z czasem wydawać się bardziej prawdziwe tylko dlatego, że jest nam już znajome. 1/n⬇️ #dziennikarstwo #media #informacja

Oliwia z naszego biura kupiła psa. Dowiedziałem się o tym w kuchni, bo trzy osoby stały nad jej telefonem i wydawały dźwięki, których nie powinno się wydawać w miejscu zatrudnienia. - Boże, jaki słodki. - Pokaż jeszcze to, na którym śpi. - Nie no, ja nie mogę. Podszedłem. Na ekranie leżało coś małego, jasnego i kręconego. - To twój? - zapytałem. - Mój. Od soboty. To Milo. Przesunęła palcem. Milo na kocu. Milo w koszyku. Milo obok miski. Milo zmęczony leżeniem obok miski. Dokumentacja fotograficzna bogatsza niż przy odbiorze naszego mieszkania. - Ile kosztował? - Siedem. Skinąłem głową. Dużo, ale wiedziałem, że ludzie płacą za psy. - Siedemset złotych za psa? Dużo. - Siedem tysięcy. Spojrzałem jeszcze raz na ekran. Powiększyłem zdjęcie dwoma palcami. Nic nowego się nie pojawiło. Nadal jeden pies. - Złotych? - No przecież nie euro - zaśmiała się. Dobrze, że doprecyzowała. Rzeczywiście przez moment niesłusznie podejrzewałem ją o nieodpowiedzialność finansową. - Ale wiesz, to Maltipoo – dodała, jakby to wszystko wyjaśniało. Skinąłem głową. W dzieciństwie miałem Burka. Burek nie był połączeniem żadnych ras. Przynajmniej oficjalnie. Pewnego dnia przypałętał się za ojcem i już został. Koszt zakupu: zero złotych. Dlatego rynek premium psów był mi obcy. Bardziej zainteresowało mnie coś innego. Ona kilka miesięcy wcześniej rozstała się z chłopakiem. Wcześniej mieszkali razem. Teraz została sama w wynajmowanym mieszkaniu. - Ty nadal płacisz dwa i pół za wynajem? - Tak. Plus opłaty. - Czyli ponad trzy tysiące miesięcznie? - Mniej więcej. - Sama? Spojrzała na mnie. - Wiesz przecież, że się rozstaliśmy. Wiedziałem. Właśnie dlatego próbowałem zrozumieć moment zakupu psa za siedem tysięcy. Mariusz, który właśnie skończył kawę, usiadł z powrotem. Nie lubi analiz finansowych. Chyba że dotyczą kogoś innego. - Masz już poduszkę finansową? Westchnęła. - Mam oszczędności. - Na ile miesięcy życia? - Nie wiem. Źle. - Pół roku? - Raczej nie. Gorzej. - Zostało mi ze trzy tysiące – dodała. Spojrzałem na zdjęcie. Milo leżał na plecach. W tej chwili ponad dwie trzecie jej niedawnych oszczędności miało łapy w górze. - Czyli nie masz nawet jednego pełnego miesiąca kosztów życia w rezerwie. - Przecież zaraz będzie wypłata. Odetchnąłem. Na szczęście cała konstrukcja opierała się na solidnym założeniu, że od tej pory nic złego się nie wydarzy. - Dobra. Ile kosztuje jego utrzymanie? - Mało. To mały pies. Otworzyłem Excela. - Nie rób Excela. Zrobiłem Excela. Cena zakupu: 7000. Wyprawka. Karma. Weterynarz. Szczepienia. Preparaty na kleszcze. Przysmaki. Zabawki. - Jeszcze fryzjer – dodała. Przestałem pisać. - Czyj? - Psa. - Pies chodzi do fryzjera? - No przecież trzeba go strzyc. Spojrzałem na nią. Burek przez całe życie nie był u groomera. Raz ojciec obciął mu kołtun nożyczkami do blachy. Inne czasy. - Ile żyje Maltipoo? - Z piętnaście lat. Podliczyłem to, co sama wymieniła. Wyszło około czterystu złotych miesięcznie. Bez żadnej większej choroby. Bez operacji. Bez sytuacji, w której o drugiej w nocy jedziesz do całodobowej kliniki i dowiadujesz się, że samo wejście do budynku kosztuje tyle, co weekend w Zakopanem. Policzyłem. - Siedemdziesiąt dziewięć tysięcy. - Co? - Siedem tysięcy zakupu plus czterysta miesięcznie przez piętnaście lat. Ale to jeszcze nie koniec. Otworzyłem kolejną kolumnę. Załóżmy, że zamiast kupować psa za siedem tysięcy inwestujesz tę kwotę. Do tego co miesiąc czterysta złotych, które normalnie wydajesz na jego utrzymanie. Szeroki rynek. Przyjmijmy siedem procent średniorocznie. Piętnaście lat. Wpisałem dane. Enter. Około 144 tysięcy złotych. Pokazałem jej. - Czyli według ciebie mój pies kosztuje sto czterdzieści cztery tysiące? - Nie. Zrobiłem pauzę. - On zabierze ci około siedemdziesięciu dziewięciu tysięcy gotówki. Resztę zrobi procent składany, którego nie będziesz miała. Oliwia schowała telefon. - Możesz sobie liczyć, ile chcesz. Przynajmniej teraz ktoś się cieszy, kiedy wracam do domu. To akurat rozumiałem. Gdyby ktoś zobowiązał się utrzymywać mnie przez następne piętnaście lat, też witałbym go przy drzwiach. Może nawet przynosił kapcie. Wróciłem do biurka. Oliwia musiała teraz pracować na nich oboje. Milo osiągnął wolność finansową w wieku trzech miesięcy. #FIRE #pies #Maltipoo #finanse

Wpis pracownika mediów i oryginał zaproszenia. Już podstawowa znajomość języka angielskiego ujawnia manipulację. „High-level engagement with the President” nie znaczy „wysokie zaangażowanie ze strony Prezydenta”. Naturalne znaczenie w języku konferencyjno-dyplomatycznym to „Szczyt oferuje możliwość kontaktu/interakcji na wysokim szczeblu z Prezydentem i jego wysokimi rangą urzędnikami…”. „Engagement with the President” opisuje kontakt/zaangażowanie z prezydentem. Tłumaczenie tego jako „zaangażowanie ze strony Prezydenta” zmienia relację gramatyczną i sugeruje, że organizator obiecuje określony poziom osobistego zaangażowania Nawrockiego. Ale to nie wszystko. Wpis łączy to z „wyjątkową sposobnością do bezpośredniego dialogu”, przez co polski czytelnik może odczytać zdanie jako obietnicę: wysokiego zaangażowania prezydenta → bezpośredniego dialogu z prezydentem. Tymczasem konstrukcja oryginału jest inna. „Direct dialogue” odbywa się: “among a carefully selected group of leading Polish and American business figures” czyli dosłownie mniej więcej: „rzadka możliwość bezpośredniego dialogu w gronie starannie wybranej grupy czołowych przedstawicieli polskiego i amerykańskiego biznesu”. Słowo among jest tutaj istotne. Zaproszenie nie mówi: direct dialogue with the President. Gdyby autor chciał jednoznacznie obiecać bezpośrednią rozmowę z Nawrockim, mógłby napisać właśnie „direct dialogue with the President”. Tego sformułowania w pokazanym dokumencie nie ma. Próbujcie dalej. #media #tłumaczenie #dyplomacja

Onet.pl 2w

Ekspert Konrad Niciński wskazuje, że Warszawa przedstawiona w Lalce Bolesława Prusa jest bardziej literacką konstrukcją niż wiernym odwzorowaniem rzeczywistości, skupiając się na niewielkim fragmencie miasta, głównie wokół Traktu Królewskiego, co ilustruje paradoks między realnym a fikcyjnym wizerunkiem metropolii. #Warszawa #BolesławPrus #Lalka

Warszawa Pusa to iluzja? Ekspert o mieście z "Lalki"

Panie Bogucki, jeżeli zobowiąże się Pan pokryć z własnej kieszeni ubytek dochodów budżetu wynikający z postulowanej przez Pana stawki VAT, podejrzewam, że premier z zainteresowaniem rozważy tę propozycję 🤷‍♂️ Tylko jest jeden drobny problem: rząd już obniżył VAT na paliwa z 23% do 8%, a akcyzę sprowadził do minimalnego poziomu dopuszczalnego w UE. Sama obniżka VAT kosztowała budżet ok. 900 mln zł miesięcznie. Co więcej, wprowadzono również maksymalne ceny detaliczne paliw, a jeszcze w sierpniu 2026 r. pakiet obejmował zarówno VAT 8%, jak i administracyjny limit cen - szkoda, że o tym "zapomniał" pan wspomnieć... Więc pisanie, że premier nie skorzystał ze swojego pomysłu, gdy rząd faktycznie obniżył VAT o 15 punktów procentowych, jest już dość osobliwą konstrukcją - nie uważa Pan ? A zdanie, że za ceny paliw odpowiada osobiście Premier Tusk, pomija cenę ropy, sytuację wokół Cieśniny Ormuz, ograniczenia podaży, kurs walutowy, koszty rafinacji, logistykę i podatki 🤔 Polityczny slogan jest prosty. Rynek paliw – niestety trochę mniej. Jeśli przed konstruowaniem następnej karkołomnej wypowiedzi będzie Pan potrzebował kilku podstawowych informacji, służę pomocą. Dla Pana nawet pro bono, z sympatii... #VAT #paliwa #Polityka

Panie Bogucki, kilka dni temu przekonywał Pan, że rząd ma wpływ na cenę paliwa i powinien reagować. W marcu zarzucał Pan nawet rządowi, że zareagował zbyt późno 🤷‍♂️ No więc właśnie reaguje. Trzeba tylko rozdzielić dwie rzeczy. Rząd w Warszawie nie ustala światowej ceny ropy i nie wywołał obecnego kryzysu na Bliskim Wschodzie. Wzrost cen paliw obserwujemy w całej Europie. Mieszkam we Francji - jeszcze niedawno tankowałem w okolicach 1,60 euro za litr, dziś widzę na dystrybutorze 2,40 euro. Trudno chyba twierdzić, że również za tę cenę odpowiada Pan Tusk. Państwo może natomiast wpływać na tę część ceny, która zależy od podatków i regulacji. I właśnie to robiło w ramach CPN- obniżając VAT, akcyzę i ograniczając cenę detaliczną. Tyle że taka interwencja kosztuje realne pieniądze - ok 1.6mld/mc Nie da się przez kolejne miesiące obniżać podatków i finansować osłon dla kierowców, udając, że ten koszt znika. Państwo nie może po prostu dodrukowywać miliardów bez konsekwencji. Dlatego rząd chce część tego kosztu pokryć podatkiem od nadzwyczajnych zysków koncernów paliwowych 🤷‍♂️ I tu warto dopowiedzieć coś, co Pan konsekwentnie pomija- ten podatek nie jest nakładany na każdy litr paliwa ani na cały zysk przedsiębiorstwa 🤷‍♂️ Opodatkowaniu ma podlegać dopiero nadwyżka ponad poziom marży z 2025 r., dodatkowo powiększony o 20%. Dopiero od tej nadwyżki stawka wynosi 60%🤔 Możne tu sobie pan krytykować, czy konstrukcja jest optymalna i w jakim stopniu przedsiębiorstwa będą próbowały przerzucić jej koszt na klientów. Ale pańskie twierdzenie, że rząd nie rozwiązuje problemu, jest dość osobliwe -to kolejna manipulacja z pana strony. Najpierw zarzucał Pan rządowi, że ma instrumenty wpływania na cenę paliwa i z nich nie korzysta 🤷‍♂️ Teraz, kiedy z nich korzysta i próbuje znaleźć źródło finansowania, zarzuca mu Pan, że właśnie to robi.🤦‍♂️ To w takim razie jakie rozwiązanie proponuje Pan zamiast tego? Chętnie się z tym projektem zapoznam. #Polska #paliwa #rząd

Na plaży w Rusinowie koło Jarosławca znaleziono drona, którego zabezpiecza Żandarmeria Wojskowa, a na miejsce zmierzają eksperci do oceny ewentualnego zagrożenia chemicznego lub wybuchowego, ponieważ podejrzewa się, że jest to rosyjska konstrukcja typu Gerbera. #dron #Rusinowo #żandarmeria

Dron w Rusinowie. Żandarmeria zabezpiecza teren, jadą eksperci od materiałów wybuchowych

No nie pierdolcie, że po sieci lata przerobione zdjęcie AI ruskiego drona Gerbera, co go dziś Bałtyk na polskiej plaży wyrzucił, z przerobioną cyrylicą na polskie napisy, i konstrukcją na ćwiczebnego wabika, żeby siać propagandę, że to polski dron xD I podawały go i media i duże konta o tematyce wojennej, po czym bez wyjaśnienia usunęli i podmienili, choć kacapski przekaz poszedł w świat Kurwa jakiś jebany Wania srający do dziury w ziemi robi was jak dzieci... #drony #wojna #dezinformacja

@NawackiM89803 Panie Nawacki, im dalej rozwija Pan tę konstrukcję, tym ciekawszy powstaje problem. Projekt budżetu TK nie został uchwalony przez Zgromadzenie Ogólne. Sam pan Święczkowski przyznał, że zabrakło kworum, a mimo tego przesłał Ministerstwu Finansów dokument "zatwierdzony przez prezesa TK" 🤷‍♂️ Ministerstwo uznało, że nie otrzymało skutecznie uchwalonego aktu planistycznego i dlatego nie włączyło tej części do projektu budżetu. A teraz właśnie ten brak ma stać się argumentem, że ustawa budżetowa w ogóle nie jest ustawą budżetową, zaś ewentualny spór miałby trafić do... Trybunału, którego własna procedura budżetowa leży u źródła całego problemu🤦‍♂️ To rodzi jeszcze prostsze pytanie. Jeżeli według Pana taki akt NIE JEST ustawą budżetową w rozumieniu art. 225 Konstytucji, to na jakiej podstawie miałby być jednocześnie ustawą budżetową, którą Prezydent może skierować do TK w trybie art. 224 ust. 2?🫣 Nie można zmieniać kwalifikacji tego samego aktu w zależności od tego, który skutek konstytucyjny jest akurat potrzebny. A przypisywanie rządowi skutków sytuacji, która rozpoczęła się od nieuchwalenia planu finansowego przez właściwy organ samego TK, jest już szczególnie osobliwą konstrukcją. To zaczyna przypominać konstytucyjną komedię pomyłek 🤦‍♂️ #konstytucja #Polska #budżet

Panie Bogucki, wczoraj wskazałem Marszałkowi Sejmu najprostsze rozwiązanie: zamiast dostarczać Kancelarii Prezydenta kolejne dokumenty, należy zażądać wskazania konkretnej podstawy prawnej, z której miałaby wynikać kompetencja Prezydenta do ponownej weryfikacji kwalifikacji osoby już wybranej przez Sejm na sędziego TK. Dzisiejszy wpis tylko potwierdza, że takiej podstawy nadal Pan nie wskazał. Pisze Pan, że Marszałek "nie przedstawił żadnych dokumentów potwierdzających spełnienie warunków formalnych". To jest manipulacyjne odwrócenie ciężaru argumentacji. Brak przekazania dokumentów Kancelarii Prezydenta nie oznacza, że dokumentów nie ma, że Sejm ich nie zweryfikował ani że Sędzia Berek nie spełnia ustawowych warunków. Przede wszystkim jednak nie tworzy żadnej nowej kompetencji po stronie Prezydenta. Prezydent nie jest organem odwoławczym od uchwały Sejmu w sprawie wyboru sędziego TK. Nie prowadzi własnego postępowania kwalifikacyjnego po dokonaniu wyboru i nie może uzależniać odebrania ślubowania od przedstawienia mu dokumentów, których sam zażądał bez wyraźnej podstawy ustawowej. Właśnie dlatego wczoraj wskazałem Marszałkowi takie rozwiązanie: niech Kancelaria najpierw pokaże przepis, który daje Prezydentowi prawo do kwestionowania dokonanego przez Sejm wyboru. Bo obowiązek Prezydenta jest inny: odebrać ślubowanie od osoby wybranej przez Sejm na stanowisko sędziego TK - NIEZWŁOCZNIE. A jeśli chce Pan twierdzić, że w tej konkretnej sprawie Prezydent może ten obowiązek zawiesić i przeprowadzić własną kontrolę kwalifikacji, to proszę wreszcie wskazać normę kompetencyjną. Nie jakieś wyimaginowane wątpliwości, nie jakieś prawdopodobieństwo, nie brak dokumentów w Kancelarii. Jeden PRZEPIS. Bez niego cała ta konstrukcja nadal pozostaje próbą stworzenia kompetencji, której Konstytucja i ustawy Prezydentowi nie przyznają a to prowadzi nieuchronnie do rozmowy o kolejnym możliwym naruszeniu Konstytucji przez Nawrockiego 🤷‍♂️ #prawo #konstytucja #sędziowie

Panie Bogucki, imponujący wywód. Naprawdę 👏👏👏 Tyle że im dłużej Pan pisze, tym wyraźniej widać, że próbuje Pan z kilku różnych norm, procedur i orzeczeń zbudować jedną kompetencję Prezydenta, której żaden z tych przepisów wprost mu nie daje - niestety u pana to już standard. Najpierw K 34/15. Powołuje się Pan na ten wyrok jako na podstawę do wstrzymania odebrania ślubowania... Problem w tym, że Trybunał mówił tam o sytuacji nadzwyczajnej, obiektywnej, niebudzącej wątpliwości i niemożliwej wcześniej do przewidzenia ... A Pan sam w swoim piśmie opisuje coś dokładnie odwrotnego 🤦‍♂️ Wątpliwości dotyczące stażu Macieja Berka były znane już podczas przesłuchania komisji, czyli jeszcze przed wyborem przez Sejm. To gdzie tu ta nadzwyczajność i nieprzewidywalność?🤔 Chyba tylko w pańskiej interpretacji... Dalej robi się jeszcze ciekawiej. Z faktu, że art. 3 ustawy o statusie sędziów TK odsyła do wymagań niezbędnych do pełnienia urzędu sędziego SN, wyprowadza Pan niemal automatycznie cały reżim dokumentacyjny z art. 31 ustawy o SN 🤦‍♂️ To bardzo wygodne. Tylko że przesłanki materialne i procedura ich dokumentowania to nie jest to samo. Inaczej mówiąc- z tego, że kandydat ma spełniać określony wymóg, nie wynika jeszcze, że Prezydent może sobie sam stworzyć listę dokumentów, których żąda jako warunku odebrania ślubowania 🤷‍♂️ Następnie pojawia się art. 126 Konstytucji i klasyczny numer z gatunku: "Prezydent czuwa nad Konstytucją, więc może...". No właśnie niekoniecznie. Art. 126 ust. 3 mówi przecież jasno, że Prezydent wykonuje swoje zadania w zakresie i na zasadach określonych w Konstytucji i ustawach. To nie jest przepis produkujący nowe kompetencje na życzenie. Jeszcze ciekawszy jest Pański fragment o art. 379 pkt 4 k.p.c. i "nieważności postępowania". Tu już naprawdę zaczynamy mieszać kilka porządków prawnych w jednym garnku. Odpowiednie stosowanie k.p.c. w postępowaniu przed TK nie oznacza automatycznie, że można prostym ruchem przenieść konstrukcję nieważności postępowania cywilnego na skutki orzeczeń Trybunału, które zgodnie z Konstytucją są ostateczne i mają moc powszechnie obowiązującą. Ale najciekawsze zostawił Pan na koniec 😁 Pisze Pan, że zachodzi "realne i obszernie uzasadnione prawdopodobieństwo naruszenia art. 194 ust. 1 Konstytucji". Na jakiej podstawie? Bo Kancelaria Prezydenta nie zobaczyła umów cywilnoprawnych? 🤦‍♂️ Brak dokumentu przedłożonego Prezydentowi nie jest dowodem braku przesłanki materialnej panie Bogucki. To trochę jak uznać, że ktoś nie ma prawa jazdy, bo nie pokazał go panu Boguckiemu w windzie 🫣 Cały problem tego pisma polega więc na tym, że najpierw tworzy Pan wątpliwość, potem z tej wątpliwości robi Pan "prawdopodobieństwo naruszenia Konstytucji", następnie z art. 126 buduje Pan kompetencję kontrolną, a na końcu podpiera to K 34/15, które dotyczy sytuacji wyjątkowych, obiektywnych i nieprzewidywalnych. Czyli dokładnie nie tej, którą Pan sam opisuje 🤦‍♂️🤦‍♂️ Dużo tekstu,dużo przepisów, dużo powagi. Tylko konstrukcja prawna trochę przypomina szafę z Ikei złożoną z instrukcji do trzech różnych modeli. Stoi.... Na razie 😉 A gdybym miał coś zasugerować Marszałkowi Sejmu, to nie wysyłanie Kancelarii Prezydenta kolejnego segregatora dokumentów. Raczej jedno krótkie pytanie: proszę wskazać podstawę prawną kompetencji Prezydenta do prowadzenia po wyborze przez Sejm własnego postępowania dowodowego w sprawie kwalifikacji sędziego TK 🤷‍♂️ To proste i logiczne pytanie. Nie art. 126 ust. 2 Konstytucji, bo art. 126 ust. 3 przypomina, że Prezydent wykonuje swoje zadania wyłącznie w zakresie i na zasadach określonych w Konstytucji i ustawach. Nie K 34/15, bo ten wyrok mówi coś wręcz przeciwnego-Prezydent ma obowiązek odebrać ślubowanie bez zwłoki i nie jest organem uprawnionym do recenzowania działań Sejmu. 1/ #Konstytucja #Prawo #Polska

Od pewnego czasu obserwuję sposób, w jaki pan Bogucki i otoczenie Karola Nawrockiego opisują urząd Prezydenta RP, i mam z tym coraz większy problem - nie polityczny, lecz ustrojowy. Z kolejnych wypowiedzi zaczyna bowiem wyłaniać się obraz Prezydenta jako organu stojącego ponad Sejmem, ponad rządem, kontrolującego decyzje innych organów i posiadającego szczególne prawo do rozstrzygania, co w państwie jest właściwe, a co nie. Tylko że takiego Prezydenta polska Konstytucja nie zna. Polska nie jest republiką prezydencką. Prezydent nie jest polskim odpowiednikiem prezydenta USA. Nie kieruje rządem, nie prowadzi polityki wewnętrznej państwa, nie jest zwierzchnikiem Sejmu i nie jest organem nadrzędnej kontroli konstytucyjnej nad pozostałymi władzami. Konstytucja bardzo dokładnie określa jego pozycję. Art. 126 ust. 1 stanowi, że "Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej jest najwyższym przedstawicielem Rzeczypospolitej Polskiej i gwarantem ciągłości władzy państwowej". To bardzo ważny urząd. Tyle że "najwyższy przedstawiciel Rzeczypospolitej" nie oznacza "najwyższa władza w Rzeczypospolitej" a właśnie moim zdaniem, to próbuje się wmówić obywatelom. Dalej mamy art. 126 ust. 2, tak często ostatnio przywoływany: Prezydent "czuwa nad przestrzeganiem Konstytucji". I właśnie tutaj zaczyna się problem. Ten fragment jest przedstawiany opinii publicznej niemal jak generalne pełnomocnictwo- Prezydent jest strażnikiem Konstytucji, więc może kontrolować działania innych organów, badać ich decyzje, odmawiać wykonania określonych czynności albo tworzyć własne procedury weryfikacyjne. Tyle że wystarczy przeczytać jeden ustęp dalej. Art. 126 ust. 3 stanowi: "Prezydent Rzeczypospolitej wykonuje swoje zadania w zakresie i na zasadach określonych w Konstytucji i ustawach". A więc nawet wykonywanie funkcji owego "strażnika Konstytucji" odbywa się w granicach konkretnych kompetencji. Do tego dochodzi art. 7: "Organy władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa". To jest zasada legalizmu. Organ państwa nie może działać według zasady: "Konstytucja mi tego nie zabrania, więc mogę". Musi istnieć podstawa prawna jego działania. I właśnie dlatego coraz częściej zwracam uwagę na pewien sposób argumentowania. Najpierw bierze się kilka słów z Konstytucji, najlepiej takich, które brzmią poważnie: ulubiony zwrot pana Boguckiego - "strażnik Konstytucji", "najwyższy przedstawiciel", "bezpieczeństwo państwa". Następnie otacza się je prawniczym językiem i na tej podstawie próbuje się stworzyć wrażenie, że Prezydent posiada kompetencję znacznie szerszą niż ta, którą rzeczywiście przyznaje mu Konstytucja. Sprawa Macieja Berka jest tylko jednym z bardzo czytelnych przykładów. Sejm wybiera sędziego Trybunału Konstytucyjnego. Tak stanowi art. 194 ust. 1. A mimo to słyszymy, że Kancelaria Prezydenta prowadzi jakąś własną "analizę", czy osoba wybrana przez Sejm spełnia odpowiednie kryteria. I natychmiast pojawia się argument: Prezydent przecież "czuwa nad przestrzeganiem Konstytucji". Nie, tak nie działa system kompetencji organów państwa. Z zadania ustrojowego nie można dowolnie wyprowadzać nowych uprawnień. Jeżeli Prezydent ma ponownie kontrolować wybór dokonany przez Sejm, proszę wskazać podstawę prawną tej kompetencji. Nie jakieś hasło albo metaforę, nie "zdrowy rozsądek", tylko przepis. Podobnie wygląda relacja Prezydent–rząd. Art. 146 ust. 1 stanowi: "Rada Ministrów prowadzi politykę wewnętrzną i zagraniczną Rzeczypospolitej Polskiej". Art. 146 ust. 2 dodatkowo ustanawia domniemanie kompetencji na rzecz Rady Ministrów w sprawach polityki państwa niezastrzeżonych dla innych organów. Art. 148 stanowi natomiast, że Prezes Rady Ministrów reprezentuje Radę Ministrów, kieruje jej pracami i zapewnia wykonywanie jej polityki. Ja tego nie wymyśliłem,to jest konstrukcja naszego ustroju. #konstytucja #prawo #Polska

Panie Bogucki, przejrzałem wasz projekt wraz z uzasadnieniem i chyba mamy trochę inny problem niż ten, który przedstawia Pan w tym wpisie. Pisze Pan: "kompromis, który proponuje Pan Prezydent, chroniący finanse Polaków, albo jałowy spór". To nie jest żadna konstytucyjna alternatywa- albo Sejm przyjmuje projekt Prezydenta, albo odpowiada za brak regulacji rynku 🤷‍♂️ Prezydent wniósł PROJEKT USTAWY. Sejm ma prawo go ocenić, poprawić albo odrzucić. Zwłaszcza że po przeczytaniu projektu trudno nie zauważyć pewnej ironii. Kancelaria Prezydenta sama przyznaje, że zasadnicza część regulacji została przejęta z wcześniejszych prac legislacyjnych. Spór, który przedstawia pan jako fundamentalny, sprowadza się więc w znacznej mierze do zmian kilku szczególnie istotnych mechanizmów. I rzeczywiście – są tam rozwiązania, które oceniam pozytywnie. Kontrola sądowa przedłużenia blokady rachunku czy skrócenie jej maksymalnego okresu to realne gwarancje proceduralne. Ale jednocześnie ten projekt: – nadal pozostawia KNF możliwosć blokowania domen, a nawet doprowadzenia do usunięcia nazwy domeny i jej rejestracji na rzecz komisji –pozostawia natychmiastową wykonalność szeregu środków nadzorczych, mimo że uzasadnienie decyzji może zostać doręczone później – przewiduje pztypadki, w których publikacja decyzji na stronie KNF wywołuje skutek prawny doręczenia – obniża maksymalne obciążenie nadzorcze CASP z 0,4% do 0,1%, czyli czterokrotnie – a jednocześnie pozostawia opłaty sięgające 4500 euro za określone czynności regulacyjne. Najbardziej zaciekawił mnie przepis, zgodnie z którym po ustaniu przyczyn zastosowania określonych środków KNF MOŻE uchylić decyzję. Może. Nie "uchyla". Nie "jest obowiązana uchylić" a "może uchylić" ... bardzo ciekawe. To dość osobliwa konstrukcja jak na projekt reklamowany właśnie hasłem szczególnej ochrony konstytucyjnych praw jednostki. Dlatego może na razie ostrożniej z tym podziałem na kompromis Prezydenta i jałową przepychankę. Jestem już w trakcie tej lektury i im dalej wchodzę w przepisy oraz uzasadnienie, tym więcej mam pytań. I jest jeszcze jedna rzecz, której po tych wszystkich wetach coraz trudniej mi nie zauważać. Mam nieodparte wrażenie, że w tym sporze problemem nie jest już samo uregulowanie rynku, lecz to, kto i na jakich warunkach ma tę regulację ustanowić. Bo jeżeli rzeczywistym priorytetem Prezydenta było jak najszybsze zapewnienie obywatelom ochrony i stworzenie krajowych ram stosowania MiCA, to miał przecież inną drogę 🤔 Mógł podpisać uchwaloną ustawę, a następnie – korzystając z własnej inicjatywy ustawodawczej – przedłożyć projekt zmieniający te rozwiązania, które uważał za nadmierne, nieproporcjonalne albo niewystarczająco zabezpieczające prawa jednostki. Zamiast tego kolejne ustawy były blokowane, a dziś otrzymujemy następny projekt prezydencki, który – jak sama kancelaria przyznaje – w ogromnej części opiera się na rozwiązaniach wypracowanych wcześniej. I dlatego się zastanawiam,czy rzeczywiście chodziło o to, żeby Polska jak najszybciej miała prawo dotyczące rynku kryptoaktywów,czy raczej o to, żeby tego prawa nie było, dopóki nie zostanie przyjęte w wersji zaakceptowanej przez Pałac Prezydencki? Bo z punktu widzenia obywatela (mojego) rezultat dotychczasowej strategii jest prosty: kolejne weto, kolejne miesiące bez pełnych krajowych ram nadzorczych, kolejny projekt, kolejna debata. A teraz słyszymy, że alternatywą dla projektu Prezydenta jest jałowy spór 🤦‍♂️ I nie bardzo rozumiem, skąd nagle założenie, że projekt Prezydenta jest "kompromisem", a każda próba jego krytyki ma być "jałowym sporem". To jest projekt ustawy, Panie Bogucki. Nie wzorzec kontroli konstytucyjnej i nie ostatnie słowo w tej sprawie. Do tej ustawy jeszcze wrócę po zakończeniu pełnej analizy. Porównam ją zarówno z ostatnim projektem rządowym, jak i z wcześniejszym projektem prezydenckim. Bo takie zestawienie pokaże, co naprawdę zostało naprawione, co przejęte, a z czego Kancelaria sama się wycofała🤷‍♂️ #Polska #Prawo #Kryptowaluty

Za nami kolejny #TydzieńBezpieczeństwa Rosyjskie prowokacje nie ustają. Dlatego zwiększamy aktywność naszych sił powietrznych, w tym F-16 i śmigłowców. Polska cały czas monitoruje sytuację na wschodniej granicy i wzmacnia systemy szybkiego reagowania na zagrożenia w całym kraju. Wojskowa Akademia Techniczna i Polimex Mostostal podpisały umowę na budowę pierwszego mostu MSC 23-150 „Cis”. Konstrukcja pozwoli szybko organizować przeprawę dla najcięższego sprzętu wojskowego i zwiększy możliwości transportu tam, gdzie zwykłe drogi mogą nie wystarczyć. W Brzesku sformujemy 87. Pułk Przeciwlotniczy. Ponad 1000 żołnierzy, a razem z nimi systemy: NAREW, PILICA+ i SAN. Więcej wojska, więcej obrony powietrznej, więcej ochrony polskiego nieba. Bo bezpieczeństwo Polski trzeba budować nie tylko na granicy! 🇵🇱 #Bezpieczeństwo #Wojsko #Polska

Panie Przydacz, widzę, że próbuje Pan stworzyć z "dublerstwa" coś w rodzaju cechy dziedzicznej 😂 Piskorski był dublerem, więc każdy, kto po nim przyjdzie, też ma być dublerem. Proste, eleganckie i przede wszystkim bardzo wygodne 🤦‍♂️ Skąd Wy bierzecie tę logikę? Z Konstytucji na pewno nie, bo prrawo konstytucyjne niestety nie działa jak klątwa rodowa. Problem z Justynem Piskorskim nie polegał na tym, że ktoś go tak nazwał, bo nie lubił jego nazwiska albo poglądów, polegał na tym, że objął miejsce po Lechu Morawskim, który sam został wybrany na miejsce wcześniej prawidłowo obsadzone 🤷‍♂️ To jest wada pierwotna. I teraz rzecz najciekawsza: z faktu, że ktoś wadliwie zajmował określone miejsce, nie wynika, że miejsce to już na zawsze staje się miejscem dublera, którego nie można prawidłowo obsadzić. Konstytucja naprawdę nie przewiduje takiej kategorii ustrojowej. Nie ma tam "miejsca po dublerze" albo "dziedziczenia statusu dublera" 😂 Nie ma też mechanizmu, w którym wada jednego wyboru automatycznie infekuje każdy kolejny wybór dokonany już po prawidłowym zwolnieniu miejsca. Wiem, brzmi to mniej widowiskowo niż cud ozdrowienia. Ale akurat tutaj cud nie jest potrzebny, wystarczy zwykła logika prawna. Pytanie nie brzmi bowiem: „czy Berek przychodzi po Piskorskim?”. To pytanie brzmi: czy w chwili wyboru Berka istniało legalnie wolne miejsce w Trybunale Konstytucyjnym. Jeżeli tak, to cała Pańska konstrukcja kończy się dokładnie tam, gdzie się zaczęła- na efektownym, ale błędnym założeniu. A szkoda. Był taki ładny ... cud 😉 #prawo #konstytucja #polityka

Panie Bogucki, przeczytałem pańskie sześć punktów i mam wrażenie, że jak zwykle próbuje pan wyprowadzić wniosek, którego te fakty po prostu nie niosą. Pan Tusk pojawia się na kongresie gospodarczym, którego jednym ze sponsorów jest zondakrypto 🤷‍♂️ Krzysztof Gawkowski bierze udział w konferencji cyberbezpieczeństwa sponsorowanej przez zondakrypto.🤷‍♂️ Pan Nitras jest obecny na mecie Tour de Pologne, którego partnerem jest Zondacrypto 🤷‍♂️ Pan Niemczycki otwiera konferencję, przy której Zondacrypto występuje jako sponsor 🤷‍♂️ Z tego wszystkiego można stwierdzić tylko jedno -politycy koalicji byli obecni na wydarzeniach sponsorowanych przez Zondakrypto 🤷‍♂️ To jest fakt. Tyle że z tego faktu nie wynika jeszcze ani relacja osobista z panem Kralem, ani finansowanie polityka, ani wpływ na decyzje publiczne, ani uzgodnienie określonego działania, ani jakiekolwiek quid pro quo. Do tego potrzebny jest jeszcze jeden, dość staromodny element, który w prawie i analizie nadal bywa przydatny: DOWÓD. I właśnie tutaj Pańska dziwna symetria zaczyna się chwiac. Bo po stronie środowiska prawicowego nie mówimy wyłącznie o zdjęciu polityka na tle logotypów sponsora. Mówimy o prepływach pieniędzy do podmiotów związanych z politykami, o sponsorowaniu wydarzenia o wyraźnie politycznym charakterze w trakcie kampanii, o współpracy przy wydarzeniach polityczno-medialnych, a od wczoraj także o zeznaniach, w których pojawiają się konkretne kwoty, konkretne nazwiska i konkretne oczekiwania. To oczywiście nie oznacza jeszcze, że doszło do przestępstwa. Zeznanie nie jest wyrokiem, przelew nie jest automatycznie łapówką, a sponsoring wydarzenia politycznego sam w sobie nie przesądza o bezprawnym wpływie. Tyle tylko, że są to okoliczności jakościowo zupełnie inne niż obecność ministra na konferencji, której jednym z partnerów była prywatna spółka 🤷‍♂️ I właśnie tej różnicy w pańskim wystąpieniu zabrakło, rozumiem jednak, że nie o to panu chodziło... Próbuje pan zbudować dziwny zabieg- skoro zondakrypto sponsorowała takze wydarzenia, na których pojawiali się politycy koalicji, to zarzut szczególnych relacji z prawicą staje się niewiarygodny albo wręcz symetryczny 🫣 Ja zaś panu powiem : nie staje się. Jedno nie wyklucza drugiego. Spółka może sponsorować duży kongres gospodarczy z udziałem polityków różnych opcji, a jednocześnie utrzymywać szczególne relacje z konkretnym środowiskiem politycznym. To nie jest żadna sprzeczność. To zwykła różnica między działalnością marketingową a relacją, która może mieć znaczenie polityczne lub majątkowe. Dlatego zastosujmy pańskie kryterium konsekwentnie. Jeżeli sama obecność polityka na wydarzeniu sponsorowanym przez zondacrypto jest dla pana dowodem powiązania, to jak zakwalifikować przepływy finansowe do podmiotów związanych z politykami prawicy? Jeżeli wystąpienie ministra na konferencji jest dla pana wystarczające, by sugerować związek z Kralem, to jaką wagę nada pan sponsorowaniu wydarzenia politycznego w trakcie kampanii? Jeżeli logo Zondakrypto na ściance ma mieć znaczenie polityczne, to zapewne przelew powinien mieć znaczenie przynajmniej odrobinę większe🤷‍♂️ Tak, wiem. Matematyka dowodowa bywa niewdzięczna. Tutaj problem polega więc nie na tym, że podał pan fakty nieprawdziwe. Część z nich jest jak najbardziej prawdziwa. Problem polega na tym, że nadał im pan znaczenie, którego z nich wyprowadzić nie można, a następnie zestawił je z materiałem o zupełnie innym ciężarze, jakby chodziło o zjawiska równoważne - ciekawa konstrukcja 🤔 Ale niestety nie chodzi. Jeżeli posiada pan dowody na to, że którykolwiek z polityków obecnej koalicji otrzymał od zondakrypto pieniądze, uzgadniał z jej przedstawicielami działania polityczne, podejmował decyzje w zamian za korzyść albo pozostawał w szczególnej relacji z panem Kralem, proszę je przedstawić. Wtedy należy je zbadać dokładnie tak samo, bez żadnej taryfy ulgowej. Ale dopóki takich dowodów pan nie pokazuje, katalog konferencji pozostaje katalogiem konferencji 🤷‍♂️ #Polityka #Sponsoring #Cyberbezpieczeństwo

Gigantyczny most łączący Sycylę z kontynentalnymi Włochami, o długości 3666 metrów i kosztach budowy wynoszących 13,43 mld euro, będzie najdłuższą na świecie konstrukcją tego typu, zdolną przetrwać trzęsienia ziemi. #Mosty #Inwestycje #Sycylia

Będzie najdłuższy na świecie i przetrwa trzęsienie ziemi. Włoski most przejdzie do historii

Putin zaznaczył gotowość do wysłuchania propozycji zagranicznych wysłanników, w tym reprezentantów Donalda Trumpa. Jeśli ktoś wniesie lub może wnieść namacalny wkład w ten proces, wszyscy będziemy za — dodał prezydent Rosji. Taka konstrukcja wypowiedzi celowo otwiera #Putin #Trump #dyplomacja #RU #US