13 km do Solitaire... śpię przy drodze C14 za jakimiś krzaczorami W końcu jest zasięg I mogę nadrobić zaległości, ale nie wiem od czego zacząć 😁 a działo się trochę w kontekście spotkań z ludźmi, a przede wszystkim z rodakami Pierwszy dzień marszu przez pustynię opisałem... tylko przypomnę, że zrobiłem 44.7 km. Drugi dzień to 48 km I spotkanie z dwiema ekipami Polaków co ciekawe w krótkim odstępie czasu Trzeci dzień zaczęło się lipnie bo szło się prawie po błocie, pod koniec dnia jak już było mniej niż 100 km do Solitaire nagle wchodzę w góry i jest trochę problem znaleźć sensowne miejsce by rozbić namiot. Góry były pięknie porośnięte żółtą trawą... ale też usłane kamieniami I to konkretnie Po przejściu 40 km wziąłem się za rozstawianie namiotu. Zajęło mi trochę czasu by zrobić porządnie legowisko... tak by za bardzo nie było czuć tych kamieni i tak by było równo. Normalnie natargałbym sobie trawy, ale jako że byłem w Parku Narodowym to postanowiłem niczego nie ruszać. Pokombinowałem z ubraniami i było ok! Noc przespana! Czwartego dnia czyli wczoraj (poniedziałek) ruszyłem naprzód i od razu zdałem sobie sprawę, że dzień będzie piękny. Strome zjazdy, podjazdy, kaniony... a dokładnie Kanion Kuyseb. Było ciężko się wspinać, ale było doprawdy pięknie tam... no i to był pomału koniec parku Namib-Naukluft Odcinek z 10 km już za parkiem to nieustanne góra... dół... i w prawo... i w lewo... nieraz po piachu. Nagle za jednym ze wzniesień zatrzymuje się auto z czterema namibijczykami. Mnóstwo pytań, tyle samo odpowiedzi... co robią? Wyskakują z auta I dają mi sześciopak super zimnego piwa!!! Oprócz tego 5 litrowy baniak równie zimnej wody i jakieś słodkości, chipsy... robimy zdjęcia, nagrywamy wideo... pijemy piwo I jeszcze przez moment gadamy po czym wsiadają i jadą dalej z hasłem na pożegnanie: this is Namibia! Ja zrobiłem przerwę i wypiłem wszystkie sześć małych butelek 🍻 zimny wiecznie nie będzie a ciepłego pić nie lubię 🤷♂️ proste... dalej idę na lekkiej fazie i ostatecznie dochodzę do Gaub Pass gdzie jest super miejsce pod namiot. Wczoraj przeszedłem 39 km I spałem 2 i pół km od zwrotnika koziorożca! Dzisiaj startuję o 9:30 i po niezłym podjeździe jestem przy tablicach informujących, że tutaj przebiega Tropic of Capricorn. Spotkanie tam ludzie częstują mnie różnymi rzeczami... banany, batony, jabłka... gadamy trochę i z drugiej strony przybiega Polka z Polakiem. Pyta czy ja to ja? I pokazuje mi zdjęcie mojej strony w telefonie. Gdy potwierdziłem ze to ja to od razu zostaje poczęstowany zamiarem bo świętują urodziny jej syna. Idę na drugą strone i długo chyba z pół godziny gadam sobie z Polakami Oczywiście dostaję mnóstwo fantów... owsiankę, wodę, szynkę w puszce, jakieś tabletki ala pluszzz, ciastka, suszone owoce... nie wiem czy czegoś nie zapomniałem. Mega spotkanie! Dalej szło się ciężko bo było sporo piasku... ale znowu po paru km zatrzymuje mnie Polak z Polką... wyskakują z auta z pizzą i mnie częstują oprócz tego coca-colą dają wodę i jakieś mięso suszone... długo gadamy sobie, gadka bardzo się kleiła! Tomek juz bardzo długi czas mieszka w Namibii i RPA i ustalamy ze widzimy sie w Kapsztadzie za dwa miesiące 😎 Dalej znowu parę konwersacji z mijającymi mnie różnymi ekipami z różnych zakątków świata... każdy cos mi daje. No nie ma szans by piechura na tym odcinku padł z głodu czy pragnienia! Na koniec spotykam jeszcze amerykansko-niemiecka parę jadąca na rowerach z RPA. Gadaliśmy bardzo długo... byla typowa wymiana informacji... ja im mówiłem co ich czeka jadąc w kierunku Walvis, a oni opowiadaja mi o południowej Namibii i RPA Mieli tez sporo pytań co do trasy ktora juz przebyłem. Fajna gadka z nimi byla... nawet ponad pół godziny. Mówili, że widzieli wczoraj ślady lamparta. Pozniej ide juz troche szybciej bo lepsza nawierzchnia i ostatecznie dzisiaj pokonuję 40 km Plan na jutro to zrobic w miarę szybko te 13 km do Solitaire I tam się troche ogarnąć, wiadomo... oprać, dokupić co potrzebne, podładować... #Namibia #pieczen #szlak