BETA nonprofit public democratic european moderated

Search

#Chodniki

Jutro dodatkowo na kanale YouTube KONFITUREXPOL będziecie mogli zobaczyć blisko 40-minutową historię z Giżycka, gdzie jeden z widzów dokumentuje od ponad roku bezczelne zachowania wykonawców związanych z budową przy Armii Krajowej. Prace ciężkim sprzętem nad publicznym chodnikiem, blokowanie drogi, a wszystko to przy dość biernej postawie służb i zarządcy drogi. #Giżycko #budownictwo #YouTube

Pan Piotr wspomina, że akcja ze słupkami zirytowała mieszkańców. Ja się z tym zgadzam, bo odebranie z dnia na dzień możliwości jeżdżenia chodnikiem jest ogromnym ciosem. Tak ogromnym, że pan Piotr osobiście zdecydował się w związku z tym wezwać wczoraj policję. Do słupków. Ja mam w sumie tylko jedno proste pytanie (bo do reszty bzdur nie ma sensu się odnosić): w jaki sposób małe plastikowe słupki ustawione na krawędzi chodnika, którego całkowita szerokość wynosi półtora metra, wpływają na ruch samochodowy? Bo jeśli ktokolwiek uważa, że te słupki mają jakiekolwiek znaczenie, nie powinien prowadzić samochodu. #chodniki #mieszkańcy #komunikacja

Rzecznik Praw Dziecka odebrała dzieci rodzicom, bo miała spór z matką❗ 14 sierpnia, warszawska Białołęka. Rzecznik Praw Dziecka Monika Horna-Cieślak idzie chodnikiem. Widzi matkę, która karci dziecko za to, że wybiegło na ulicę. Zwraca jej uwagę. Kobieta odpowiada wulgaryzmami. Zobaczmy, co działo się dalej. Horna-Cieślak zgłasza sprawę policji. Funkcjonariusze sprawdzają rodzinę i nie znajdują podstaw do interwencji. Tego samego dnia pracownik biura Hornej-Cieślak dzwoni do sędziego, który ma wydać orzeczenie. Przekonuje go o konieczności odebrania dzieci. Sąd nie widzi podstaw, zleca jednak pilny wywiad kuratora. 15 sierpnia kurator przeprowadza wywiad. Wniosek ten sam: brak podstaw do umieszczenia dzieci w pieczy zastępczej. Biuro rzecznika dzwoni do sądu po raz drugi. Znowu bez skutku. Wtedy rzecznik, mimo dnia wolnego, bierze udział w spotkaniu na komisariacie. Uczestniczą w nim także komendant stołeczny policji i policjantka. Po tym spotkaniu policjantka wydaje rodzicom nakaz opuszczenia mieszkania i zakaz zbliżania się do dzieci. Mają trzy i cztery lata. Trafiają do domu dziecka. Wszystko bez orzeczenia sądu. Z powodu widzimisię jednej kobiety. Ta sama policjantka zeznała potem, że w chwili podejmowania decyzji nie widziała ani dzieci, ani rodziców. Dodała, że przez kilka lat służby pierwszy raz zetknęła się z tak nadzwyczajnymi działaniami wobec jednej rodziny. Sąd nakazał natychmiastowy powrót dzieci do rodziców. W uzasadnieniu napisał, że działania wobec tej rodziny mogą nosić wyraźne znamiona przemocy instytucjonalnej, a machinę państwową uruchomiono w sposób rażąco nieproporcjonalny. Jednym z argumentów za odebraniem dzieci były dwie butelki piwa znalezione w mieszkaniu. Sąd nazwał ten argument całkowicie chybionym i wręcz absurdalnym. Rodziców nie zastano pod wpływem alkoholu. Do przeszukania użyto psa tropiącego i nie znaleziono nic zakazanego. Sąd napisał jeszcze jedno. Że zachowanie rzecznika może świadczyć o próbie wykorzystania autorytetu urzędu do przeforsowania z góry założonej tezy, opartej na osobistym poczuciu obrażenia przez matkę. Biuro rzecznika orzeczenia nie komentuje. Urząd powołany do ochrony dzieci odebrał trzylatka i czterolatka rodzicom, bo jego szefowa usłyszała na ulicy wyzwiska. Rzecznik powinna stracić funkcję, a prokuratura wszcząć śledztwo w sprawie przekroczenia uprawnień!⁩ #PrawaDziecka #OchronaDzieci #Sprawiedliwość

Walka trwa. Dzisiaj mieliśmy kopanie słupków, rozjeżdżanie, a nawet kradzież kilku z nich. Nic nie działa na kierowców tak, jak odebranie im możliwości przejazdu chodnikiem. https://t.co/ecwtBlXClP #Walka #Chodniki #Kierowcy

Kierowca TIRa wjechał na Stare Miasto, zignorował 2137 zakazów i teraz rozjeżdża płoty i chodniki xdddd https://t.co/GS4bXeoGoa #TIR #wypadek #drogi

Zgłosiłem jakiś czas temu pojazd blokujący możliwość przejścia chodnikiem. @SMWarszawa nie usunęła go na koszt właściciela. Strażnicy zostawili jedynie wezwanie za wycieraczką. Pojazd pozostał zaparkowany w ten sposób przez dwa kolejne dni. Złożyłem skargę na działania funkcjonariuszy straży miejskiej. Okazuje się, że strażnicy nie znaleźli podstaw do odholowania pojazdu, bo AKURAT NIKT NIE SZEDŁ. Jeżeli do tej pory wydawało wam się, że nikt nie chodzi jakimś chodnikiem z powodu całkowitego zablokowania przez samochód, to byliście w błędzie. To fakt, że nie chcecie nim chodzić powoduje, że można tam parkować! Jesteś osobą na wózku i chcesz się gdzieś przemieścić, ale na twojej drodze stoi samochód i zgłaszasz do służb mając nadzieję, że może jutro będzie po problemie? Nic z tych rzeczy! Straż miejska pojawi się akurat wtedy, gdy nikt nie będzie przechodził. Bo w zasadzie dlaczego miałby przechodzić, skoro się nie da? Trzeba było czekać na miejscu do przyjazdu strażników, żeby im pokazać, że nie możesz przejść. A nie jakaś zabawa w zgłaszanie i uciekanie! #chodnik #warszawa #bezpieczeństwo

Pako 3w

Wyłażę z pociągu idę na stadion bo jakieś dobre pół h z buta to se maszerują rozglądam się po Zabrzu i myślę se e nawet spoko, taki mały Rzeszów pachnie tu jak we Wronkach choć nigdy tam nie byłem. Wszyscy bardzo sympatyczni starsze Omy idą chodnikiem to ja schodzę bo mimo że nie z Poznania to trza się zachowywać, randomowe chłopy zbijają mi piątkę mówią „Witomy w Zabrzu chopy”. Bardzo sympatycznie. Nic nie żarłem cały dzień to na stadionie se myślę idę opierdolić kielbe stadionówke. Patrzę, Śląska kielba z grilla, to biorę i jem, całkiem smaczna. Zjadłem całą a tu nagle mi się czorno przed łoczyma zrobiło, w lufcie czuć wungiel, a jo patrza na murawa i se myśla kurde jaki ten Górnik nasz richtig piykny je, zaroz sie łapia za łeb, bo przeciyż jo przyjechoł żech na Lecha, ale coś mi w głowie godo, że my som chłopcy z Zobrza i cała Polska o nas wie, a te gorole z Poznania mogom się trocha uspokoić. Patrzą na trybuny, wszandy czerwono-modro-bioło i coroz bardzij mi sie to podobo. Uroz wyłazi spod zola wjelgi szpiler Łukasz Podolski i zaczyno pjerdolić cośik uo ślůnskij nacyji, uo hanysach, gorolach, grubie i tym że kaj je Górnik, tam je Ślůnsk. I terozki jo już blank nic uokrům ślůnskij godki niy rozumja. Zdo mi sie iże ta ślůnsko kielbasa przeklynto była. #Zabrze #kielbasa #Górnik

Tak wygląda typowa jazda wzdłuż po chodniku, gdy kierowca nie jest niepokojony, nikt nie staje mu na drodze i nie zwraca uwagi. Tym jednym przejazdem stwarza zagrożenie dla kobiety, która sprawdza coś w telefonie, a następnie dla kolejnej spacerującej z psem. Następnie, gdyby na chodniku zamiast słupka znajdował się człowiek, zostałby rozjechany. Później jeszcze cofanie w kierunku chłopca na łyżworolkach i idącego za nim mężczyzny. Metoda "nagraj i i zgłoś, a nie zawracasz ludziom głowę" działa tak, że kierujący będzie nadal miesiącami jeździł w ten sposób. Nie będzie wiedział, jak niewiele brakowało, żeby komuś zrobił krzywdę. Takich kierowców są w Polsce tysiące. Takich miejsc również. Wyslałem do zarządcy nieruchomości prośbę o odseparowanie obszaru przeznaczonego dla samochodów od publicznego chodnika. Jeśli to nie poskutkuje, będziemy działać w tym miejscu, aby zmienić te szkodliwe przyzwyczajenia, gdzie każda przestrzeń "parkingowa" usprawiedliwia możliwość dojechania chodnikiem. Jak powstają takie miejsca? Deweloper buduje osiedle i wymyśla, że taka przestrzeń będzie świetnym parkingiem. Następnie zarządca drogi, w tym przypadku dzielnica Mokotów, montuje słupki, aby ochronić chodniki przed zastawianiem i nielegalnym parkowaniem. I wtedy wkraczają do akcji wspomniane przyzwyczajenia: skoro jest parking, to jakoś TRZEBA wjechać. Otóż nie, nie trzeba. Jest to niezgodne z przepisami i wyjątkowo niebezpieczne. Niestety, swoją cegiełkę dołożył ustawodawca, który zakazał jedynie jazdy wzdłuż po drodze dla pieszych. Uważam, że art. 26 ust. 3 pkt 3 ustawy Prawo o Ruchu Drogowym należy zmienić tak, aby brzmiał w następujący sposób: "kierującemu pojazdem zabrania się jazdy po drodze dla pieszych oraz przejeżdżania przez nią za wyjątkiem korzystania ze zjazdu w rozumieniu ustawy o drogach publicznych". Obecnie powszechne jest wyznaczanie miejsc postojowych na prywatnym terenie prostopadle do ściany budynku, a wjechanie w te miejsca wymaga przejechania w poprzek przez chodnik. Jest to po prostu głupie i niebezpieczne. #Bezpieczeństwo #RuchDrogowy #Chodnik

POŚCIG ZA 14-LATKIEM Policjanci z Gliwic zatrzymali 14-latka, który na hulajnodze elektrycznej zignorował ich polecenia i ruszył do ucieczki. Nastolatek jechał chodnikiem i jezdnią, kilkukrotnie zmieniał kierunek, ignorował czerwone światło oraz sygnały do zatrzymania. Po kilku minutach funkcjonariusze zatrzymali chłopaka. Okazało się, że hulajnoga mogła rozpędzić się nawet do 55 km/h, była uszkodzona i nie spełniała wymaganych warunków technicznych. 14-latek nie miał również wymaganej karty rowerowej. Na miejsce wezwano jego rodziców, a sprawą zajmie się sąd rodzinny. #policja #hulajnoga #Bezpieczeństwo

🚨 14-letni kukuriniarz vs. policja. Gliwice. "Proszę pana nieeee..." 🥲 Kukuriniarz jedzie chodnikiem. Policjanci podjeżdżają, każą zejść. On zamiast zejść...gaz do dechy i ucieka w stronę Piwnej. Dalej klasyka: raz chodnik, raz jezdnia, czerwone światła olewa, znaki poziome też. Kilka minut pościgu i w końcu go złapali. Bezpiecznie, na szczęście. Hulajnoga? Tylne koło uszkodzone, a prędkościomierz pokazuje, że potrafiła wyciągnąć 55 km/h. Lista grzechów 14-latka: ❗bez uprawnień ❗pojazd niedopuszczony do ruchu ❗jazda nie po drodze dla pieszych i nie z prędkością pieszego ❗zero sygnalizacji manewrów ❗ignorowanie poleceń policji ❗olewanie świateł i oznakowania Rodzice przyjechali, hulajnogę oddali, sprawa idzie do sądu rodzinnego. Rodzice. Naprawdę nie wiecie, czym wasze dziecko jeździ po mieście i z jaką prędkością? 55 km/h na hulajnodze to już nie zabawka. To pocisk z kierownicą. ℹ️KMP w Gliwicach #Gliwice #hulajnoga #bezpieczeństwo

@Kamilkovalenko @mamiczi @CytrusO @FastInfo @donaldtusk @Obywatelska_KO @OrangutanCSO i bardzo dobrze, następnym krokiem powinny być oddzielne pasy ruchu oraz chodniki dla naszych ukraińskich braci żeby nie musieli stykać się z polską hołota #Polska #Ukraina #RuchDrogowy

Skoro pierwszy pełny tydzień szkoły mamy już za sobą, czas na podniesienie po raz kolejny tych samych twierdzeń: mamy absolutny chaos pod podstawówkami tworzony przez kierowców chcących podwieźć dzieci pod same drzwi. Brak służb, brak reagowania na zastawione chodniki, skrzyżowania oraz szalone manewry. Niech przykładem będą te dwie zarejestrowane sytuacje - jedna od widza z zeszłego tygodnia, a jedna z dzisiaj ode mnie. Brak zdrowego rozsądku, lekceważenie przepisów i przede wszystkim stwarzanie zagrożenia - to właśnie dzieje się cały czas pod szkołami. Samorządy zaniedbują okolice placówek infrastrukturalnie i organizacyjnie, a policja i straż miejska są nieobecne. #szkoła #bezpieczeństwo #transport

26-letni Hubert B. wjechał samochodem w rodzinę idącą chodnikiem. W wypadku zginęło młode małżeństwo, a ich 8-miesięczne dziecko trafiło do szpitala w stanie zagrażającym życiu. https://t.co/FsUQKCNzV8 #wypadek #bezpieczeństwo #tragedia

rzep Aug 24

Zawsze twierdziłem, że gdyby samochody wynaleziono dzisiaj i ktoś próbował je wprowadzić do publicznego użytkowania na obecnych zasadach, to tylko popukano by się w głowę. Kupujesz 2 tonowe pudło, które możesz rozpędzić do 200+ km/h, i jedynym ograniczeniem jest znak na drodze i nadzieja, że się do niego zastosujesz. Wpuszczamy te pędzące kolosy do miast, by śmigały metr od ludzi idących chodnikiem, oddzieleni wyłącznie krawężniczkiem, znowu z nadzieją, że nikomu nie odjebie i będzie przestrzegać przepisów. Mamy podobny problem co amerykanie z bronią palną i strzelaninami w szkołach; ludzie się przyzwyczaili, że „tak było zawsze”, więc próby zmiany tego uważają za zamach na wolność. Przyzwyczajenie sprawia, że przestajemy zauważać, jak niezwykłe i niebezpieczne są zasady, które uznajemy za normalne. Tylko patrząc na to z zewnątrz, widać, jak absurdalna jest to sytuacja i ile tragedii dałoby się uniknąć. #bezpieczeństwo #transport #regulacje

Firma planuje zrobić nam integrację we wrześniu. Plan jest prosty. Najpierw mamy gdzieś pojechać i ścigać się jakimiś starymi samochodami po torze. Potem hotel. Kolacja. Nocleg. Rano śniadanie i powrót. Kilka dni temu HR wysłał maila organizacyjnego. Czytam. Godzina zbiórki. Adres. Co zabrać. I nagle: „Prosimy zabrać drugą parę butów, najlepiej taką, którą można ubrudzić.” Przeczytałem jeszcze raz. Drugą parę butów. Nie zrozumiałem. Przez chwilę myślałem, że to literówka. Może mieli na myśli: „drugą skarpetę”. To by miało sens. Człowiek ma dwie nogi. Potrzebuje dwóch skarpet. Ale dwie pary butów? Po co? Przecież nie da się nosić dwóch par jednocześnie. Zapytałem kolegę obok: - Ty rozumiesz, o co im chodzi z tymi butami? - No żeby mieć jedne na tor, a drugie później do hotelu. Spojrzałem na niego. - Jakie „drugie”? - No drugą parę. - Masz dwie pary butów? Zaśmiał się. Myślał, że żartuję. Nie żartowałem. - No pewnie. Mam więcej. Zrobiło mi się dziwnie. - Ile? - Nie wiem. Z osiem, może dziesięć. Dziesięć. Par. Czyli dwadzieścia butów. Dla jednego człowieka. Przy dwóch stopach. To jest pięciokrotne przewymiarowanie infrastruktury. Zacząłem pytać innych. Okazało się, że sytuacja jest dużo poważniejsza. Jeden miał buty do biegania. Buty na siłownię. Buty zimowe. Buty „na wyjście”. Jakieś sneakersy. Jakieś mokasyny. I osobne buty do garnituru. Siedem różnych klas aktywów opartych o jedną parę stóp. - A po co ci buty do biegania? – zapytałem. - Do biegania. - A w tych zwykłych się nie da? Popatrzył na mnie jak na wariata. Przez ostatnie sześć lat biegałem na autobus w tych samych butach, w których później siedziałem osiem godzin w biurze. Nigdy nie zgłaszały problemu. Wróciłem do maila. „Druga para do ubrudzenia.” Najbardziej zastanawiało mnie słowo „do ubrudzenia”. Przecież buty właśnie do tego są. Są między człowiekiem a ziemią. Ich podstawową funkcją jest przyjmowanie na siebie konsekwencji kontaktu z chodnikiem. Jeżeli boisz się ubrudzić buty, to znaczy, że kupiłeś złe buty. Albo za drogie. W domu spojrzałem na swoją parę. Czarne. Uniwersalne. Trochę starte z boku. Podeszwa już nie była może geometrycznie idealna, ale nadal oddzielała stopę od asfaltu. Czyli spełniała KPI. Miałem je od kilku lat. Były ze mną w pracy. Na weselach. Na pogrzebie. W górach raz też były, chociaż tego dnia faktycznie miały trochę gorsze wyniki. Ale przetrwały. Nie widziałem powodu, żeby teraz nagle tworzyć dodatkowy magazyn obuwia tylko dlatego, że firma wynajęła nam tor z samochodami. I pomyślałem sobie, jak bardzo konsumpcja weszła ludziom do głowy. Najpierw wmówili im, że potrzebują butów. Potem, że potrzebują różnych butów do różnych czynności. A na końcu stworzyli społeczeństwo, w którym dorosły mężczyzna jedzie na jedną noc do hotelu i zabiera ze sobą zapasowe obuwie. #FIRE #konsumpcja #buty #życie

Ależ mam problem z tym naszym polskim morzem. Mamy przecież przepiękne, wspaniałe plaże. Piasek aksamitny, bielutki, sypki, mało gdzie w Europie jest tak super. Mamy piękną naturę dookoła. Wydmy czy gęsto porośnięte wzgórza i parki narodowe (np. w okolicach Międzyzdrojów) wyglądają bajecznie jak z filmów studia Ghibli. Mamy pieniądze unijne na renowacje. Widać, że promenady, skwerki, chodniki, infrastruktura rowerowa i inne podobne są dofinansowane, a tabliczek unijnych jest niemal tyle, co smażalni ryb. Mamy doskonały porządek. Zdziwiło mnie, ze w Świnoujściu przy morzu jest wręcz… sterylnie czysto. Codziennie służby miejskie sprzątają, zero walających się śmieci czy butelek, zero nieczystości, wygląda to pięknie. A co poza tym? Mamy kompletną cepeliadę. Nikt nie panuje nad tym jak wyglądają oznakowania lokali, jakie są reklamy, jaki jest hałas i chaos, jakie tony chińskiego badziewia się przewala codziennie. Mamy knajpiany valuemaxxing. Tyle, że po stronie właścicieli lokali. Oczywiście, można znaleźć tanie miejsca, ale słowo klucz to „znaleźć”. A tak, to poza cenami drastycznie niewystarczająca liczba niezadowolonych (to nie dziwi) pracowników, stoły klejące, toalety brudne, a towar smażony w najtańszym oleju na najtańszym sprzęcie. Mamy rządy deweloperów. Autentycznie zdębiałem, jak zobaczyłem bloki budowane w Międzyzdrojach DOSŁOWNIE na wydmach. Zaraz przyklejone do parku narodowego. W Świnoujściu absolutny horror architektoniczny, zero ładu i składu, „modernistyczne” straszaki co chwile ranią oczy, a wielkie hotele wyłaniające się zza horyzontu przypominają Ohmu zmierzające ku morzu. Mamy brak tradycji i brandingu. Przez te prawie 40 lat mogliśmy wyrobić tyle tradycji: przede wszystkim kulinarnych i pamiątkowych (bursztyn). Tymczasem nad morzem sprzedaje się przede wszystkim generyczne gówno do jedzenia: czipsy z ziemniaka, dziwne importowane lody, jakieś desery z tiktoka w „lounge cafe” i wspomniany wyżej chiński plastik. — Te wszystkie wady uwypukla dosłownie 12-minutowa podróż autem ze Świnoujścia do Ahlbecku, niemieckiej, przygranicznej miejscowości. Oglądająca zarówno polską, jak i niemiecką stronę po raz pierwszy żona spytała czy wjechaliśmy do Disneylandu (w którym byliśmy miesiąc temu). Idealnie zadbana zieleń. Stare, urocze budownictwo zaopiekowane, jakby powstało wczoraj. Praktycznie brak nowoczesnych horrorków architektonicznych. Nie wciska się świecących lampek i barakowozów w każdą możliwą przestrzeń. W większości jakieś stare knajpy z cenami w żaden sposób nie droższymi niż u nas (różnica w mocy nabywczej…!)… — To nie jest tak, że tam jest idealnie, a u nas wszystko do dupy. Co to to nie. Ale przeokropnie boli, że jest TAK BLISKO. Że tak niewiele brakuje, abyśmy byli dosłownie europejską top-lokalizacją wakacyjną. Nawet „bez pogody”, jak jest 20 stopni, to i tak jest co robić i na zmianę z upalnymi dniami to wypada super. A starczyłoby pokierować się trochę bardziej długofalowym planem, nie na wszystko zezwalać, poszukać partnerów „na poziomie” i ze zrozumieniem prawdziwej siły, dofinansować, wybierać perły. Ot, w Świnoujściu znaleźliśmy piekarnię Zakwas Kontrolowany - z pieczywem lepszym niż sieciowym (nie używam słowa „rzemieślnicza”, bo nie znaczy ono nic), nawet w rozsądnych cenach. Jedno miejsce, schowane na osiedlu. I co? I CODZIENNIE kolejka jeszcze przed otwarciem, czekałem prawie godzinę na chleb, chore. Jakościowe, nieoscamowane rzeczy się bronią, warto byłoby je pompować. Promować. Ściągać. Szukać miejsc starych, jakoś je pooznaczać, zrzeszyć, zachować ten „heritage”. Wydobyć dumę z tych właścicieli niewielkich lokali, którzy od lat działają. Uhonorowani też by się pewnie przyłożyli bardziej. A nie, że idziemy do jednej z knajp zawartych w przewodniku Michelin, to nie dość, że umiejscowiona w nowym, wielkim hotelu, to jeszcze… w sobotnie popołudnie, mimo braku jakichkolwiek oznaczeń, zamknięta, bo ktoś z hajsem urządził sobie w niej kinderbal. W restauracji z przewodnika, w sobotę popołudniu. Tym bardziej, że osoby może w wieku do 40 lat nie zrozumieją, ale to jest potężny, POTĘŻNY plus, że można wsiąść we własne auto lub pociąg i po kilku godzinach jazdy autostradą lub drogą szybkiego ruchu dojechać POD SAMO MORZE (tak, teraz można już pod samo morze z całej Polski). Nie martwimy się, gdzie mamy płyny w walizce. Nie zastanawiamy, czy nie jest 5cm za długa albo 3kg za ciężka. Nie przechodzimy przez bramki bezpieczeństwa ani nie czekamy na wolny slot na lotnisku. Nie zostawiamy depozytu z kredytówki w wypożyczalni aut. Nie szukamy dodatkowego ubezpieczenia. Jest masa drobnych i w gruncie rzeczy upierdliwych czynności, do których przywykliśmy (my, ekhm, młodzi), których tu po prostu nie ma. Wsiadamy, jedziemy, wysiadamy nad morzem i mamy relaks. PIĘKNA sprawa. A potem już spacer po plaży lub nostalgicznie pachnących wydmach z rodzinką lub Edytą Bartosiewicz albo Varius Manx na słuchawach, gdzie naprawdę uderza to inaczej, dużo mocniej. 90sPolskaMaxxing w pełni. I tym wpisem zupełnie nic nie zmienię, bo pewnie buntując się przeciw blokom na plaży „jestem antypostępowy”, ale trudno. Kto się nie boi takiej betonozy, niech obejrzy na Netflixie Pom Poko (Szopy w natarciu) Isao Takahaty i Księżniczkę Mononoke Hayao Miyazakiego. Igranie z naturą to ryzykowna sprawa! No ale cóż, i tak wrócimy. Polskie morze można tylko kochać. #PolskieMorze #Plaże #Turystyka

Wiecie czym się różni Warszawa od Stalowej Woli? Tym, że w Warszawie politycy PiS krzyczą, że KPO nie ma. A w Stalowej Woli politycy PiS z tego nieistniejącego KPO - budują inwestycje. Oto piątka całościowego rozwoju z KPO na przykładzie Stalowej Woli. 1. Mieszkania - osiedle społecznego budownictwa dla kilkuset rodzin 2. Praca - nowa linia produkcyjna w Hucie Stalowa Wola 3. Infrastruktura - drogi, chodniki, instalacje wodno-kanalizacyjne 4. Usługi - sprzęt kardiologiczny i nowy odział geriatryczny w miejskim szpitalu, nowe przedszkole 5. Życie społeczne - ocieplenie/modernizacja lokalnego centrum kultury. I tak wygląda KPO w wielu miastach powiatowych. Jedziemy do kolejnych inwestycji. #KPO #Inwestycje #Rozwój

Konfitura Jul 30

Dramatyczne sceny na warszawskim Wilanowie! Wzdłuż ulicy Wiertniczej zamontowano słupki uniemożliwiające odwiezienie dziecka w deszczowy dzień do przedszkola. Szczególnie bezwzględnie potraktowano fragment chodnika, z którego do tej pory można było korzystać jednym bokiem SUVa, wjeżdżając pod samo wejście placówki. Nowy stan rzeczy jest potężnym ciosem w zamożnych miłośników jazdy miejsko-terenowej. Możemy mówić wręcz o pewnym rodzaju społecznego wykluczenia. Nie kontaktowałem się z przedstawicielami przedszkola i nie prosiłem o komentarz, gdyż ich opinia nie ma żadnego znaczenia. Oczywiście wszechobecna słupkoza jest świadectwem bezczynności policji i straży miejskiej. Służby porządkowe nie były w stanie zapewnić bezpieczeństwa pieszym na tym odcinku Wiertniczej, więc smutną koniecznością było zainstalowanie barier fizycznych w miejscu, w którym mimo ogromnego nagłośnienia problemu jeszcze w ubiegłym tygodniu „troskliwi” rodzice regularnie jeździli chodnikiem. #Wilanów #Bezpieczeństwo #Miasto

Nielegalne parkowanie? Czas z tym skończyć! 🛑 Porozmawiajmy szczerze 👇 Nielegalne parkowanie to nie jest „drobna niedogodność”. Zastawione chodniki, zablokowane ścieżki rowerowe czy auta zasłaniające widoczność tuż przed przejściami to realne zagrożenie. Wypychają one pieszych https://t.co/r86j7ZKqcH #NielegalneParkowanie #BezpieczeństwoDrogowe #OchronaPieszych

Konfitura Jul 27

Przepiękny tryptyk: kierujący zdecydował się zaparkować na zakazie oraz tak głęboko, że uniemożliwiał wygodne przejście chodnikiem. Może i łatwo było mu wyjąć dzięki temu rzeczy z bagażnika, ale zdecydowanie trudniej będzie coś do niego schować - samochód trzeba będzie bowiem odebrać z parkingu ładny kawałek stąd. Konsekwencje adekwatne do czynu. #parkowanie #przepisy #korki