BETA nonprofit public democratic european moderated

Search

#Horyzont

Czy Rosjanie poprzestaną na Ukrainie? Teraz coraz bardziej widać, że Rosjanie nie chcą żadnego pokoju. Konsekwentnie dążą do realizacji swoich celów w Ukrainie i nie zatrzymają się do momentu, aż nie przejmą pełnej politycznej kontroli nad Kijowem, jak to wielokrotnie powiedział Siergiej Ławrow, minister SZ Rosji. Ale ten sam Ławrow cały czas mówi bardzo ciekawe rzeczy, tylko trzeba go uważnie słuchać. Już pod koniec marca 2022 r. na forum rosyjskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych powiedział: „To, co dzieje się na świecie, nie dotyczy tylko i nie tyle Ukrainy, co raczej wysiłków na rzecz stworzenia nowego porządku świata”. Rosja jest zdeterminowana by wepchnąć się na szczyt światowych mocarstw i cały czas powtarza, że realizuje wizję świata wielobiegunowego, w którym nastąpi redystrybucja władzy (nad strefami wpływów). Ławrow wyjaśnia dalej, dlaczego jest to konieczne: „wiele lat temu, jakieś dziesięć lat temu, nasi zachodni koledzy przestali używać terminu „prawo międzynarodowe”, który promowali od momentu powstania ONZ, i przestali wzywać do wdrażania prawa międzynarodowego, a zamiast tego zaczęli żądać, aby wszyscy podporządkowali się opartemu na regułach porządkowi świata, szanowali go i przestrzegali tych reguł. Nikt jednak nie proponuje żadnych reguł, ponieważ nie ma żadnych reguł” – tak właśnie widzi to Ławrow. Wyjaśnia on, że dominujące państwa zachodnie wymyślają takie reguły na własne potrzeby i zmuszają takie państwa jak Rosja, by tańczyła tak, jak oni jej zagrają. Oczywiście taka sytuacja jest dla Rosji nie do zniesienia i nie do przyjęcia. To musi ulec zmianie i jest to kwestia przetrwania Rosji jako suwerennego państwa. Ławrow na tym samym forum dodaje: „reguły są tworzone dla każdego konkretnego przypadku, są pisane przez wąskie grono krajów zachodnich, które później przedstawiają je jako absolutną prawdę i żądają, aby wszyscy ich przestrzegali”. W marcu 2023 r. na forum ONZ w imieniu Siergieja Ławrowa głos zabrał przedstawiciel Rosji przy ONZ, Wasilij Niebienzia: „Wzywamy członków ONZ do spojrzenia poza horyzont chwili obecnej i przedstawienia wizji, jak moglibyśmy zbudować prawdziwie wielobiegunowy świat poprzez wspólne wysiłki, w którym zagwarantowane byłyby interesy wszystkich państw. Aby to osiągnąć, ważne jest omówienie kwestii ochrony celów i zasad Karty Narodów Zjednoczonych, w tym suwerennej równości państw. Ta rozmowa jest już dawno spóźniona”. Skoro Rosja podnosi tę kwestię także na forum ONZ, to widać jak bardzo jest to dla Moskwy ważne. To, by zbudować świat wielobiegunowy, czyli stworzyć własną, dużą strefę wpływów, bo tu nie chodzi o żadną równość, ale o równość możliwości Rosji i Chin z możliwościami Stanów Zjednoczonych na każdym polu. A w tym celu Rosja musi zgarnąć jak największy potencjał pod swoje skrzydła, potencjał gospodarczy, ludzki, intelektualny, surowcowy, polityczny i militarny. Właśnie potencjał całej Europy zagwarantowałby Rosji stawanie w szranki ze Stanami Zjednoczonymi jak równy z równym. Zresztą to nawet nie był pomysł Putina. Już Borys Jelcyn wiedział, czego potrzebuje Rosja, ale nie miał takich możliwości. Nie miał właściwie żadnych możliwości realizacji celów Rosji, które się nie zmieniły do dziś. Tylko dopiero dziś Rosja jest w stanie je realizować. Dzięki francuskiemu ośrodkowi analitycznemu Desk Russie (ale nie tylko) znany jest dialog Jelcyna z Clintonem w Stambule, 19 listopada 1999 r.: Jelcyn: „Proszę cię o jedno. Po prostu oddaj Europę Rosji. Stany Zjednoczone nie są w Europie. Europa powinna być sprawą Europejczyków. Rosja jest w połowie europejska, a w połowie azjatycka”. Clinton: „Więc chcesz też Azji?” Jelcyn: „Jasne, jasne, Bill. W końcu będziemy musieli się we wszystkim zgodzić”. Clinton: „Nie sądzę, żeby Europejczycy byli z tego bardzo zadowoleni”. Jelcyn: „Nie wszyscy. […] Możesz wziąć inne państwa i zapewnić im bezpieczeństwo. Ja wezmę Europę i zapewnię im bezpieczeństwo. No cóż, nie ja. Rosja. […] Bill, mówię poważnie. Oddaj Europę samej sobie. Europa nigdy nie była tak bliska Rosji, jak teraz. […] Mamy w Rosji siłę, by chronić całą Europę… Spójrz, Rosja ma siłę i intelekt, by wiedzieć, co zrobić z Europą”. Oczywiście dla Clintona to były rojenia Borysa Jelcyna, ale to nie tak. Moskwa nie zmieniła poglądów od czasów carskich. Rosja uważa, że budowa świata wielobiegunowego to przebudowa całego światowego porządku tak, by Rosja była jednym z ważnych hegemonów. 14 maja 2022 r. Ławrow powiedział agencji TASS: „Rosja, podobnie jak w 1917 i 1991 roku, stoi przed wyborem drogi historycznej. Okoliczności zewnętrzne nie tylko zmieniły się radykalnie, ale… zmieniają się coraz głębiej z każdym dniem. (…) A nasz kraj, oczywiście, zmienia się wraz z tymi okolicznościami i wyciąga własne wnioski”. I dalej dodał: „Kolektywny Zachód wypowiedział nam totalną wojnę hybrydową i trudno przewidzieć, jak długo to potrwa, ale jasne jest, że konsekwencje odczują wszyscy bez wyjątku. Rosja zrobiła wszystko, aby uniknąć bezpośredniego starcia. Ale skoro wyzwanie zostało rzucone, oczywiście je akceptujemy”. A następnie dodał to: „zaskakujące jest absolutnie jaskiniowe, rusofobiczne wzmożenie, które miało miejsce we wszystkich tak zwanych cywilizowanych krajach. Poprawność polityczna, przyzwoitość, zasady, a wraz z nimi i normy prawne, są po prostu odrzucane, stosowana jest kultura całkowitego zniesienia Rosji, wszelkie wrogie działania przeciwko naszemu krajowi, w tym bezpośrednie rabunki, są dozwolone”. Jeżeli minister spraw zagranicznych oskarża inne państwa o karalny w Rosji ekstremizm, jakim jest rusofobia, to znaczy że trzeba je zdenazyfikować. Przecież to jasne, trzeba je zdenazyfikować czyli podporządkować prorosyjskim (nierusofobicznym) władzom, a dla Rosji jest to po prostu kwestia przetrwania. Bo inaczej wróg będzie prowadził „wszelkie działania, w tym bezpośrednie rabunki”. To nie mówi byle kto. To oficjalne stwierdzenie urzędującego ministra spraw zagranicznych. Z kolei Dmitri Pieskow, rzecznik Kremla, 4 sierpnia 2022 r. powiedział: „Sytuacja ta narastała przez kilka dekad, pod wieloma względami sprowokowana agresywną polityką Sojuszu Północnoatlantyckiego wobec naszego kraju, nieustannie zbliżającego swoją infrastrukturę do granic Federacji Rosyjskiej w kolejnych falach. Stworzyło to dla nas dodatkowe zagrożenia i zmusiło Rosję do podjęcia działań”. Warto zauważyć, że Rosja zawsze będzie graniczyła z państwami NATO, a szczególnie wtedy jak włączy Ukrainę do swojej strefy wpływów. Jak włączy Polskę do swojego obozu, to ten obóz nadal będzie graniczył z państwami NATO. I znów Rosja zostanie zmuszona do podjęcia działań… Dopiero jak rosyjska strefa wpływów rozciągnie się po samą Portugalię, dopiero wówczas przestanie graniczyć z państwami NATO, bo te zostaną za oceanem. Wtóruje im Nikołaj Patruszew, wciąż ważna persona na Kremlu i przyjaciel Władimira Putina: „ludzie Zachodu kategorycznie nie chcą przyznać, że świat, wbrew ich scenariuszom, przechodzi transformację. Jednobiegunowy, zachodniocentryczny świat się przeżył. Następuje formowanie się wielobiegunowości. Logiczną tego konsekwencją jest procesu tworzenia nowego porządku świata.” Nowy porządek świata, przebudowa światowego systemu bezpieczeństwa, świat wielobiegunowy ze złamaną dominacją Zachodu. To właśnie jest cel Rosji! A niektórzy dyskutują o tym, czy Rosja chce przyłączyć cały Obwód Doniecki, czy nie chce. To tak, jakby ktoś napadł w celu przejęcia cukierni, a ktoś inny się zastanawiał, czy jak go poczęstuje ciastkiem, to napadający odpuści… Rosji nie chodzi nawet o całą Ukrainę, która jest pożądana na początek. Docelowo jednak Rosji chodzi o znacznie więcej. Czy nadal ktoś wierzy, że Rosja po pokonaniu Ukrainy się zatrzyma? Kto pierwszy powiedział, że Rosja nie zatrzyma się na Ukrainie? Prezydent USA Joe Biden. Chyba coś na ten temat wiedział… Co prawda prezydent Donald Trump nie ma zamiaru powtarzać tego co mówił jego poprzednik, ale jego ważny generał, dowódca sił NATO w Europie, gen. Alexus Grynkewich, już tak. Ostrzega przed dalszymi działaniami Rosji, a nawet podaje datę, od kiedy trzeba się tego bezpośrednio spodziewać – 2027 r. Ponadto dodaje, że wówczas po środki militarne mogą też sięgnąć Chiny. O czym pośrednio świadczy też cytowana przeze mnie rosyjsko-chińska deklaracja z 4 lutego 2022 r., a która przeszła tak bez echa, choć to żadna tajemnica. Książkę J.F. Morgenthau polecam. To nowy autor i nie należy go mylić ani z Henry Morgethau (amerykańscy dyplomaci, syn i ojciec Henry junior i Henry senior), ani z niemieckim politologiem Hansem Morgenthau. Książki J.F. Morgentahu ukazują się w J.F. Publishing i jest to przypuszczalnie pseudonim osoby dobrze zorientowanej, która nie chce ujawniać swojego nazwiska (możliwe, że były analityk CIA/DIA, bo widzi dużo). Moi drodzy, jeśli Wam się podoba, i jeśli mam swój czas poświęcać, jeśli chcecie coś poczytać, to poproszę o kawkę, to tylko 10 czy 20 zł. Pozdrawiam wszystkim i dziękuję mocno tym, co kawki kupują. https://t.co/pPHnCSlfpS #Rosja #Ukraina #geopolityka

MGŁA WOJNY - Polska w rosyjskim lustrze Na potrzeby tego tekstu przejrzałem 56 dostępnych publikacji z rosyjskich i białoruskich źródeł, od komunikatów i komentarzy po opracowania eksperckie. Szukałem nie tego, co Moskwa mówi do Polski, lecz tego, jak opisuje Polskę na własny użytek. Co Moskwa uznaje dziś za polską przewagę? Nie tylko armię. W rosyjskich analizach, i tu uwaga, za naszą przewagę uznaje się wolę polityczną, trwałość kursu wobec Rosji, powiązania sojusznicze i rolę Polski w zaopatrywaniu Ukrainy. Polska nie jest tam opisywana jako państwo, które łatwo przekonać do zmiany strony. Jest opisywana jako państwo, którego zdolność działania trzeba ograniczyć. To ważne rozróżnienie. Rosyjscy autorzy widzą, że spór w Polsce o zakres pomocy Ukrainie nie oznacza zgody na politykę Kremla. Widzą też, że zwiększamy własny potencjał wojskowy i jednocześnie potrzebujemy sojuszników do rozpoznania, dowodzenia i odstraszania. Na swój użytek zapisują więc 2 rzeczy naraz. Polska będzie przeciw Rosji, ale sposób, w jaki działa wraz z innymi, można próbować zakłócić. W tym obrazie naszą słabością nie jest brak stanowiska wobec Rosji. Jest nią możliwa różnica między stanowiskiem a zdolnością jego wykonania. Na przykład Żukowski rozpoznaje ponadpartyjną ciągłość polskiego kursu, a jednocześnie opisuje spory kompetencyjne między prezydentem a rządem (źródło: RSMD). Istomin wskazuje natomiast na zależność europejskich armii od amerykańskich zdolności rozpoznania i dowodzenia (źródło: RSMD). Dla Moskwy pytanie nie brzmi więc, czy Polska przestanie pomagać Ukrainie. Brzmi, jak długo potrafi pomagać pod presją, nie tracąc czasu na uzgadnianie własnej odpowiedzi. 25 września Putin zapewniał, że Rosja nie przygotowuje wojny z Europą, a równocześnie mówił o naruszaniu praw rosyjskojęzycznych w państwach bałtyckich (źródło: RBK). W swoich wypowiedziach zwracałem uwagę na sens takiego adresowania przekazu. Zagrożenie skierowane do jednego państwa wygląda inaczej z Tallinna, inaczej z Warszawy, inaczej z Madrytu. Moskwa nie musi przekonać całego Sojuszu do swojej wersji. Wystarczy, że utrudni mu wspólną ocenę sytuacji. Ten sam problem widać po stronie Sojuszu. Generał Alexus Grynkewich zwrócił się do sojuszników o szczegółowe informacje o incydentach hybrydowych i podjętych działaniach, aby lepiej rozpoznać podatności NATO i przyspieszyć wspólną ocenę zdarzeń (źródło: Politico). W przypadku Polski ważniejszy od retoryki jest kierunek uderzeń. Rosyjskie Ministerstwo Obrony potwierdziło atak na przejście w Jahodynie i skład kolejowy w pobliskich Rymaczach, przedstawiając uderzenia w przejścia graniczne jako sposób zakłócania dostaw (RBK). Rosyjscy komentatorzy pisali następnie o ruchu lotniczym w rejonie Rzeszowa, obciążaniu obrony powietrznej i potrzebie powtarzania takich działań przez 2–3 miesiące (Moskowskij Komsomolec; Moskowskij Komsomolec). Ten horyzont sięga początku zimy 2026/2027. Nie twierdzę, że uderzenie po ukraińskiej stronie granicy jest uderzeniem w samą Polskę. Twierdzę, że z perspektywy Moskwy można uderzać w ukraińską logistykę tak blisko Polski, aby koszt ochrony własnej przestrzeni i utrzymania dostaw ponosiła też Warszawa. Aby musiała reagować w rytmie narzuconym przez Moskwę. To różnica zasadnicza. Wegecjusz pisał, że - rzeczy nagłe przerażają przeciwnika, a do rzeczy powtarzalnych przeciwnik przywyka. Nie przywołuję go dla ozdoby tego tekstu. Zawsze, gdy chcę unikać halucynacji analitycznych, wracam do klasyków strategii. W tym współczesnym przypadku pierwszy alarm uruchamia uwagę państwa, kolejny wymusza procedurę, a następne zaczynają zużywać czas, ludzi i sprzęt. Reakcja staje się rutyną, której częstotliwość i koszt przeciwnik może mierzyć. Jeżeli zakłócenie staje się zwykłym elementem dnia, przeciwnik uzyskuje efekt bez przekroczenia progu otwartej wojny i zużywa nasze zasoby, nie ponosząc porównywalnego kosztu. Tak rozumiem próbę oswojenia Polski z naciskiem w ramach rosyjskiej „Nowej Wojny”, którą opisuję pojęciem Wojny Zrównoważonej. Odróżniam ją od rzekomej „doktryny Gierasimowa”, nazwy, którą Mark Galeotti później sam uznał za mylącą (źródło: „Foreign Policy”). W tym miejscu wracam do mojego niedawnego tekstu Glazomier–Bystrota. Moskwa mierzy odległość, czas reakcji i koszt kolejnych alarmów, po czym sprawdza, jak szybko może ponowić nacisk. Nie mam dowodu, że rosyjskie ministerstwo, komentatorzy i politycy działali według jednego wrześniowego harmonogramu. Widzę zbieżność kierunku działań. To przesłanka do badania operacji kaskadowej, nie dowód na jeden plan. Rosyjskie teksty o naszej polityce pokazują drugi obszar pomiaru. Ich autorzy nie zakładają, że Polska nagle zmieni stosunek do Rosji (jak mogą to zrobić Niemcy, Węgry, Słowacja czy nawet Czechy). Dostrzegają za to możliwość sporów o to, kto podejmuje decyzję, jakie ryzyko wolno podjąć i kto poniesie jego koszt. Różnica między trwałością strategicznego kursu a sprawnością wykonania jest dla Moskwy przestrzenią działania. Silna armia nie usuwa tej podatności. Może ją nawet przesłonić, jeśli całą rozmowę o odporności sprowadzimy do liczby kupionych systemów obronnych i ofensywnych, zamiast pytać o reakcję, która podnosi koszt rosyjskich działań i utrudnia osiągnięcie ich celu. Widzę też dalszy scenariusz rosyjskich operacji, ale oznaczam go jako moją hipotezę. Powtarzalne zdarzenia poniżej progu wojny mogą osłabiać uwagę i gotowość, zanim nastąpi poważniejszy incydent o spornej atrybucji. Nagła groźba eskalacji mogłaby wówczas posłużyć do wymuszenia rozmów ponad głowami państw, których bezpieczeństwo jest przedmiotem sporu. To wariant NATISKU, którego wskaźniki trzeba obserwować, a nie ogłaszać jako podjętą już przez Kreml decyzję. Moja ocena jest następująca. Rosja nie musi dziś planować pełnoskalowej wojny z Polską, żeby osłabiać naszą zdolność wspierania Ukrainy i testować spójność NATO. W rosyjskim obrazie Polska jest przeciwnikiem konsekwentnym, lecz działającym w sieci zależności. Dlatego nacisk może być kierowany nie na zmianę naszej deklarowanej polityki, ale na czas, koszt i spójność jej wykonania. Odporność zaczyna się przed następnym Jahodynem. Musimy wiedzieć, kto zbiera obraz zdarzenia, kto podejmuje decyzję i kto przedstawia ją nam oraz sojusznikom. Inaczej rosyjskie tempo operacji znów okaże się szybsze od naszego procesu decyzyjnego. Pozdrawiam i dziękuję #Polska #wojna #Rosja

Komisja Europejska chce odblokować Węgrom 4,2 mld euro z funduszy spójności i przywrócić pełny dostęp do programów Erasmus+ oraz Horyzont Europa. Według Brukseli Budapeszt przeprowadził reformy, które rozwiązują problemy związane z praworządnością. #Węgry #funduszeEuropejskie #praworządność #HU

Komisja Europejska rekomenduje zakończenie procedury warunkowości, która w 2022 r. zablokowała Budapesztowi dostęp do 4,2 mld euro, a studentom drogę do Erazmusa (naukowcom do Horyzontu). https://t.co/FjZYmbdN6v? #Węgry #kropka_hu #Węgry #Erazmus #Horyzont #HU

Widzę radość u części "jedynie patriotycznego" komentariatu po niedojściu do powstania szerokiego, z udziałem @KoronyPolskiej, paktu senackiego po prawej stronie na wybory 2027. Argument jak w przeszłości - w końcu nie będzie balastu (obciachu), zgodnie z wolą największego sojusznika zza Atlantyku i uda się rządzić samodzielnie. No to przypomnijmy fakty. Bez głosów Andrzeja Leppera prezydentem w 2005 nie zostałby Lech Kaczyński. Co zrobiło @pisorgpl? Uderzyło w Leppera, Samoobronę, ciesząc się, że w końcu nie będzie balastu (obciachu), zgodnie z wolą największego sojusznika zza Atlantyku i uda się rządzić samodzielnie. Co było niebawem? Przedterminowe wybory i oddanie władzy @donaldtusk na 8 lat. Wyciągnęli wnioski? Bez mandatów @KONFEDERACJA_ nie było szans na większość po 2023. Co zrobiło @pisorgpl? Uderzyło w końcówce kampanii 2023 w @KONFEDERACJA_ ciesząc się, że nie będzie balastu (obciachu), zgodnie z wolą największego sojusznika zza Atlantyku i uda się rządzić samodzielnie. Co było niebawem? Przejęcie władzy przez @donaldtusk na 4 lata. Wyciągnęli wnioski? Bez głosów @GrzegorzBraun_ @NawrockiKn nie zostałby prezydentem. Bez mandatów @KoronyPolskiej nie będzie większości w Sejmie i Senacie w 2027. Bez głosów @GrzegorzBraun_ prezydent @NawrockiKn będzie miał mocno pod górkę z reelekcją w 2030. Wyciągną wnioski? Nie, bo ten "jedynie patriotyczny" komentariat, od zrzucania balastu (obciachu), zgodnie z wolą największego sojusznika zza Atlantyku miał i ma, z racji swojej intelektualnej dysfunkcji, horyzont myślowy niewykraczający poza jutrzejszą jajecznicę o poranku. Jeśli swoimi opiniami inspiruje od lat polityków tzw. "obozu patriotycznego", to nie ma się co dziwić, że tenże "obóz patriotyczny" jest w słabej, lagodnie rzecz ujmując, kondycji. Dodając, że na poprawę się nie zanosi. Jeśli za ponad rok będziecie szukali winnych braku większości po prawej stronie w Sejmie I Senacie to przypomnijcie sobie choćby zlote myśli tego "państwowca" poniżej. Od wczoraj lista jedyniepatriotycznych estetów się ponownie wypełnia. W parze z tym rośnie więc szansa na kolejne cztery lata rządów @donaldtusk. #Polska #polityka #wybory

Kryzys mamy opisany co do złotówki – znamy przyczyny, skalę i rosnącą do 250 mld zł lukę finansową w @NFZ_GOV_PL.  Po raz pierwszy od lat nie trzeba już niczego badać ani liczyć, wystarczy otworzyć gotowy katalog decyzji, przystąpić do realnego działania i przestać udawać, że ciągle nas coś zaskakuje. Wiedzę mamy kompletną, brakuje czytelnego, sięgającego horyzontu 5-7 lat harmonogramu działania. Zatem niech każda z opisanych reform otrzyma wreszcie datę i dysponenta, dopóki wybór jeszcze należy do nas – później zostanie tylko arytmetyka. A ta nie zna wyjątków: zamiast decyzji przynosi limity, kolejkę awansuje na oficjalny instrument równoważenia budżetu, szpitale powiatowe zdejmuje z mapy niewypłacalnością, a pacjentowi każe dopłacać prywatnie za świadczenie, na które składkę już zapłacił. Reforma odłożona nie znika – wraca jako racjonowanie, dekapitalizacja, odwrót od jakości. @MZ_GOV_PL @NaczelnaL @WIMWarszawa @TermediaPL @MenedzerZdrowia Kto chce sprawdzić rachunek pozycja po pozycji – całość w artykule 🔗 https://t.co/yujgWsz6o8 #zdrowie #reforma #NFZ

mickpl 4w

Gdyby Polakom ograniczyć akumulowanie nieruchomości tak z 10 lat temu, nasza gospodarka wyglądałaby zupełnie inaczej. Oczywiście trzeba by przygotować szkielet regulacyjny pod nosacza, czyli np. zakazać brokerom oferowania CFD obok akcji i innego syntetycznego bagna. No ale dalej już z górki. Jak teraz mamy hossę to giełda by pewnie się spompowała x 5. Mariusze z Januszami debatowałyby czy pakować w CDR czy tam klasycznie Orlen. "Windfall tax" dla petrochemii, banków czy surowców? Łooo panie, toć to okradanie rodaka w biały dzień. Zysk wypłaca się przez dywidendę. Kto wie jak daleko by to zaszło. Ogromny strumień hajsu mógłby poodpalać kolejne przedsięwzięcia. Uber? Sami se postawimy coś podobnego. AI? Tu jest emisja nowej spółki. Kto wie, może wreszcie doczekalibyśmy się polskiego automotive. Stabilny wzrost na giełdzie stałby się tematem politycznym. Tak jak jest takim tematem w USA. No ale tyle z mrzonek, bo postawiliśmy na lanie betonu do dziury. Naprodukowaliśmy kawalerek po horyzont no i mamy, może w przyszłości tam będą mieszkać, nie wiem, imigranci. #gospodarka #nieruchomości #giełda

mickpl 4w

Deweloperka to tak w sumie uwierzyła trochę we własną propagandę, że no Polacy kochają małe mieszkania (i stare samochody). Nabudowali tego od groma, nawyciskali PUM-u, hype na kurnik inwestycyjny się skończył, no a teraz nie ma kto kupić. Widzita, dlatego potrzebne są normy, minima i standardy. Narzucane przez państwo. W zdrowym kraju deweloper buduje "co chce rynek", ale o tym co ten rynek chce mówi mu gmina. Bo najwyraźniej skończy się to tak, że deweloperzy pobankrutują, ludzie i tak nie będą mieli oferty, a co zostanie to krajobraz miasta obsianego kurnikiem inwestycyjnym po horyzont. No, może w tym będą mieszkać, nie wiem, imigranci. Dziękuję za uwagę bardzo serdecznie. #deweloperka #mieszkania #nieruchomości

Poznałem ostatnio na treningu rodziców jednego z dzieciaków, z którym ćwiczy mój syn. Na pierwszy rzut oka wyglądali rozsądnie. Pomyślałem: może być wartościowy networking. W moim wieku człowiek zaczyna rozumieć, że portfel należy dywersyfikować nie tylko geograficznie. Również towarzysko. Nigdy nie wiadomo, czy za dziesięć lat człowiek poznany przy dziecięcej szatni nie zostanie dyrektorem regionalnym, właścicielem hurtowni albo przynajmniej kimś, kto potrafi załatwić taniej klimatyzację. Wczoraj zaprosili nas z synem do siebie. Przyszliśmy punktualnie. Nie lubię się spóźniać. Czas to pieniądz, a cudzy czas to potencjalnie cudzy pieniądz, który może kiedyś pracować dla mnie. Już od wejścia zauważyłem pierwsze niepokojące sygnały. W kuchni stała zgrzewka Żywca Zdroju. Butelkowana woda. W mieszkaniu. Z dostępem do wodociągu. Wziąłem głęboki oddech. Networking czasem wymaga kompromisów. Usiedliśmy. Kawa. Rozmowa. Dzieci poszły do pokoju. Ojciec opowiadał coś o stopach procentowych. I wtedy, po może pięciu minutach, z pokoju: - TATOOOOO! Krzyk mojego syna. Wstaliśmy wszyscy. Ojciec gospodarza od razu spytał się: - Uderzył cię? Ja wiedziałem, że nie. On po zwykłym uderzeniu nie woła mnie takim tonem. To nie był ból fizyczny. Mój syn stoi na środku pokoju. Patrzy na mnie szeroko otwartymi oczami. - Co jest? - pytam. Nie odpowiada. Tylko pokazuje palcem, żebym się nachylił. Podchodzę. On zasłania usta dłonią i szepcze mi do ucha: - Tato... Przełyka ślinę. - On ma skarbonkę. Zamarłem. Przez sekundę miałem nadzieję, że źle usłyszałem. - Co? Syn dyskretnie wskazał wzrokiem na półkę. Spojrzałem. Stała tam. Różowa. Ceramiczna. Świnia. Z otworem na monety. Poczułem, jak robi mi się gorąco. Jestem tolerancyjny. Ale to? To była indoktrynacja dziecka. Podszedłem bliżej. Potrząsnąłem delikatnie skarbonką. Brzęknęło. Pełna. - Ile tutaj jest? Matka spojrzała na mnie trochę zdziwiona. - Nie wiem. On sobie zbiera. - Na co? Chłopiec odpowiedział: - Na grę. Czyli było jeszcze gorzej. Nie dość, że kapitał nie pracował, to od początku miał zostać przeznaczony na konsumpcję. Spojrzałem na jego ojca. - Wy o tym wiecie? - O czym? - Że on trzyma gotówkę w ceramice. Zaśmiał się. - No przecież to skarbonka. - Wiem, co to jest. Nie lubię, kiedy ktoś tłumaczy mi instrument finansowy, który właśnie analizuję. Usiadłem obok chłopca. - Ile masz lat? - Jedenacie. Pokiwałem głową. Idealny horyzont inwestycyjny. - A wiesz, czym jest inflacja? Popatrzył na ojca. Ojciec powiedział: - Daj mu spokój. Zignorowałem. Wyciągnąłem telefon. - Słuchaj. Załóżmy, że masz tutaj pięćset złotych. - Mam chyba czterysta. Bardzo dobrze. Przynajmniej znał wartość aktywów. Mądrzejszy od rodziców. Wpisałem 400 zł. 8 procent. Kilka dekad. Pokazałem mu ekran. - Widzisz tę liczbę? Kiwnął głową. - A teraz spójrz na świnię. Spojrzał. - Świnia ci tego nie da. Cisza. - Świnia nie wypłaca dywidendy. Ojciec zaczął się śmiać. Nie wiem dlaczego. Sytuacja była poważna. - Świnia nie reinwestuje odsetek. Świnia nie daje ekspozycji na światową gospodarkę. Świnia stoi na półce i patrzy, jak inflacja zjada twoją przyszłość. Chłopiec przyciągnął skarbonkę do siebie. Odruch obronny. Typowe przy pierwszym kontakcie z edukacją finansową. - Ale ja chcę grę. - Dzisiaj chcesz grę. Zrobiłem pauzę. - A za trzydzieści lat będziesz chciał wolności. Przez chwilę zapadła cisza. Czułem, że zaczyna docierać. Zaproponowałem, żebyśmy od razu policzyli zawartość skarbonki i ustalili plan przeniesienia środków do sensowniejszych aktywów. Ojciec powiedział: - Nigdzie nie będziemy przenosić jego pieniędzy. Skarbonka uczy dziecko oszczędzania. I wtedy zrozumiałem, że dalsza edukacja nie ma sensu. Nie każdy jest gotowy. Nie każdy chce pomocy. Położyłem rękę na ramieniu syna. - Chodź. - powiedziałem. Przerwa. - Bo jeszcze się zarazisz. Networking, który wymaga tolerowania gotówki leżącej bezczynnie w ceramicznej świni, przestaje być networkingiem. Staje się ekspozycją na złe nawyki. A od takich ludzi najlepiej trzymać dzieci z daleka. #FIRE #edukacjafinansowa #networking #oszczędzanie

@PanP23929 A to nie jest tak, że można dbać o interesy zarówno Polaków jak i Ukraińców? Czy w ciasnych horyzontach Zajączkowskiej i Pana Komentatora to się już nie mieści? #Polska #Ukraina #Interesy

Ależ mam problem z tym naszym polskim morzem. Mamy przecież przepiękne, wspaniałe plaże. Piasek aksamitny, bielutki, sypki, mało gdzie w Europie jest tak super. Mamy piękną naturę dookoła. Wydmy czy gęsto porośnięte wzgórza i parki narodowe (np. w okolicach Międzyzdrojów) wyglądają bajecznie jak z filmów studia Ghibli. Mamy pieniądze unijne na renowacje. Widać, że promenady, skwerki, chodniki, infrastruktura rowerowa i inne podobne są dofinansowane, a tabliczek unijnych jest niemal tyle, co smażalni ryb. Mamy doskonały porządek. Zdziwiło mnie, ze w Świnoujściu przy morzu jest wręcz… sterylnie czysto. Codziennie służby miejskie sprzątają, zero walających się śmieci czy butelek, zero nieczystości, wygląda to pięknie. A co poza tym? Mamy kompletną cepeliadę. Nikt nie panuje nad tym jak wyglądają oznakowania lokali, jakie są reklamy, jaki jest hałas i chaos, jakie tony chińskiego badziewia się przewala codziennie. Mamy knajpiany valuemaxxing. Tyle, że po stronie właścicieli lokali. Oczywiście, można znaleźć tanie miejsca, ale słowo klucz to „znaleźć”. A tak, to poza cenami drastycznie niewystarczająca liczba niezadowolonych (to nie dziwi) pracowników, stoły klejące, toalety brudne, a towar smażony w najtańszym oleju na najtańszym sprzęcie. Mamy rządy deweloperów. Autentycznie zdębiałem, jak zobaczyłem bloki budowane w Międzyzdrojach DOSŁOWNIE na wydmach. Zaraz przyklejone do parku narodowego. W Świnoujściu absolutny horror architektoniczny, zero ładu i składu, „modernistyczne” straszaki co chwile ranią oczy, a wielkie hotele wyłaniające się zza horyzontu przypominają Ohmu zmierzające ku morzu. Mamy brak tradycji i brandingu. Przez te prawie 40 lat mogliśmy wyrobić tyle tradycji: przede wszystkim kulinarnych i pamiątkowych (bursztyn). Tymczasem nad morzem sprzedaje się przede wszystkim generyczne gówno do jedzenia: czipsy z ziemniaka, dziwne importowane lody, jakieś desery z tiktoka w „lounge cafe” i wspomniany wyżej chiński plastik. — Te wszystkie wady uwypukla dosłownie 12-minutowa podróż autem ze Świnoujścia do Ahlbecku, niemieckiej, przygranicznej miejscowości. Oglądająca zarówno polską, jak i niemiecką stronę po raz pierwszy żona spytała czy wjechaliśmy do Disneylandu (w którym byliśmy miesiąc temu). Idealnie zadbana zieleń. Stare, urocze budownictwo zaopiekowane, jakby powstało wczoraj. Praktycznie brak nowoczesnych horrorków architektonicznych. Nie wciska się świecących lampek i barakowozów w każdą możliwą przestrzeń. W większości jakieś stare knajpy z cenami w żaden sposób nie droższymi niż u nas (różnica w mocy nabywczej…!)… — To nie jest tak, że tam jest idealnie, a u nas wszystko do dupy. Co to to nie. Ale przeokropnie boli, że jest TAK BLISKO. Że tak niewiele brakuje, abyśmy byli dosłownie europejską top-lokalizacją wakacyjną. Nawet „bez pogody”, jak jest 20 stopni, to i tak jest co robić i na zmianę z upalnymi dniami to wypada super. A starczyłoby pokierować się trochę bardziej długofalowym planem, nie na wszystko zezwalać, poszukać partnerów „na poziomie” i ze zrozumieniem prawdziwej siły, dofinansować, wybierać perły. Ot, w Świnoujściu znaleźliśmy piekarnię Zakwas Kontrolowany - z pieczywem lepszym niż sieciowym (nie używam słowa „rzemieślnicza”, bo nie znaczy ono nic), nawet w rozsądnych cenach. Jedno miejsce, schowane na osiedlu. I co? I CODZIENNIE kolejka jeszcze przed otwarciem, czekałem prawie godzinę na chleb, chore. Jakościowe, nieoscamowane rzeczy się bronią, warto byłoby je pompować. Promować. Ściągać. Szukać miejsc starych, jakoś je pooznaczać, zrzeszyć, zachować ten „heritage”. Wydobyć dumę z tych właścicieli niewielkich lokali, którzy od lat działają. Uhonorowani też by się pewnie przyłożyli bardziej. A nie, że idziemy do jednej z knajp zawartych w przewodniku Michelin, to nie dość, że umiejscowiona w nowym, wielkim hotelu, to jeszcze… w sobotnie popołudnie, mimo braku jakichkolwiek oznaczeń, zamknięta, bo ktoś z hajsem urządził sobie w niej kinderbal. W restauracji z przewodnika, w sobotę popołudniu. Tym bardziej, że osoby może w wieku do 40 lat nie zrozumieją, ale to jest potężny, POTĘŻNY plus, że można wsiąść we własne auto lub pociąg i po kilku godzinach jazdy autostradą lub drogą szybkiego ruchu dojechać POD SAMO MORZE (tak, teraz można już pod samo morze z całej Polski). Nie martwimy się, gdzie mamy płyny w walizce. Nie zastanawiamy, czy nie jest 5cm za długa albo 3kg za ciężka. Nie przechodzimy przez bramki bezpieczeństwa ani nie czekamy na wolny slot na lotnisku. Nie zostawiamy depozytu z kredytówki w wypożyczalni aut. Nie szukamy dodatkowego ubezpieczenia. Jest masa drobnych i w gruncie rzeczy upierdliwych czynności, do których przywykliśmy (my, ekhm, młodzi), których tu po prostu nie ma. Wsiadamy, jedziemy, wysiadamy nad morzem i mamy relaks. PIĘKNA sprawa. A potem już spacer po plaży lub nostalgicznie pachnących wydmach z rodzinką lub Edytą Bartosiewicz albo Varius Manx na słuchawach, gdzie naprawdę uderza to inaczej, dużo mocniej. 90sPolskaMaxxing w pełni. I tym wpisem zupełnie nic nie zmienię, bo pewnie buntując się przeciw blokom na plaży „jestem antypostępowy”, ale trudno. Kto się nie boi takiej betonozy, niech obejrzy na Netflixie Pom Poko (Szopy w natarciu) Isao Takahaty i Księżniczkę Mononoke Hayao Miyazakiego. Igranie z naturą to ryzykowna sprawa! No ale cóż, i tak wrócimy. Polskie morze można tylko kochać. #PolskieMorze #Plaże #Turystyka

Zazwyczaj na Niebezpieczniku informujemy o smutnych sprawach, ale dziś informujemy o sprawie wyjątkowo smutnej. Wczoraj odszedł Paweł "kravietz" Krawczyk, jeden z pionierów polskiego IT security i prawdziwy hacker w dobrym tego słowa znaczeniu. Paweł zawsze chętnie dzielił się wiedzą, inspirował setki osób i swoimi działaniami oraz kodem realnie wpłynął na stan polskiego cyberbezpieczeństwa. Był też mocno zaangażowany w budowę krakowskiej społeczności bezpieczników i aktywnie udzielał się w sieci. Lata temu na stronie https://t.co/011K6Kp69U, ostatnio także na Twitterze i Mastodonie. Pawła możecir pożegnać 21 sierpnia o 13:00 w kaplicy na cmentarzu w Batowicach (ul. Reduta w Krakowie). Pracowałem z Pawłem ramię w ramię przez kilka lat. Przegadaliśmy wiele wieczorów i nocy. Przez ostatnie 20 (!) lat dyskutowalismy o różnych tematach. Jego spojrzenie na wiele kwestii było nieszablonowe i dające do myślenia. Będzie mi Pawle brakować tych skłaniających do poszerzenia horyzontu rozmów. dpd timeout ipsec down Do zobaczenia po drugiej stronie tunelu Kravietz! -- Piotrek #Cyberbezpieczeństwo #ITsecurity #PamiętamyKravietza

Onet.pl Aug 8

12. sierpna 2026 r. dojdzie w Polsce do częściowego zaćmienia Słońca, które będzie najlepiej widoczne w zachodniej części kraju, z maksymalną fazą około godz. 20.00, jednak Słońce w wielu miejscach zniknie za horyzontem krótko po rozpoczęciu zjawiska. #ZaćmienieSłońca #Polska #Astrofizyka

Spektakularne zaćmienie Słońca. Gdzie i kiedy obserwować je w Polsce? [MAPY]

NASA odkryła na Marsie niezwykłą formację geologiczną, określaną jako „morze wielokątów”, która przypomina plaster miodu i rozciąga się po horyzont, co zaskoczyło badaczy podczas misji łazika Curiosity w dolinie Valle Grande. #Mars #Curiosity #nauka

Niesamowite „bezkresne morze wielokątów” na Marsie. „Zaparło nam dech w piersiach”

Reakcja wojska - na gorąco Najważniejsze z naszego punktu widzenia są rakiety manewrujące (skrzydlate), które co warto podkreślić, nie są balistyczne (jak walą w telewizorni o zgrozo), to inna kategoria. To mini samoloty sterowane automatycznie, mające swoje małe silniki odrzutowe i rozkładane skrzydła, dzięki którym lecą. Takich odrzutowych pocisków Rosjanie odpalili 61. Większość z nich to pociski skrzydlate Ch-101 (czytane „Ha-101”, a nie „Ce-Ha” jak to się pojawia w telewizjach, bo to litera „X” w cyrylicy, czyli nasza głoska „ch”) odpalana z bombowców strategicznych Tu-95MS i Tu-160. Najczęściej są one uwalniane w zaczepów samolotu nad Morzem Kaspijskim, czyli z bezpiecznej dla bombowca odległości, a jednocześnie jest to zabezpieczenie, że gdyby nie uruchomił się silnik pocisku po zrzucie, to rakieta wpadnie do wody i nie narobi szkód na ziemi. Drugi typ, to pociski 3M14 Kalibr klasy „woda-ziemia”, który jest odpalany z okrętów Floty Czarnomorskiej, tak nawodnych jak i podwodnych. Jest on bardzo podobny do Ch-101, a oba w swojej koncepcji i wielu podstawowych parametrach przypominają amerykańskie pociski BGM-109 Tomahawk. Ich napęd stanowi niewielki silnik odrzutowy nadający im prędkość w granicach 900-950 km/h Pocisk wykonuje lot na wysokości 50 do 200 m, tak by był trudny do wykrycia oraz do zestrzelenia. Do wykrycia jest trudny, bowiem zasięg radarów naziemnych zależy od wysokości lotu wykrywanego obiektu. Cele lecące nisko są wykrywane z bliska, a im wyżej tym dalej. Zasięg wykrycia radaru pocisku lecącego na wysokości 100 m to ok. 35 km, na wysokości 500 m to ok. 85 km, a na wysokości 1000 m to jakieś 130 km, a na wysokości 3000 m to ok. 230 km, itd. Wynika to z krzywizny ziemi i zależy od wysokości, na jakiej znajduje się antena radaru nad ziemią (realny zasięg to ok. 85 % horyzontu radiowego ze względu na tłumienie przez odbicia od przeszkód terenowych). Pocisk który spadł na południe od Lublina był obserwowany przez Ukraińców, którzy wykonali na niego nieudany atak myśliwcem nad swoim terytorium i przekazali nam informacje o przelocie pocisku. Ukraiński myśliwiec odszedł od celu na 20 sekund przedtem, kiedy przekroczyłby polską granicę, dlatego strzał w kierunku Ukrainy z naszego myśliwca był dość ryzykowny, bowiem rakieta mogłaby przechwycić ukraiński samolot zamiast pocisku, ale w ogóle strzelanie do pocisku który nie leci bezpośrednio w kierunku dużych siedlisk ludzkich (miasto, duża wieś) jest sprawą dość trudną, o czym dalej. Polskie środki radarowe obserwowały jeszcze nad Ukrainą zarówno pocisk, jak i samolot myśliwski Sił Powietrznych Ukrainy, wykonujący atak na niego, nieudany jak się okazało. Polska reakcja Oczywiście nasze środki obrony powietrznej były już w pełnej gotowości bojowej od rozpoczęcia zmasowanego ataku na Ukrainę. Z 32. Bazy Lotnictwa Taktycznego z Łasku wysłano w rejon przygraniczny parę uzbrojonych myśliwców F-16C, a z 22. Bazy Lotnictwa Taktycznego z Malborku wystartowała para uzbrojonych MiG-29, które zamykały obszar od strony północnej. Według doniesień, rejonie operowała też para niemieckich myśliwców Eurofighter z Taktisches Luftwaffengeschwader 31 „Boelcke”, oczywiście również z uzbrojeniem, operując z macierzystej bazy z Nörvenich w Niemczech, korzystając z tankowania w powietrzu z pojedynczego Airbusa A330-243MRTT z Wielonarodowej Floty Wielozadaniowych Samolotów Tankowania i Transportu NATO z Eindhoven w Holandii (startował z Kolonii, z bazy wysuniętej). Pełną gotowość bojową z rakietami na wyrzutniach osiągnął też holenderski 802. Dywizjon przeciwlotniczych rakiet „Patriot” stacjonujący przy lotnisku Rzeszów Jasionka. Dowódca operacyjny gen. dyw. Ireneusz Nowak wspomniał też, że gotowość bojową osiągnęły też inne jednostki rakiet przeciwlotniczych. Możliwe, że chodziło o 18. Pułk Przeciwlotniczy z Zamość (Sitaniec) wyposażony w system przeciwlotniczy „Mała Narew”, ale sądzimy, że z pewnością chodziło też o 37. Sochaczewski Dywizjon Rakietowy Obrony Powietrznej im. gen. bryg. Tadeusza Błaszkowskiego z Sochaczewa-Bielic na systemach Patriot PAC-3 MSE, pełniący dyżur bojowy na lotnisku Bemowo w Warszawie. Dodatkową ciekawostką jest, że operowanie myśliwców zabezpieczał polski samolot dozoru radiolokacyjnego SAAB 340 AEW&C z 44. Kaszubsko-Darłowskiej Bazy Lotnictwa Morskiego z Siemirowic, już wcześniej działające operacyjnie, np. we wrześniu 2025 r. Wszystkie te środki były w gotowości i gdyby tor lotu pocisku zmierzał w kierunku miasta, to zapadła by komenda na jego zestrzelenie. Decyzja o zestrzeleniu nie jest prosta, bowiem wiąże się z ryzykiem powstania poważnych szkód na ziemi. Gdyby taki pocisk spadł na wieś, to spowodowałby prawdopodobnie śmierć ludzi, bowiem tego rodzaju pocisk posiada potężną siłę rażenia. Dlatego naszym zdaniem Wojsko Polskie i sojusznicy spisali się bardzo dobrze, podjęto właściwe decyzje, a rezultatem nie była śmierć przypadkowych ludzi zabitych szczątkami zestrzelonego pocisku, lecz jedynie spora dziur w lubelskim czarnoziemie, którą da się zasypać i ponownie zaorać po zakończeniu śledztwa. Jedynie rzepaku szkoda, drogie panie, przerzućcie się na smalec do smażenia, bo olej może zdrożeć... Obiekt leciał przez terytorium Polski przez 6 minut, pokonując odległość 93 km, czyli leciał z prędkością 930 km/h, typową dla pocisków manewrujących Ch-101 czy 3M14 Kalibr. Co ciekawe, ukraiński pocisk FP-05 Flamingo z potężniejszym silnikiem AI-25 pochodzącym z L-39 Albatros (czterokrotnie większy ciąg niż silnik Ch-101), leci szybciej bo około 940-960 km/h (chyba że na bardzo daleki zasięg, wtedy można ograniczyć do 850 km/h). Tych pocisków jest bardzo mało, bo takich już nie produkowanych silników też jest bardzo mało do ukraińskiej dyspozycji, więc pociski Flamingo są używane do atakowania najważniejszych obiektów w Rosji. Najwyraźniej i najprawdopodobniej Rosjanom uciekł jeden z pocisków Ch-101 lub 3M14 Kalibr. Wybił lej o średnicy 10 m co wskazuje na wielką siłę głowicy, to mniej więcej tak jak bomba lotnicza 500 kg mająca ok. 210 kg materiału wybuchowego. Masa głowicy bojowej w obu typach pocisków manewrujących wynosi 450 kg, z czego czysty ładunek wybuchowy (najczęściej nowoczesny kompozyt plastyczny o wyższej sile niszczącej niż klasyczny heksogen) stanowi ciut ponad 200 kg. I to by do tego leja pasowało. To nie mógł być efekt zakłócania GPS/Glonass, bo wówczas pocisk zboczyłby o max. 50 do 100 m, ale nie o 150 km. To najprawdopodobniej była awaria układu nawigacyjnego, choć nie można wykluczyć (naszym zdaniem mało prawdopodobne) zamierzonego ataku ostrzegawczego ze strony Rosji dla wywołania większego napięcia. Już zaobserwowano ostry atak botów i rosyjskich trolli, także na oficjalne strony rządowe i MON, które zalała fala komentarzy. Jak zwykle, stara śpiewka: to była ukraińska rakieta, bo chcą nas wciągnąć do wojny. Próba wciągnięcia nas do wojny nie polega na wykonaniu prowokacji która nie ma szans na wciągnięcie nas do wojny, zwłaszcza, że to wygląda na awarię pocisku, co w żadnym razie nie jest powodem do wojny. Natomiast ukraińskie pociski latają w przeciwnym kierunku i gdyby miały zdryfować to by spadły na Gruzję czy Estonię (co się już zdarzało, ale w odniesieniu do dronów), a nie na Polskę. Nie jest to też ukraińska rakieta przeciwlotnicza (jak swego czasu w przewodowie), bo ten leciałby na odległość 93 km nie 6 minut, ale niecałe dwie minuty. Rakiety przeciwlotnicze nowsze od niemieckiego Henschel Hs 117 Schmetterling z II wojny światowej, latają z prędkościami naddźwiękowymi i to co najmniej z trzykrotną prędkością dźwięku lub większą, a nie 930 km/h. Piękny obraz Piotra Dubowika przedstawiający atak ukraińskiego myśliwca F-16 na pocisk skrzydlaty Ch-101. Malował Piotr Dubowik Jeśli chcecie, żebym poświęcał swój czas na te wpisy, jeśli w ogóle chcecie je czytać, to poproszę o kawkę. To tylko kilka złotych, a mnie rekompensuje włożony w tę pracę czas. https://t.co/pPHnCSlfpS #wojna #rakiety #Polska

🔊 Najnowsze #Horyzonty o krytycznie dla nas ważnym temacie demografii. 🎙️ @KamSobolewski 💼 @PracodawcyRP #Horyzonty #demografia #PracodawcyRP #PL

Ja nie mogę z tego ile studio musiało wydać kasy, żeby przekupić krytyków, widzów i jeszcze wywalić tyle na trefne bilety. Moich 9 złotych z Unlimited na pewno nie zobaczy, trzymajcie też swoje tanie środy. Z szacunku do Homera i kultury śródziemnomorskiej. Go woke, go broke. https://t.co/DSt2nW1VnK #Film #Krytyka #Horyzonty

Czy jak coś wpadło do czarnej dziury, to może być wciąż splątane z czymś na zewnątrz? I czy istnienie takiego splątania da się stwierdzić bez zaglądania za horyzont zdarzeń? Okazuje się, że się da :) https://t.co/W3wzhQ9ZIa #czarnadziura #splątanie #fizyka

Onet.pl Jun 29

Obywatele Mołdawii są zniecierpliwieni procesem akcesji do Unii Europejskiej, domagając się konkretnego horyzontu czasowego, gdyż szybka integracja nie zawsze oznacza korzystne rezultaty, a Mołdawia, mimo silnych argumentów politycznych, musi ostrożnie podchodzić do przygotowań, aby uniknąć negatywnych społecznych konsekwencji. #Mołdawia #IntegracjaUE #RozszerzenieUE

Droga Mołdawii do UE. "Szybka integracja nie zawsze oznacza dobrą"

Rok temu zostałem zapoznany z postacią Jacka Murańskiego przez Premiera Rzadu RP. Tej wiosny Najbardziej Rozchwytywany Kierownik SOR w Polsce zmusił mnie do zapoznania się ze słowem Panamera. Koalicja Obywatelska nieustannie poszerza moje horyzonty. #Polska #KoalicjaObywatelska #JacekMurański