BETA nonprofit public democratic european moderated

Search

#zapach

W #Poznan samozwańczy hobbyintegracyjni wydali 9 milionów zł na dobrostan obcokrajowców w szkołach! Dobrostan skończył się jednach na wesołych wyjazdach, pensjach, zleceniach dla samych hobbyintegracyjnych Polecam: Zapach kwiatów, uśmiechy, kajaki i talent show. Liberalna iluzja integracji migrantów za miliony złotych https://t.co/y1R1uwGlKM #Poznań #migranci #integracja

Sprawdziłem pink tax w Polsce. I mam problem. Nie znalazłem go tam, gdzie podobno miał być najbardziej widoczny. W codziennych zakupach. Porównałem 15 ścisłych par produktów. Ta sama marka, model, funkcja, pojemność albo cena jednostkowa oraz te same warunki promocji. Ile razy wersja kobieca była droższa? Ani razu. W 10 przypadkach ceny były równe. W 5 więcej płacili mężczyźni. Pink tax? W mojej próbie raczej blue tax. Męska maszynka kosztowała więcej. Męski krem kosztował więcej. Męskie wkładki były droższe. Część kobiecych ubrań sportowych była objęta lepszą promocją, podczas gdy mężczyzna płacił pełną cenę. Ostatecznie cały badany koszyk męski był droższy o 176,25 zł. Dziwnym trafem ta informacja nie zrobiła takiej kariery jak hasło o kremach dla kobiet droższych o 67%. A przecież blue tax to nie tylko sama cena. To również mniejszy wybór produktów przeznaczonych dla mężczyzn. Gorsza dostępność części rozmiarów i wariantów. Produkty wciskane w stereotyp siły, sportu, czerni, zapachu drewna, silnika albo arktycznego lodowca. Często z dopiskiem „Men”, „Professional” lub „Extreme”, który ma uzasadniać wyższą cenę. Ten sam mechanizm marketingowy. Tylko kolor opakowania się nie zgadza z popularną narracją. Osobną sprawą są usługi fryzjerskie. Samo porównanie czasu pracy nie wystarcza. Godzina strzyżenia kobiety i godzina strzyżenia mężczyzny mogą oznaczać inny zakres usługi, technikę, modelowanie oraz inną ilość zużytych kosmetyków. Cenniki powinny opierać się na długości włosów, zakresie usługi i stopniu jej skomplikowania, a nie na płci klienta. Ale żeby mówić o pink tax, trzeba porównać naprawdę tę samą usługę. Nie tylko taką samą liczbę minut w kalendarzu. Czy to oznacza, że kobieta nigdy nie zapłaci więcej za niemal identyczny produkt? Nie. Takie przypadki mogą się zdarzać. Oznacza to jednak coś znacznie ważniejszego. Nie znalazłem dowodu na powszechny pink tax w codziennych zakupach. Znalazłem natomiast przypadki, w których więcej płacą mężczyźni. I o nich prawie nikt nie mówi. Gdyby w 15 porównaniach kobiety ani razu nie zapłaciły mniej, a pięć razy zapłaciły więcej, mielibyśmy artykuły o systemowej dyskryminacji. Kiedy taki wynik dotyczy mężczyzn, zapada cisza. Równość nie polega na nagłaśnianiu różnic tylko wtedy, gdy pasują do jednej narracji. Jeżeli więcej płaci kobieta, mówmy o tym. Jeżeli więcej płaci mężczyzna, również mówmy o tym. Te same zasady. Ta sama miara. Ta sama uczciwość. Fakty nie mają płci. Ale sposób ich wybierania najwyraźniej czasami ma. #walczsercem #mezczyzna #rownosc #rownosc #walczsercem #sprawiedliwosc

🚨Policjant poza służbą zatrzymał Ukraińca🇺🇦 z blisko 3 promilami alkoholu. Ukrainiec szarpał się z policjantem i chciał uciekać. Policjant pionu kryminalnego z Komisariatu Policji Wrocław-Grabiszynek, jadąc prywatnym samochodem w miejscowości Smolec, zauważył kierowcę Opla, który wyjeżdżając z drogi podporządkowanej ocierał kołem o krawężnik, a następnie zachowywał się nerwowo i nieprzewidywalnie. Funkcjonariusz natychmiast zareagował. Po podejściu do pojazdu wyczuł silny zapach alkoholu. Wyjął kluczyki ze stacyjki i zaciągnął hamulec ręczny, żeby uniemożliwić dalszą jazdę. Kierowca nie podporządkował się wyrwał kluczyki i próbował ponownie uruchomić auto. Doszło do szarpaniny. Policjant wzywał osoby postronne do kontaktu z Policją. Pomogli mu przechodnie, którzy wspólnie obezwładnili mężczyznę do przyjazdu patrolu. Badanie potwierdziło, że 46-letni obywatel Ukrainy miał w organizmie blisko 3 promile alkoholu. Źródło: Komenda Miejska Policji we Wrocławiu #Policja #alkohol #Wrocław

Zoltán 7d

🇵🇱 Drodzy Przyjaciele z Polski! ​Zjedliśmy, popiliśmy… to teraz czas spalić te kalorie na szlaku. Rzućmy okiem na góry, bo tu różnica rzuca się w oczy od razu. 🥾🏔️ ​U Was? Tatry to nie są zwykłe góry - to niemal narodowa świętość i wielki kult. Zakopane, ostre granie, przepaście i łańcuchy na Orlej Perci. Wychodzisz o świcie, pot zalewa oczy, kolana błagają o litość, a wiatr na grani chce urwać głowę. Ale za to ten klimat… herbata z cytryną w schronisku, szarlotka w Pięciu Stawach i widok, dla którego warto było wypluć płuca. Szacunek, tam nie ma żartów z naturą. ​A u nas na Węgrzech? No cóż… nasze góry nie próbują człowieka zabić. 😉 Mátra, Bükk, Zemplén. Zero wspinaczki z liną, zero lęku wysokości. U nas to niekończący się ocean zielonych lasów bukowych, retro kolejka w Lillafüred i stare kamienne zamki, jak Boldogkő czy Füzér, wyrastające nagle na skałach prosto z lasu. ​I mamy coś unikalnego: Országos Kéktúra (Krajowy Szlak Błękitny). Uwaga, to nie pomyłka: ma 1181,8 kilometra i aż 161 punktów kontrolnych! To najstarszy wytyczony długodystansowy szlak w całej Europie. I nie, nikt nie idzie go na raz przez dwa miesiące. Ludzie kupują małą książeczkę i zbierają pieczątki na punktach przez lata. Wolny weekend, 20-30 km marszu przez las, pieczątka do kolekcji i do domu. Taki relaksujący projekt na całe życie. ​Idziesz sobie w cieniu drzew, wdychasz zapach mchu, a na dole zamiast TOPR-u czeka na Ciebie mała piwniczka z winem z Tokaju czy Egeru. ​Zupełnie inna bajka. Wy wchodzicie na szczyt jak do świątyni i walczycie ze skałą, my idziemy na leniwy, leśny reset z plecakiem. ​Jak to u Was jest? Ciągnie Was na tę surową, tatrzańską wyrypę, czy wybralibyście taki nasz zielony, spokojny szlak z zamkami, zbieraniem pieczątek i winnicą na deser? 🏔️🏰🍷 ​#Polska #Węgry #Tatry #Bükk #Mátra #Kéktúra #Boldogkő #Füzér #Góry #Podróże #PolakWęgier #Polska #Tatry #Podróże

Venek 2w

"Zabił mojego męża" mówi Ewelina, której mąż zginął w wypadku spowodowanym przez Łukasza Żaka. – Wyrok nie dał mi żadnego ukojenia. Wyszłam z sali rozpraw niezwykle zaskoczona tym, co usłyszałam. To, że ten człowiek jest w więzieniu, nie wróci życia Rafałka. – Często o tym myślę i tak naprawdę wcale nie czuję się lepiej. Czuję, że wpadłam wtedy w jakąś dziurę i nie mogę z niej wyjść. Ktoś, kto mnie zobaczy na ulicy, powie, że po mnie nie widać tego, co się wydarzyło. Ale wcale nie jest lepiej. Jako kobieta czuję, że straciłam wszystko. – Z Rafałkiem zawsze marzyliśmy o tym, żeby stworzyć szczęśliwą rodzinę. Jedna z moich myśli tuż po tym, jak usłyszałam, że nie żyje, brzmiała: jak ja sobie z tym poradzę sama? Przecież na to się umówiliśmy – że wychowamy nasze dzieci razem. – Rozmawiam z nim codziennie. Rano, jak nie mam siły wstać z łóżka. Wieczorem, kiedy jestem zmęczona. Jak szukam miejsca parkingowego, kiedy mijam miejsca, gdzie lubiliśmy chodzić, kiedy czuję zapach czy widzę kolor. Wszystko mi się z nim kojarzy. – Synek pyta nawet: "A jak tata teraz wygląda tam pod ziemią? Czy mu urosły włosy? Czy urosły mu paznokcie? A czy tata nas teraz słyszy?". Jeżeli ja im nie odpowiem na te pytania, to kto odpowie? One są dla mnie najważniejsze, siła do rozmowy przychodzi sama. – Ja nigdy nie czułam złości w stosunku do pana Łukasza. Czuję złość na sytuację, na stratę Rafałka. Ja już dawno wybaczyłam jemu jako człowiekowi, bo każdy popełnia błędy, ale nie zapomniałam sytuacji, która wciąż niezwykle boli. – Chciałam tylko, żeby uświadomił sobie, że zabił mojego męża swoją brawurową jazdą. I że to, co się wydarzyło, to nie jest film, to nie jest gra GTA, tylko to jest życie. Rozmowę przeprowadziła Karolina Motylewska. #strata #rodzina #wypadek

In Belgium, a large fire continues in Hohen Venn, which has destroyed approximately 3000 hectares, and its smoke reaches up to 100 kilometers away in Cologne, where a major odor situation has been declared, and firefighters are implementing preventive measures to protect Germany from the spreading fire. (translated)

Nordrhein-Westfalen: Großbrand in Belgien stinkt bis Köln

During hot weather, the risk of food poisoning increases because bacteria multiply rapidly, and spoiled foods, including commonly safe items like watermelon or dairy products, can be dangerous even without visible odor or taste, with the highest risk faced by children, the elderly, pregnant women, and people with weakened immune systems. (translated)

Vedra zvyšují riziko otravy jídlem. Zkaženou potravinu často nepoznáte ani podle vůně či chuti
Onet.pl 3w

In the Tyumen region of Siberia, residents are struggling with serious problems caused by flooding along the Tura River, which has led to the death of fish, unpleasant odors in drinking water, and flooding of large areas of vegetation, as a result of extreme weather events related to climate change. (translated)

"Duszę i muszę zamykać okna". Syberię nawiedziła seria katastrof

A large colony of starving cats in catastrophic condition was discovered in a garage in Haapsalu, including several kittens that were rescued by firefighters and animal protectors after receiving reports of a strong odor and cat cries, with two cats unfortunately unable to survive the assistance. (translated)

ФОТО ⟩ Ужасная вонь и крики привели к шокирующему открытию: в запертом гараже обнаружили огромную колонию кошек
Magda 4w

Nigdzie już nie trzeba jechać W słoneczne dni patrzę, jak światło odbija się od jeziora. Na wodzie pojawiają się maleńkie gwiazdki. Zapalają się na ułamek sekundy, gasną i zaraz pojawiają kawałek dalej. Nie da się zatrzymać wzroku na jednej z nich, bo woda nieustannie je przesuwa, rozsypuje i tworzy od nowa. Lubię wpatrywać się w jezioro, niezależnie od pory roku. Latem blask rozchodzi się po powierzchni, a nad trzcinami krążą ważki. Jesienią woda ciemnieje i odbija drzewa, które z każdym dniem mają coraz mniej liści. Zimą nieruchomieje, jakby na jakiś czas wycofywała się ze świata. Mogę siedzieć tak długo, nie czekając na nic szczególnego. Myśli nadal przychodzą, ale tracą ostrość, a to, co jeszcze przed chwilą wydawało się pilne, nagle staje się mniejsze. Pod koniec dnia często wracam na brzeg. Niekiedy trafiam na ostatnie światło, innym razem słońca już nie ma, a nad wodą pozostaje tylko jasna smuga, ślad po minionym dniu. W ciepłe wieczory powietrze pachnie nagrzaną ziemią i sosnami. Od jeziora ciągnie chłód, który najpierw czuje się na skórze, zanim jeszcze zauważy się, że robi się późno. Patrzę na prawie wszystkie wschody i zachody słońca. Nie dlatego, że każdy jest niezwykły. Wiele z nich wygląda podobnie, ale żaden nie wróci. Jutro słońce zajdzie nad tym samym lasem, woda znowu odbije światło, a jednak będzie to już inny wieczór. Kiedyś w ogóle o tym nie myślałam. Dorastałam na Warmii i długo wydawało mi się, że jeziora, lasy i cisza są czymś zupełnie zwyczajnym. Po prostu istniały. Nie trzeba było się im uważnie przyglądać, bo następnego dnia nadal miały być na swoim miejscu. Człowiek rzadko tęskni za czymś, czego jeszcze nie stracił albo od czego nigdy nie był naprawdę daleko. Zrozumiałam to dopiero po wyjeździe. Kiedy studiowałam w Warszawie, często wracałam do domu w piątkowe wieczory. Autokar długo wydostawał się z zatłoczonego miasta, przeciskał przez ulice, światła i samochody. Przez kilka godzin siedziałam zmęczona, z głową pełną całego tygodnia, czekając, aż krajobraz za oknem wreszcie zacznie się zmieniać. Pamiętam jeden z takich powrotów. Wysiadłam z autokaru i pierwszą rzeczą, którą poczułam, był zapach powietrza. Pachniało domem. Nie potrafię powiedzieć, czym dokładnie był ten zapach. Może wilgotną ziemią, drzewami i wodą, a może po prostu wszystkim naraz. Powietrze było chłodniejsze i cięższe niż w mieście. Otaczała mnie cisza, choć przecież przejeżdżały samochody i gdzieś obok rozmawiali ludzie. Po Warszawie nawet zwykły wieczór w Olsztynie wydawał się ciszą. Wtedy po raz pierwszy pomyślałam, że domu nie zawsze rozpoznaje się wzrokiem. Czasami wcześniej rozpoznaje go ciało. Po oddechu, temperaturze powietrza, napięciu, które nagle puszcza, choć człowiek nawet nie wiedział, że przez cały dzień je w sobie nosił. Wiele lat później, kiedy trafiłam na myślenie Gastona Bachelarda o domu i zamieszkiwaniu, znalazłam język dla czegoś, co wcześniej tylko przeczuwałam. Dom nie jest wyłącznie budynkiem ani adresem. Zostaje w człowieku jako układ światła, zapach, temperatura pokoju, szmer dochodzący zza ściany. Bachelard pisał o miejscach, które przechowujemy w wyobraźni, nawet jeśli dawno już do nich nie wracamy. Być może dlatego niektóre przestrzenie są w nas bardziej trwałe niż te, w których mieszkamy obecnie. Podobnie było później, kiedy mieszkałam na Cyprze. Wokół miałam morze, słońce i krajobraz, za którym inni tęsknili przez cały rok. Ja tęskniłam za zielenią, chłodem lasu i zapachem jeziora wieczorem. Kupowałam wtedy perfumy Duende. Dziś chyba nie można ich już dostać, ale przez wiele lat zabierałam je ze sobą wszędzie tam, gdzie byłam daleko od domu. Duende pachniało mi jeziorem. Nie samą wodą, raczej wilgotnym powietrzem, wieczornym chłodem i zielenią. Było w tym zapachu jeszcze coś, czego nigdy nie umiałam nazwać, a co natychmiast przenosiło mnie na Warmię. Odrobina na skórze wystarczała, żebym na chwilę poczuła się tak, jakbym znowu stała nad wodą. 🧵⬇️ #przyroda #jezioro #wspomnienia

Popular soft toys-clickers in the shape of dumplings, which have become a hit among Estonian children thanks to TikTok, may contain toxic benzene and the characteristic strong chemical smell is a warning sign of possible danger and poor quality. (translated)

Популярная среди эстонских детей игрушка может оказаться ядовитой. Проверьте, нет ли такой у вас
Thorkill Aug 3

Zakończenie ukraińskiej 40 dniowej specjalnej operacji wojskowej. Dzisiaj mija 40 dni od rozpoczęcia przez prezydenta Zełenskiego "40- dniowej specjalnej operacji wojskowej", mającej na celu wywarcie wpływu na Rosję i skłonienia jej do zakończenia wojny. Gdy 25 czerwca 2026 r. Zełenski w mocnych słowach w specjalnym wystąpieniu ogłaszał to ultimatum wobec prezydenta FR. W Putina, informowały o tym najważniejsze światowe agencje newsowe i główne portale informacyjne w Polsce i zagranicą. Przykładowo The Economist pisał wówczas z emfazą. " Dla Słowian okres 40 dni nie jest w żadnym wypadku przypadkowy. Wierzy się, że to właśnie czterdziestego dnia po śmierci dusza ostatecznie opuszcza ten świat. Dlatego też, kiedy 25 czerwca Wołodymyr Zełenski napisał w mediach społecznościowych o nowej fali ataków dronów mających „zmusić” Rosję do zasiadania przy stole negocjacyjnym, zostało to powszechnie zinterpretowane jako wiadomość do Władimira Putina: nie przetrwasz tego." Natomiast dzisiejsze zakończenie "40 dniowej ukr specjalnej operacji wojskowej" nie zostało odnotowane przez żadne polskie i światowe mainstreamowe media. Można to trochę porównać do sytuacji gdy ktoś na dużym, eleganckim przyjęciu głośno pierdnął i wszyscy goście - mimo powoli rozprzestrzeniającego się po pomieszczeniu nieprzyjemnego zapachu - udawali że nic się nie stało. Ukraińska 40 dniowa specjalna operacja wojskowa zakończyła się taką samą plajtą jak jej 3 dniowy rus odpowiedni z początku pełnoskalowej wojny. Strona ukraińska wraz z rozpoczęciem nieograniczonej kampanii powietrznej przeciwko celom w Rosji - nie dość że nie wzmocniła - to wręcz osłabiła swoją pozycje w ewentualnych negocjacjach z Moskwa. Rozpoczęcie bezwzględnej wojny z rus bardzo utrudniło drogę do wszelkich późniejszych układów. Jednocześnie było aktem lekkomyślnym, bowiem Kijów poszedł na wymianę ciosów mimo że siły miał na jedną rundę. W rezultacie strona ukr w kolejnych minutach "pojedynku" straciła możliwość eksportu towarów drogą morską oraz sama zafundowała sobie problemy z paliwem - patrz dzisiejsze ograniczenia w ich sprzedaży wprowadzone przez główne sieci stacji benzynowych. Wreszcie doprowadziła do wyczerpania zapasów pocisków przechwytujących PAC-3, czyniąc cały teren Ukrainy kompletnie bezbronnym, wobec rus balistyki. W praktyce oznacza to że ukr system energetyczny zimą 2026/27 ulegnie całkowitemu załamaniu. Kijów zdaje sobie z tego doskonale sprawę, stąd ostatnia wizyta Zełenskiego w USA i jego nierealne prośby do Trumpa aby wymusił na Putinie wznowienie negocjacji. Także dlatego dzisiaj Zelenski powiedział publicznie wprost że "Ukraina zrobi wszystko, co w jej mocy, aby wojna zakończyła się przed zimą." Jak w takiej sytuacji strona ukraińska może dalej udawać negocjowanie z pozycji siły? Kijów tej wojnie miał taką pozycję raptem raz, krótko w marcu 2022 r. gdy jednostki 2 Armii ze składu GW "Centrum" zostały zablokowane przy lewobrzeżnej części stolicy i w rezultacie znalazły się w trudnym położeniu. Jednak wówczas strona ukr jak na ironię rekami Dawida Arachamiji podpisała kapitulacyjne porozumienie w Stambule. #Ukraina #wojna #negocjacje

A record wave of smelly seaweed has arrived on the beaches of the Mexican Caribbean coast, leading to the closure of popular tourist destinations. (translated)

Fotky: Turistický ráj zaplavily hnědé zapáchající řasy

Residents of Florence are alerting the fire department due to a strong smell of smoke, which is the result of fires in France being carried by strong winds, although no fire outbreaks have been reported in Tuscany. (translated)

Pożary we Francji, panika we Włoszech. Chmura dymu spowiła niebo

Residents of Tyumen in Russia have been complaining for over two weeks about an intense smell of feces in the tap water, which prompted authorities to set up drinking water distribution points and temporary hydrants, despite assurances that the water meets sanitary standards. (translated)

Zapach fekaliów w wodzie z kranu. Ponad milion Rosjan ma problem
Piotr Witczak Jul 25

Szanowny Panie Prezydencie @NawrockiKn @prezydentpl Apel ludzi nauki przeciwko "Lex Szarlatan" podpisało już blisko 100 naukowców z Polski i zagranicy! https://t.co/DhSndSHyc1 Są tam nazwiska, które trudno posądzić o "szarlatanerię" - sygnatariuszy wciąż przybywa! Coraz więcej ludzi nauki zauważa, że ta ustawa to bubel prawny i poważne zagrożenie dla medycyny naturalnej i wolności debaty naukowej Podpisali się m. in. Prof. Dr. Rainer W. Bussmann (Professor of Ethnobotany, Institute of Botany and Bakuriani Alpine Botanical Garden, Ilia State University, Tbilisi, Georgia) Jeden z najbardziej wpływowych etnobotaników na świecie. Cytowany ponad 43 000 razy (Google Scholar); bardzo wysoki h-indeks (raportowany nawet ~90 w niektórych bazach). Setki publikacji z zakresu etnobotaniki, ekologii roślin i medycyny tradycyjnej; szeroka współpraca międzynarodowa. Prof. Dr. Nancy J. Turner (PhD, CM, OBC, FRSC, FLS; Adjunct Professor Emerita, School of Environmental Studies, University of Victoria, Kanada) Wybitna kanadyjska etnobotaniczka i etnoekolożka. Cytowana ok. 24 500 razy, h-indeks 70. Autorka/współautorka kluczowych książek i setek prac o wiedzy rdzennych ludów o roślinach; odznaczona Orderem Kanady i Orderem Kolumbii Brytyjskiej; członkini Royal Society of Canada i Linnean Society. Prof. dr hab. Łukasz Łuczaj (Wydział Biologii, Ochrony Przyrody i Zrównoważonego Rozwoju, Uniwersytet Rzeszowski; prezydent-elekt Society for Ethnobotany) Polski etnobotanik, specjalista od dzikich roślin jadalnych i etnomycologii. Cytowany ponad 9100 razy, h-indeks 52. Associate Editor w Frontiers in Pharmacology i Journal of Ethnobiology and Ethnomedicine; redaktor sekcji w Acta Societatis Botanicorum Poloniae i naczelny Etnobiologia Polska. Silna pozycja międzynarodowa w swojej dziedzinie. Prof. dr hab. n. med. Piotr Mydel (Uniwersytet Jagielloński, Wydział Biochemii, Biofizyki i Biotechnologii; także University of Bergen) Specjalista immunologii, mikrobiologii i biochemii. Cytowany ok. 7170 razy (h-indeks ok. 32). Badania nad powiązaniami bakterii jamy ustnej (np. Porphyromonas gingivalis) z chorobami ogólnoustrojowymi (RZS, Alzheimer); publikacje w wysokoinfluencyjnych czasopismach, w tym Science Advances Assoc. Prof. PhD Marco Leonti (Department of Biomedical Sciences, University of Cagliari, Włochy) Ekspert etnofarmakologii i etnobotaniki. Cytowany ok. 6600–6700 razy. Prace nad ilościowymi wskaźnikami etnobotanicznymi, smakiem/zapachem roślin leczniczych i historią medycyny roślinnej; aktywny w międzynarodowych projektach i czasopismach z dziedziny. Inni zasługujący na uwagę to m. in. prof. dr hab. Antoni Szumny (chemia żywności, UPWr; h-indeks Scopus/WoS ok. 33–34), prof. dr hab. dr h.c. Tadeusz Trziszka (żywność/biotechnologia) Prosimy o weto! #LexSzarlatan #Nauka #WolnośćDebaty

Każdy dzień jest dobry żeby przypomnieć, że mieszkamy na najlepszym kontynencie Ziemi, tej Ziemi. Europejskie miasta mają najlepszą urbanistykę jaką ręce i mózg ludzki mogły stworzyć. Piękna architektura ciesząca oko, mądrze rozplanowane uliczki, tradycja przecinająca się z nowoczesnością w sposób zrównoważony, bogactwo i różnorodność stylów. Planowanie siatki ulic jest pomyślane o ludziach, ale również drobnych lokalnych przedsiębiorca ch, a nie wielkich sieciowych molochach. To europejska urbanistyka wspiera właścicieli lokalnych kawiarni, restauracji, butików, piekarzy, bułki, wędliny, itd. Bo idziesz pieszo przez miasto zamiast przemykać samochodem po drodze wielopasmowej. Czujesz, zapach kawy która cię zaprasza do środka, a nie plastikowe logo Starbucksa widziane przez szybę samochodu. No i właśnie, pieszo. Idziesz na spacer, robisz cardio w sposób naturalny jak Bóg stworzył, nie jakieś tam sztuczne plany treningowe. Celebrujesz ludzką naturę, plan Boży. Oddychasz powietrzem filtrowanym przez drzewa, nie przez klimatyzację jak jakiś Jankes. Kocham Polskę, kocham Europę. #urbanistyka #Europa #architektura

BOOP.PL Jul 21

Koniec narzekania na zapachy, czy hałas na wsi. Każdy, kto kupi dom lub działkę w sąsiedztwie terenów rolniczych, ma w najbliższym czasie dostać od państwa nowy obowiązek: u notariusza podpisze oświadczenie, że świadomie godzi się na hałas traktorów, zapach z obór i nocne prace na polu. Plan jest taki, żeby rząd przyjął "lex rolnik" w trzecim kwartale 2026 roku, a sama ustawa miałaby wejść w życie krótko po ogłoszeniu. #rolnictwo #prawo #ustawa

Piegziu Jul 19

Czytam tysiąc pięćset sto dziewięćsetną książkę o II RP. Celowo nie napiszę jaką, bo wstawię kiedyś reckę. Jeśli miałbym stwierdzić, co mi najbardziej przeszkadza w tym dość popularnym genre, to wręcz obsesyjna mania atakowania lub bronienia tego wręcz mistycznego kraju przez autorów. Nie czuję się w żadnym stopniu znawcą tej tematyki, niemniej niektórym przypadłoby się *troszkę* obiektywności. Ja naprawdę rozumiem jakby dla niektórych to była kwestia osobista, jak chociażby jeszcze stosunek do PRL, ale niektórzy nawet nie znają II RP z opowieści rodzinnych. Zawody w pluciu na II RP lub robienie Rejatana na każdą krytykę to jakaś kolejna forma polskiej aberracji historycznej, gdzie każdy musi widzieć czarne lub białe albo kochać albo nienawidzić. Odnoszę do tego wrażenie, że im bardziej zakrzywiony obraz, tym książka się lepiej sprzedaje i nakręca spiralę politycznego zdebilenia. Czy naprawdę ludzie posiadający rzadki dar czytania i pisania nie umieją wydobyć się na chwilę refleksji i uświadomić sobie, że: - pewne sukcesy odnieśliśmy, bo byliśmy zdeterminowani - pewne klęski ponieśliśmy, bo czegoś zabrakło - czasami mieliśmy szczęście - częściej mieliśmy jednak pecha - byliśmy biedni jak myszy kościelne, ale - nie brakowało serca do budowy kraju - znajdowaliśmy się w ultra trudnym położeniu - a i sami nie mieliśmy doświadczenia w rozgrywaniu takich trudnych spraw Mój dziadek urodził się w styczniu 1932 r. w woj. stanisławowskim, w polskiej wsi u podnóży Karpat, na ukraińskim morzu etnicznym. Za dużo tej II RP nie doświadczył, zwłaszcza, że we wrześniu 1939 r. miał iść do szkoły, ale pamięta wystarczająco dużo, aby porównać sobie to wszystko z późniejszymi latami. Jego ojciec, a mój pradziadek, był kolejarzem. Nie żyli więc biednie, ale też trudno mówić o dostatku przy kilkunastu arach i czwórki rodzeństwa. Pradziad umarł w 1942 roku na zawał, jadąc rowerem do pracy, a oni sami przeżyli atak banderowców w październiku 1944 r. tylko dlatego, że Ukrainka ich ostrzega i uciekli do lasu. Potem traumatyczne przesiedlenia i osiedlanie się w zgrupowanym Wrocławiu. Z żadnej mojej rozmowy z dziadkiem o kresach, a odbyłem ich setki, nie odebrałem jednak lekcji pochwalnej albo potępiającej II RP. To była Polska, za którą walczyli i dla której pracowali, ale też widzieli biedę i olbrzymie problemy narodowościowe. Nigdy nie miałem jaskrawego obrazu. Bo dziadek z jednej strony tęsknił za Karpatami i zapachem bzu we własnym ogródku, ale za żadne skarby nie chciał wrócić na wschód i uważał Wrocław za wybawienie. Tak samo zreszta było z jego stosunkiem do Ukraińców, którym do dziś nie wybaczył wymordowania sąsiadów i dalszej rodziny, ale buduje nowe relacje z młodszym pokoleniem imigrantów znad Dniepru i wspiera w wojnie z Rosjanami. Powiem Wam, że każda lektura książki o polskiej historii zmusza mnie to takich dziwnych refleksji. Głównie o tym, że życie sobie płynie własnym torem, ale my często musimy albo zmitologizowac albo ohydzić każdy jego ułamek, bo boimy się, że brak emocjonalności = obojętność. W historii jak najbardziej jest miejsce na uniesienia i smutek, ale nie wszystko co wydarzyło się kiedyś, musi mieć specjalne znaczenie, za które warto ginąć lub iść dzisiaj na barykady. Kiedy będziemy gotowi poznać prawdę o II RP i słuchać o niej bez przytłaczających emocji? #IIIRP #historia #literatura

V okolí Kralup nad Vltavou se od jara šíří silný nepříjemný zápach, který někteří obyvatelé přirovnávají ke zkaženým vejcím nebo spálené gumě, a jehož příčinu spatřují v aktivitách chemické továrny Orlen Unipetrol, což vyvolalo obavy o zdraví a následné petice místních obyvatel, kteří žádají zásah státních úřadů. #zápach #Kralupy #flérování

„Nikdy to tak nesmrdělo.“ Kralupsko bojuje s neobvykle silným zápachem