Czy aktualne prawo dysponuje odpowiednimi narzędziami do weryfikacji, czy ktoś rzeczywiście jest szarlatanem? Odpowiem na to pytanie odnosząc się do własnych doświadczeń Rzecznik Praw Pacjenta zawiadamia Prokuraturę, a ta zajmuje nośniki danych, weryfikuje dokumentację dotyczącą prowadzonej działalności, szczegółowo przesłuchuje domniemanego „szarlatana” oraz jego pacjentów. Zadaje konkretne pytania o przebieg komunikacji między "szarlatanem" a pacjentem i z pierwszej ręki sprawdza rzeczywiste efekty proponowanych interwencji – w tym to, czy zagrażały one życiu lub zdrowiu. Dokładnie taką procedurę wszczęto wobec mnie w 2023 roku – i postępowanie zostało umorzone. Podkreślam przy tym, że Rzecznik Praw Pacjenta nie zareagował na jakiekolwiek donosy moich pacjentów, lecz na sygnały osób postronnych, przede wszystkim prof. Agnieszki Szuster-Ciesielskiej. Podpadłem jej jeszcze w czasie pandemii, merytorycznie podważając jej stanowisko w sprawie szczepień, polityki sanitarnej i pokrewnych kwestii. Teraz jednak wymyślono, że prokuratura jest niewystarczająca. Postanowiono obejść obowiązujące prawo i uznawać winę wyłącznie na podstawie braku zgodności z „aktualną wiedzą medyczną” – upolitycznioną i przejętą przez przemysł. Chce się natychmiast karać finansowo, bez rzetelnego procesu, bez zeznań pacjentów i bez weryfikacji dokumentacji. A zdrowy rozum podpowiada coś zupełnie przeciwnego: świadectwa osób, które korzystały z usług, oraz związana z nimi dokumentacja ma znacznie większą wagę niż zgodność z wielokrotnie skompromitowaną „aktualną wiedzą medyczną” #prawo #zdrowie #szarlatanstwo

